To najdłuższy remont w historii Warszawy? Sala Kongresowa po 12 latach wciąż „w proszku”

Kiedy ruszał ten remont, Warszawa miała tylko jedną linię metra, a w kinach grano takie nowe filmy jak „Interstellar” i „Miasto 44”. Według obecnego harmonogramu rozpoczęta w 2014 r. modernizacja Sali Kongresowej w Pałacu Kultury zakończy się dopiero w 2028 r. – po 14 latach. A przypomnijmy, że cały Pałac Kultury zbudowano w 3 lata. Kto tu zwariował, ja czy świat?

Architektura. Pełnomocniczka Prezydenta m.st. Warszawy ds. dostępności. Czy dostępność to też kwestia akustyki i przestrzeni do wyciszenia?

Co robią w Sali Kongresowej PKiN od 12 lat?

Czytanie o historii remontu Sali Kongresowej w Warszawie to jazda bez trzymanki. Projektant sądzi się z miastem. Pierwszy wykonawca ogłasza upadłość. Cała dokumentacja ląduje w koszu i powstaje nowa. Koszty rosną z dziesiątek do setek milionów. Prokuratura prowadzi i umarza dwa śledztwa, w tym o korupcję. Pandemia krzyżuje urzędnikom szyki. Nowy wykonawca odkrywa tony nieudokumentowanego azbestu. Opóźnienia, opóźnienia i jeszcze raz opóźnienia. Byłaby z tego niezła komedia – lub może raczej tragikomedia.

Jeśli dręczy cię pytanie, co takiego dzieje się w Sali Kongresowej od 12 lat, odpowiedź brzmi: przez większość czasu nic. Od 2014 do 2016 r. właściwe prace ledwie posuwały się naprzód, a od 2016 do 2023 r. całkowicie stały w miejscu. Najwięcej czasu w trakcie tej inwestycji zajmowały analizy, inwentaryzacje i nieudane przetargi. Nie pomogło to, że w połowie remontu miasto uznało, że jego zakres trzeba rozszerzyć, co oznaczało dodatkowych kilka lat projektowania. Trudno też sensownie skomentować fakt, że już dwukrotnie doszło do sytuacji, że wykonawca wszedł na plac budowy i odkrył, że do zrobienia jest znacznie więcej, niż mu powiedziano. Jakim cudem przy inwestycji, do której miasto szykowało się już w 2008 r., nikt nie sprawdził rzetelnie stanu technicznego Sali Kongresowej? W jaki sposób przed urzędnikami, projektantami i budowlańcami przez tyle lat ukrywały się tysiące ton azbestu, które w 2025 r. zaskoczyły wykonawcę i spowodowały kolejny już poślizg?

Sala Kongresowa znajduje się obecnie w remoncie
Autor: Kamil Durajczyk

Kto za to płaci i ile? Kwoty powalają

(...) Kompleksowa modernizacja okazała się niezbędna. Inwestycja, której budżet zwiększono w 2025 roku do 478 milionów złotych (wstępnie wycena prac wynosiła 393 miliony złotych), obejmuje też zaplecze techniczne, sanitarne, konferencyjne i gastronomiczne

– podaje strona projektu Nowego Centrum Warszawy, którego remont Sali Kongresowej jest częścią.

478 mln zł – ta kwota robi wrażenie. To tyle, ile kosztowały łącznie muzeum POLIN (ok. 320 mln zł) i nowa kładka pieszo-rowerowa przez Wisłę (154 mln zł). Gdyby na ten remont chcieli się zrzucić wszyscy mieszkańcy Warszawy, każdy musiałby wyciągnąć z portfela 256,04 zł. W praktyce się zresztą zrzucają, gdyż to inwestycja w całości finansowana z budżetu miasta, a więc z podatków.

Kwota blisko pół miliarda złotych uderza jeszcze mocniej, gdy uświadomić sobie, że gdy remont Sali Kongresowej startował, wyceniono go na... 40 mln zł. Trudno jednak porównywać te dwie sumy, gdyż w międzyczasie zakres prac znacznie rozszerzono. Dość skromny początkowo remont stał się modernizacją z prawdziwego zdarzenia. Obecny, rozpoczęty w 2023 r. etap prac (projektant: konsorcjum pod przewodnictwem firmy Arcadis, wykonawca: konsorcjum firm Adamietz Warszawa sp. z o.o. i Adamietz sp. z o.o.) obejmuje m.in.:

  • modernizację instalacji przeciwpożarowych,
  • modernizację systemów bezpieczeństwa,
  • wymianę foteli i innych elementów wyposażenia,
  • przebudowę obiektu pod kątem potrzeb osób z niepełnosprawnościami (m.in. budowa wind i nowych klatek schodowych),
  • instalację nowoczesnych urządzeń technik audiowizualnych, mechaniki scenicznej oraz oświetlenia,
  • modernizację całego zaplecza obiektu,
  • modernizację piwnic i strychów,
  • budowę nowych toalet (ich liczba wzrośnie z 29 do 168),
  • budowę nowych garderób (ich liczba wzrośnie z 35 do 75).

Jak zapowiadają urzędnicy, po ponownym otwarciu główna sala obiektu będzie, tak jak przedtem, służyć wydarzeniom muzycznym, teatralnym, tanecznym i filmowym, zaś w kuluarach organizowane będą mniejsze wydarzenia multimedialne oraz wystawy.

Co ciekawe, przy wszystkich plusach z modernizacji będzie też jeden spory minus – Sala Kongresowa się zmniejszy. Jej wymiary pozostaną takie same, ale pojemność spadnie z 2880 osób do ok. 2600 osób. To skutek nowych przepisów – rzędy foteli trzeba nieco rozsunąć, żeby nie utrudniały ewakuacji w razie pożaru.

Pod koniec 2023 podpisano umowę na remont Sali Kongresowej
Autor: Michał Rawa/ Radio Eska

Pech, niekompetencja i brak winnych

Można powiedzieć, że z Salą Kongresową miasto miało pecha. Przez dekady swojego istnienia „jakoś” funkcjonowała – coraz bardziej zaniedbana, niedostępna dla niepełnosprawnych, ale wciąż użytkowana. W końcu jednak nie dało się dłużej ignorować faktu, że sala koncertowa w centrum miasta przypomina skansen, a do tego nie spełnia współczesnych norm przeciwpożarowych. Modernizacja stała się koniecznością. (Kilka lat później podobne odświeżenie przeszło zresztą Muzeum Techniki w Pałacu Kultury). Tyle tylko, że skończyło się jak z człowiekiem, który po latach unikania lekarzy trafia do szpitala – nagle się okazało, że poważnych problemów do rozwiązania jest całe mnóstwo.

Wszystko to nie umniejsza oczywiście skali urzędniczej niekompetencji. W dobrze funkcjonującym mieście remonty trwające kilkanaście lat po prostu nie mają prawa się zdarzać. Dla farsy, jaką jest modernizacja Sali Kongresowej, nie ma żadnego usprawiedliwienia. Obecne władze miasta nie mogą nawet zrzucić winy na błędy poprzedników, bo rozpoczęty w 2023 r. aktualny etap remontu też złapał potężny poślizg, a koszty wzrosły w jego trakcie o 85 mln zł. Tragikomedia trwa. A winnych, których można by było pociągnąć do odpowiedzialności, oczywiście nie ma. Witamy w Warszawie. Najbliższy koncert w Sali Kongresowej – być może – w połowie 2028 r.

Podcast Architektoniczny
Natura architektonicznych zachwytów. Robert Konieczny i Tomasz Malkowski o "Archiprzewodniku po świecie”