Śmieciowa przestrzeń. Teksty

i

Autor: Archiwum Architektury Rem Koolhaas, Śmieciowa przestrzeń. Teksty, Fundacja Centrum Architektury 2017

Śmieciowa przestrzeń. Teksty

2017-09-29 14:36

Rem Koolhaas to ambity praktyk. Budujący architekt, który marzył o tworzeniu dzieł wielkich i wspaniałych, i te marzenia zrealizował. Rzucał wyzwanie twórcom największego kalibru. Odcinał się od postmodernizmu, afirmując przerażające piękno XX wieku. Miał szansę projektować miasta generyczne . Zbudował globalną firmę projektową – OMA z oddziałami w Europie, Azji, Ameryce i Australii. Pracując dla wielkiego biznesu, arabskich szejków czy chińskich satrapów jest współtwórcą Śmieciowej przestrzeni. Czytam więc ten zbiór jako wyszukaną, ekstrawagancką, intelektualną autobiografię – recenzja Grzegorza Stiasnego.

Aby stać się świetnym architektem nie trzeba być intelektualistą. Wystarczy mieć żargonową „łapę” do projektowania, lecz istnieją też architekci-intelektualiści, a na ich czele stoi od lat autor Śmieciowej przestrzeni. W 2008 roku Koolhaas znalazł się nawet na prestiżowej amerykańsko-brytyjskiej liście 100 najbardziej wpływowych myślicieli świata. Książka zbierająca jego kluczowe eseje jest więc lekturą nie tylko dla architektów, ale i dla wszystkich, którzy chcą obcować z intelektualnym parnasem tego świata. Zebrano tu teksty z niemal 40 lat. Począwszy od konstatacji, że racjonalizm architektury podszyty jest paranoją z 1978 roku, po tezę z roku 2015, że cyfrowa rewolucja wprowadziła do współczesnego społeczeństwa tylnymi drzwiami cichy autorytaryzm.

Niemal połowa z nich wyjęta jest z kluczowej pozycji, którą Koolhaas przygotował w 1995 roku: S, M, L, XL. To wybujała estetycznie i nowatorska pod względem metodologicznym monografia jego ówczesnego dorobku projektowego. Poszczególne eseje towarzyszyły tam grupom projektów, tłumacząc ich intelektualne podłoże. Teraz otrzymujemy je jako samodzielne dzieła opisujące świat przełomu XX i XXI wieku. Teksty są z reguły krótkie, poetyckie, oparte na kalamburach, grach słów i skojarzeniach, za którymi często trudno nadążyć. Stwarza to oczywisty problem w tłumaczeniu (Marcin Wawrzyńczak) i redakcji (Andrzej Leśniak i Grzegorz Piątek). I tak Bigness z dużego rozmiaru, staje się nieprzetłumaczalną nazwą własną, której znaczenie poznamy dopiero po przeczytaniu tak zatytułowanego rozdziału. Z tego eseju architekci najchętniej zapamiętują jedno bojowe hasło: pieprzyć kontekst. Zaś miasto generyczne w polszczyźnie chyba zawęża temat do skojarzenia ze współczesnym przemysłem farmaceutycznym: lek generyczny to tańszy zamiennik markowego produktu. A więc miasto generyczne powinniśmy rozumieć jako współczesną podróbkę miasta klasycznego, historycznego. Problem w tym, że angielskie generic ma więcej znaczeń, odnoszących się do typu, rodzaju czy grupy, i równie dobrze może oznaczać miasto nienadzwyczajne, pozbawione indywidualności, mało oryginalne, takie, które trudno opisać, bo jest współczesne, a nie historyczne.

W rozeznaniu się w tych pełnych celnych obserwacji labiryntach wysnutych z głowy architekta nie pomaga wstęp Andrzeja Leśniaka, który analizuje ich styl z punktu widzenia semiotyki. Ja proponuję prostszą interpretację. Rem Koolhaas to ambity praktyk. Budujący architekt, który marzył o tworzeniu dzieł wielkich i wspaniałych (Bigness), i te marzenia zrealizował. Rzucał wyzwanie twórcom największego kalibru (Salvador Dali i metoda paranoiczno- -krytyczna oraz Le Corbusier). Odcinał się od postmodernizmu afirmując przerażające piękno XX wieku. Miał szansę projektować miasta generyczne – najbliższe naszego kraju to Almere w Holandii. Zbudował globalną firmę projektową – OMA z oddziałami w Europie, Azji, Ameryce i Australii (Globalizacja). Pracując dla wielkiego biznesu, arabskich szejków, czy chińskich satrapów jest współtwórcą Śmieciowej przestrzeni. Czytam więc ten zbiór jako wyszukaną, ekstrawagancką, intelektualną autobiografię: urodziłem się w Rotterdamie (…) otaczały mnie nieruchome i być może niezbyt inspirujące bloki (w: Wykład poświęcony pamięci Paula S. Byarda). Jej autor jest wiarygodny, bo bierze na warsztat tylko to, czego sam bezpośrednio dotknął: W obliczu chaosu uczciwy architekt może zrobić tylko jedno: stanąć w szeregu z rzeszą ludzi próbujących się opierać – i przegrać (w: Co się stało z urbanistyką?).

Grzegorz Stiasny