Spis treści
Pokora wobec monumentalnych pejzaży
W tegorocznej edycji konkursu NAWW, poza realizacjami z Wielkopolski, nagrodzono również jedną inwestycję zagraniczną. Nagrodę w kategorii Dzieło Eksportowe przyznano 18-07 Holiday Home w norweskim Valldal, zaprojektowanemu przez pracownię OFFICE INAINN. Projekt – jak czytamy w uzasadnieniu werdyktu jury – „nie próbuje konkurować z monumentalnym pejzażem fiordu, lecz odnajduje dla siebie właściwą skalę i język”.
18-07 Holiday Home powstał w wymagających warunkach terenowych, na działce o dużym nachyleniu, zbudowanej z litej skały. Fundamenty budynku zakotwiono bezpośrednio w skalnym podłożu.
Musieliśmy opracować specjalną „zjeżdżalnię”, która umożliwiła transport materiałów na plac budowy. Co ciekawe, dom ten stał się ważnym punktem odniesienia dla naszych klientów z Polski. Wielu z nich wskazuje konkretne rozwiązania, które chcieliby zastosować we własnych domach, mimo zupełnie innych warunków i kontekstu.
– podkreśla założyciel pracowni, Maksymilian Sawicki.
Jak dodaje, to właśnie największa wartość, jaką pracownia może zaoferować obecnie klientom w Polsce: nie tyle gotowe rozwiązania przeniesione z Norwegii, ile sposób myślenia o architekturze i odpowiedzialność za podejmowane decyzje.
Skandynawskie laboratorium
18-07 Holiday Home skupia w sobie, jak w soczewce, cechy współczesnej architektury skandynawskiej: silne powiązanie wnętrza domu z otoczeniem, wyciskanie ze światła dziennego maksimum, jak soku z cytryny, i respekt dla sił natury, który znajduje odzwierciedlenie w rozwiązaniach konstrukcyjnych.
Czytaj także: Skandynawskie fascynacje architekta. Drogę do tych domów poprowadził przez bramę wysoką na kilkadziesiąt metrów
„Ważne jest nie tylko samo wnętrze, ale też to, jak łatwo można z niego wyjść, gdzie zostawić mokre ubrania, jak korzystać z tarasu czy osłoniętej przestrzeni przed wejściem” – mówi Sawicki.
Jak zauważa architekt, Norwegia jest dla niego swego rodzaju laboratorium, w którym rozwiązania projektowe niemal natychmiast poddawane są próbie. Ekstremalne warunki atmosferyczne i terenowe – silne wiatry, ulewne deszcze, osuwiska czy bliskość słonej wody – szybko weryfikują trafność podejmowanych decyzji. Norwegia, gdzie zimą dzień trwa zaledwie kilka godzin, a latem niemal się nie kończy, uwrażliwia też na znaczenie światła dziennego i dostęp do słońca. Do tego dochodzi krajobraz, który potrafi rozciągać się aż po horyzont.
Norweskie idee na polskich działkach
Obecnie pracownia skupia się na projektach i realizacjach w Polsce. Co przywiozła ze sobą ze Skandynawii? Jak przyznaje Sawicki, praca w Norwegii nauczyła go przede wszystkim kwestionowania utartych schematów.
W Norwegii często projektuje się domy, w których strefa dzienna znajduje się na piętrze, a parter zajmują sypialnie i pomieszczenia pomocnicze. Górna kondygnacja pozwala lepiej wykorzystać światło dzienne i otworzyć wnętrza na dalekie widoki, podczas gdy dolna zapewnia bardziej kameralne warunki do odpoczynku. Łatwiej też o akceptację mniej oczywistych rozwiązań wynikających z ukształtowania terenu. Dom nie musi mieć wejścia na poziomie ogrodu, salonu na parterze ani dużego, płaskiego trawnika. W Polsce podobne decyzje często wymagają dłuższej rozmowy z inwestorem.
„Nie chodzi jednak o to, żeby takie rozwiązania przenosić bezpośrednio do polskich domów” – podkreśla architekt. Ważniejsza jest odwaga w podważaniu tego, co wydaje się oczywiste i od dawna niepodważalne.
Dlaczego salon musi znajdować się na parterze? Czy ogród rzeczywiście powinien być jedną dużą przestrzenią? Czy zawsze musimy wyrównać działkę, żeby wygodnie na niej mieszkać?
Różnice między polskim a norweskim podejściem do projektowania nie sprowadzają się jednak wyłącznie do przyzwyczajeń inwestorów.
Czytaj także: Czy architektura powinna ustąpić pierwszeństwa naturze? Oslo Architecture Triennale udziela bardzo pragmatycznych odpowiedzi
W Polsce znacznie częściej stawiamy na prywatność niż na otwarcie domu na otoczenie. Ogrodzenie, własny ogród, salon z bezpośrednim wyjściem na taras – to dość mocno zakorzeniony model mieszkania. Wynika to zarówno z różnic kulturowych, jak i bardziej pragmatycznych uwarunkowań: lokalizacji, gęstości zabudowy, sąsiedztwa czy dostępności przestrzeni. W przypadku domów, które nie tylko nie powstają na odludziu, ale jeszcze pozostają zanurzone w urbanistycznym chaosie, czasem po prostu chce się zaciągnąć zasłony.
Nie oznacza to jednak, że w polskich warunkach brakuje przestrzeni do eksperymentowania. Przeciwnie – to właśnie ograniczenia bywają dla architektów najciekawszym punktem wyjścia. Jak przyznaje Sawicki, pracownia rzadko trafia na działki płaskie i prostokątne. Zazwyczaj już sam ich kształt, topografia czy sąsiedztwo stanowią wyzwanie. „I to lubimy, bo często właśnie ograniczenia prowadzą do najbardziej interesujących rozwiązań”.
Szeroki wachlarz technologii
Nie pod każdym względem polska architektura jednorodzinna musi oglądać się na skandynawskie wzorce. Jak zauważa Sawicki, pod pewnymi względami to właśnie w Polsce architekci mają większą swobodę projektowania. Podczas gdy norweskie budownictwo jednorodzinne pozostaje silnie związane z tradycją konstrukcji drewnianych, polscy inwestorzy są bardziej otwarci na różnorodne technologie – od konstrukcji murowanych i żelbetowych po drewniane i prefabrykowane. Coraz większym zainteresowaniem cieszy się też sama prefabrykacja, która w sprzyjających warunkach pozwala znacznie usprawnić proces budowy.
Dla nas to duża zaleta, bo możemy dobierać technologię do projektu, a nie projekt do przyjętej z góry technologii. Nie uważam jednak, żeby jedno podejście było lepsze od drugiego. Różnice wynikają z kultury mieszkania, warunków miejsca i przyzwyczajeń. I chyba właśnie to jest dla mnie najbardziej interesujące.