Architektura MuratorKrytykaDeyan Sudjic, Język rzeczy. W jaki sposób przedmioty nas uwodzą?

Deyan Sudjic, Język rzeczy. W jaki sposób przedmioty nas uwodzą?

Książka Deyana Sudjica, dyrektora Design Museum w Londynie, to analityczna, lecz nie pozbawiona moralizatorskiego tonu, wyprawa do świata dizajnu, mody i sztuki, w którym przedmioty mają status ontologiczny niemal równy ludziom. Jak to możliwe, pyta autor, że w Airbusie A330 siedzenia w pierwszej klasie przypominają galery niewolników, a mimo to niedoszłe rekiny wszechświatowej finansjery są przekonane, że podróżują w luksusie? – recenzja Mai Mozgi-Góreckiej.

Język rzeczy
DEYAN SUDJIC, JĘZYK RZECZY. W JAKI SPOSÓB PRZEDMIOTY NAS UWODZĄ?, KARAKTER 2013

Kilka miesięcy temu media społecznościowe obiegła seria fotografii przedstawiających ludzi zakopanych w śmieciach, które zgromadzili w ciągu jednego tygodnia. Wykonane przez Gregga Segala zdjęcia miały w sobie voyeurystyczny i postkonsumpcyjny urok. Utrzymane w lekkim, „poimprezowym” tonie zwracały uwagę na obłędną ilość odpadów produkowanych przez gospodarstwa domowe w USA. Pokazując zawartość prywatnych śmietników odsłaniały ukryte, intymne osobowości bohaterów. Siła tych obrazów brała się jednak przede wszystkim stąd, że fotograf zrównał w nich człowieka z resztkami wyciągniętymi z jego kosza.

Może przesadny gest, ale dobrze zgrany z rozwijającym się w ostatniej dekadzie posthumanistycznym nurtem filozofii zorientowanej na przedmiot, reprezentowanym przez takie prace jak Traktat o przedmiotach Grahama Harmana czy Vibrant Matter: A Political Ecology of Things Jane Bennett. Kantowski antropocentryzm, mówią posthumaniści, który zapewniał homo sapiens eksponowaną pozycję gwiazdy socjometrycznej w hierarchii bytów, jest już passé. Pora na emancypację zwierząt, a nawet bytów nieożywionych, badania struktur władzy i procesów komunikacji między nimi.

Język rzeczy Deyana Sudjica, dyrektora Design Museum w Londynie, kuratora biennale architektury w Wenecji w 2002 roku, pokazuje tryumfalny pochód przedmiotów z punktu widzenia krytyka wzornictwa. To analityczna, lecz nie pozbawiona moralizatorskiego tonu, wyprawa do świata towarów – dizajnu, luksusu, mody i sztuki – w którym przedmioty mają status ontologiczny niemal równy ludziom.

Nie znajdziemy tu instrukcji, jak zaprojektować kuszące linie nowej femme fatale motoryzacji czy meblarstwa. Dowiemy się natomiast jak redefiniował się luksus, by ze zwykłego, czytelnego dla wszystkich, kodu uprzywilejowania, którym był w społeczeństwach stanowych, przeistoczyć się w syntetyczną alternatywę dla religii i magii, a jeszcze później w przeciwieństwo zbytkownego życia, czyli w to, co daje wytchnienie od zalewu dóbr. To prostota w społeczeństwach nadmiaru, staje się najbardziej kosztowna, a najdroższe samochody mają najbardziej podstawowe wyposażenie. Jak to możliwe pyta autor, że w Airbusie A330 siedzenia w pierwszej klasie przypominają galery niewolników, a mimo to niedoszłe rekiny wszechświatowej finansjery są przekonane, że podróżują w luksusie?

Sudjic raczy nas paradoksami. Tłumaczy, jak w dizajnie doszło do odwrócenia wartości i wizualnych tropów, przykładem może być choćby produkcja celowo niedoskonałych przedmiotów. Zrywa ze stereotypami, pokazując, gdzie we współczesnej „masówce” widać wkład rzemieślnika. Dekoduje znaczenia zawarte w ikonach: co łączy lampę Tizio z pistoletem Walther PPK, dlaczego Koolhaas budując na jednej z najdroższych ulic świata użył taniej poliuretanowej pianki i zwykłego aluminium, i czy z grafiki na banknotach można wróżyć upadek państw.

Wszystko to napisane jest dowcipnie i z polemicznym żarem, a przede wszystkim z dużą dawką podejrzliwości wobec otaczających nas rzeczy martwych – rzekomo martwych. Sudjic do podtytułu książki wplótł wątek erotyczny, pytając w jaki sposób przedmioty nas uwodzą, jednak dłuższa lektura nie skłania do przekonania, że chodzi o miłosny związek równorzędnych partnerów. To raczej zapis potężnej manipulacji. Podporządkowany obiekt do końca zachowuje złudne poczucie sprawczości i decyzyjności, podczas gdy w rzeczywistości jest tylko materiałem na foie gras. I, jak to dosadnie ujmuje autor, w przeciwieństwie do gęsi, sam się domaga lejka – na przykład stając w długich kolejkach po nowy, zaskakująco giętki, model znanego telefonu.