Fosa w forcie Bema w Warszawie niemal wyschła. Urzędnicy uspokajają, eksperci alarmują

„Sytuacja jest pod kontrolą”, zapewniali w czerwcu 2026 r. warszawscy urzędnicy, gdy zwrócili się do nich mieszkańcy zaniepokojeni o los kaczek w wysychającej w szybkim tempie fosie fortu Bema. Trzy miesiące później poziom wody nadal jest bardzo niski. Eksperci nie mają wątpliwości: to efekt suszy, która będzie w Polsce coraz większym problemem.

Wychyleni w przyszłości – jak rozmawiać o tym, co nadchodzi i zmieniać definicje piękna w architekturze? I Marketing w Architekturze

Wysycha fort Bema. To symptom głębszego problemu

Najgroźniejsze w zmianach klimatu jest to, że do nich przywykliśmy. Ich skutki coraz rzadziej nas zaskakują, coraz rzadziej niepokoją. Zaczynamy je postrzegać jako nową normę. Ale wieloletnia, pogłębiająca się susza normą nie jest, nie może być. To stan alarmowy, sygnał do działania.

W czerwcu 2026 r. dla części mieszkańców Warszawy takim sygnałem stała się sytuacja fosy w XIX-wiecznym forcie Bema. Zamieszkały przez kaczki i inne zwierzęta sztuczny zbiornik wodny niemal wysechł. „Wodowskazy są na wierzchu i stoją w błocie”, opisywał reporter TVN24. Urzędnicy uspokajali, że kontrolują sytuację na bieżąco i że wygrodzili część fosy, żeby zapobiec dalszemu obniżaniu się lustra wody i zapewnić lepsze warunki zwierzętom. Jednocześnie przyznawali, że niewiele mogą poradzić.

Obecne obniżenie poziomu wody jest przede wszystkim skutkiem wieloletniej suszy hydrologicznej oraz obniżania się poziomu wód gruntowych, z którymi mierzy się aktualnie cały kraj. Dlatego w czerwcu podjęliśmy decyzję o (...) uruchamianiu – w razie potrzeby – krótkotrwałego, awaryjnego zasilania fosy z ujęcia głębinowego. (...) Należy pamiętać, że ujęcie głębinowe służy przede wszystkim jako awaryjne źródło wody dla mieszkańców i stanowi element infrastruktury krytycznej. Dlatego każda decyzja o wykorzystaniu tej wody do zasilania fosy jest podejmowana z dużą rozwagą, zgodnie z pozwoleniem wodnoprawnym, w oparciu o monitoring warunków atmosferycznych

– podawał 25 czerwca warszawski Urząd Miasta.

Urzędnicy dodali, że przeprowadzona zostanie ekspertyza, która podpowie, jak w przyszłości poprawić zasilanie fosy wodą. Zwrócili się również do Wód Polskich z pytaniem o możliwość zwiększenia poboru wody ze źródła głębinowego, które fosę zasila. Biorąc jednak pod uwagę suszę, z jaką zmaga się Polska, można się domyślić, jaka będzie odpowiedź.

Fosa fortu Bema w Warszawie
Autor: Szymon Starnawski/Grupa Murator

Susze były w Polsce zawsze, ale dziś są inne

Susze jako takie nie są w naszym kraju zjawiskiem nowym czy niezwykłym. Naukowcy z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu pod przewodnictwem prof. Rajmunda Przybylaka ustalili, że od połowy XV w. do końca XVIII w. dzisiejsze ziemie Polski doświadczyły ok. 100 susz, w tym 17 katastrofalnych „megasusz”. Jednak w ostatnich dekadach, na skutek działalności ludzkiej, nastąpiły zmiany klimatu, które wpłynęły na liczbę i charakter susz.

Wyniki wieloletnich badań opublikowano w 2020 r. w tomie „Climate Change in Poland. Past, Present, Future”. Jak ustalono, opady w Polsce na przestrzeni lat stały się rzadsze, a zarazem bardziej gwałtowne. Gdy już pada, są to deszcze ulewne, których przesuszona gleba nie jest w stanie wchłonąć, co prowadzi do podtopień, a zarazem nie pomaga na problem suszy. Z kolei zimy są ogółem znacznie mniej śnieżne niż kiedyś. Powoduje to suszę hydrologiczną, czyli znaczne obniżenie poziomu rzek, jezior i wód gruntowych.

Musimy się liczyć z częstszym występowaniem zarówno suszy (meteorologicznej, rolniczej i hydrologicznej), jak i niszczącego nadmiaru wody. Nawet w jednym roku może wystąpić zarówno susza, jak i powódź.(...) Częściej występować będą ulewne opady. Będzie to szczególnie niebezpieczne, jeśli będą się one pojawiać po długotrwałej suszy

– ostrzegali w 2020 r. naukowcy z Polskiej Akademii Nauk.

W tym samym roku Europejska Agencja Środowiska opublikowała raport na temat susz na obszarze UE. Wynika z niego, że między 1981 a 2010 r. wzrosła zarówno częstotliwość, jak i dotkliwość susz meteorologicznych (deficytu opadów) w Europie. Według naukowców w latach 2041–2070 należy spodziewać się dalszego nasilania się problemu, także w Polsce.

Zmiana klimatu powoduje zmiany w kierunkach i trasach przemieszczania się mas powietrza nad Europą. Wzrost temperatury w Arktyce skutkuje hamowaniem tzw. „cyrkulacji strefowej”, czyli typowego dla naszych szerokości marszu kolejnych układów niżowych znad Atlantyku na wschód, w głąb kontynentu. Coraz częściej rozbudowują się stacjonarne wyże, niedopuszczające do nas wilgotnego, przynoszącego opady powietrza z zachodu, a powodujące zamiast tego długotrwałe okresy bezopadowe

– wyjaśnia w rozmowie z serwisem Smoglab dr hab. Anita Bokwa z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Rozwiązaniem retencja. W miastach to wyzwanie

Co robić w obliczu narastającego problemu suszy? W skali globalnej – przeciwdziałać zmianom klimatu, czyli przede wszystkim jak najsilniej ograniczyć używanie paliw kopalnych (węgla, ropy itd.) m.in. w przemyśle, energetyce i transporcie. W skali krajowej – promować ekologiczne źródła energii i zwiększać retencję, czyli zatrzymywanie wody. W skali indywidualnej – przeciwdziałać marnowaniu wody i gromadzić ją, np. w zbiorniku na deszczówkę.

Wiele polskich miast podejmuje dziś działania sprzyjające retencji. Na terenach miejskich jest to szczególnie ważne, gdyż z racji zabetonowania wchłaniają one mniej wody. Przykładowo w Warszawie standardowym elementem wielu inwestycji publicznych stała się budowa zbiorników retencyjnych. Znalazły się one w ostatnich latach m.in. pod Placem Centralnym oraz pod ul. Złotą. Zbiorniki pozwalają gromadzić wody opadowe, które w przeciwnym razie spływałyby do kanalizacji, a następnie wykorzystywać tę wodę do podlewania roślinności.

Coraz większą rolę odgrywa tzw. błękitno-zielona infrastruktura, rozwiązania łączące zieleń i gospodarkę wodną, takie jak ogrody deszczowe, zielone dachy czy zbiorniki retencyjne

– podkreślał kilka miesięcy temu samorząd powiatu dąbrowskiego w swoim poradniku na temat przeciwdziałania suszy.

Same zbiorniki to jednak za mało. Miasta takie jak Warszawa muszą działać wielotorowo. W przyjętej w 2019 r. „Strategii adaptacji do zmian klimatu dla m.st. Warszawy” za jeden z priorytetów uznano:

dostosować system gospodarowania wodą, w tym w szczególności zwiększyć bioróżnorodności i retencyjności terenów zieleni wraz ze wzrostem ich powierzchni, przywrócić zdolności retencyjne powierzchniom nieprzepuszczalnym, tworzyć infrastrukturę zatrzymującą wodę w miejscu (...).

Czy to wystarczy? Skuteczność działań na szczeblu miejskim mających ograniczyć problem susz zależy od wielu czynników, m.in. zaangażowania włodarzy w te działania, stopnia współpracy pomiędzy rozmaitymi jednostkami oraz przeznaczanych na to nakładów finansowych. Sytuacje takie jak wysychanie fosy w forcie Bema pokazują, że jeszcze wiele zostało do zrobienia. Udowadniają też jednak, że głos mieszkańców liczy się nieraz bardziej, niż mogłoby się wydawać. Presja ze strony wyborców to dla polityków znakomita motywacja, żeby zacząć aktywniej działać na rzecz adaptacji miast do zmian klimatu. Warto z tego narzędzia korzystać.

Podcast Architektoniczny
Drzewo i architektura. Czas na nowe podejście?