Desnobizacja Saskiej Kępy. Porwał się na to mieszkaniec najbardziej awangardowej willi w okolicy. Zaraz po wojnie

Ulica Katowicka na warszawskiej Saskiej Kępie. Przed wojną powstawały tu wille architektów awangardy, a po 1945 roku jeden z nich, Bohdan Lachert, spróbował zamienić ją w modelową przestrzeń wspólną - w duchu nowego ustroju, bez burżuazji i snobizmu. Jedni patrzyli z uznaniem, inni otwarcie krytykowali. Ślady ambitnego eksperymentu można znaleźć dziś, choćby szukając gmerków.

Architektura. Piotr Lorens wyjaśnia meandry nieformalnej władzy miasta nad pomysłami deweloperów I I Kongres Nowej Mobliności

Przedwojenne laboratorium architektury jednorodzinnej

Ulica Katowicka w Warszawie swoją nazwę otrzymała w połowie lat 20. XX wieku. Zaraz później stała się ośrodkiem eksperymentów architektonicznych polskiej awangardy (i nie tylko), a odważne realizacje zaczęły rozlewać się po innych ulicach Saskiej Kępy. Parcele początkowo zabudowywane klasycyzującymi domami i szeregowcami, zaczęły się wyostrzać, przyjmując na swój terem bielutkie prostopadłościany to z rytmicznymi pasmami okien, to z krętymi schodami, to z tarasami na dachu.

Pod numerami 9/11/11A Bohdan Lachert i Józef Szanajca wznieśli w latach 1928-1929 eksperymentalną, radykalną willę trójrodzinną, odwołując się do najnowszych europejskich idei. Tutaj też, obok, pod siódemką zaczął się warszawski brutalizm - znów w wydaniu Lacherta i Szanajcy.

W latach 30. modernizm na Saskiej Kępie rozpędził się na dobre, a na Katowickiej było to widać świetnie. Dookoła powstawały kolejne wille projektowane przez znanych architektów i dla tak zwanej inteligencji. Każda ogrodzona murem albo ogrodzeniem. Obok ultranowoczesnych brył wciąż trwały bardziej tradycyjne domy, albo projektowane w duchu modernizmu o nieco bardziej konserwatywnym wyrazie - jak willa Romanów projektu Mariana Lalewicza.

Willa Lachera i Szanajcy na Saskiej Kępie
Autor: Szymon Starnawski / Grupa Murator Ogrodzenie przy domu Lacherta wystaje na chodnik.

Gdyby nazwać ten zbiór różnorodnym, pewnie nikt by się nie obraził. Dla Lacherta, który przeżyje wojnę (Szanajca zginie we wrześniu 1939 roku) będzie to jednak zbiór przypadkowy, na dodatek przesączony burżuazją. W 1945 roku podejmie pracę w Biurze Odbudowy Stolicy, wprowadzi się z powrotem do swojego segmentu w eksperymentalnej willi, zbierze własny zespół projektantów i podejmie próbę uporządkowania Saskiej Kępy. Ale małymi krokami. Na pierwszy ogień - pilotażowo - ulica Katowicka.

Później na łamach "Architektury" zostanie opublikowany jego referat:

Krzyczące kontrasty snobizmu, chęci zysku, złego smaku, partactwa, taniej roboty - zostały złagodzone przez komponowanie przestrzeni między zabudową, objęcie wspólnym planem przedogródków, wprowadzenie zieleni, usunięcie ogrodzeń, ustawianie rzeźb dekoracyjnych itp.

Galeria: Eksperymentalna willa Lacherta i Szanajcy na Saskiej Kępie

Po wojnie Lachert desnobizuje Saską Kępę

Brak większych zniszczeń na Saskiej Kępie dał architektom z BOS-u trochę inne pole do popisu. Zamiast odbudowy mogli zająć się ulepszaniem. W czasach PRL-u oznaczało to np. zmniejszenie stężenia burżuazyjnego indywidualizmu. W pracowni Lacherta powstała koncepcja zmian obejmujących ulice Francuską (jako nowy ośrodek handlowy okolicy), Obrońców (jako ciąg pieszy) oraz Poselską i Katowicką (jako ciągi pieszo-kołowe, ulice typowo mieszkalne). W pełni zrealizowano tylko odcinek pilotażowy Katowickiej - na długości 250 metrów pomiędzy Zwycięzców a Obrońców.

Najbardziej radykalnym, a jednocześnie mocno symbolicznym gestem było przesunięcie ogrodzeń w głąb parceli. Prywatne przedogródki miały przestać tworzyć serię małych, odseparowanych enklaw i wizualnie połączyć się z ulicą. Zieleń miała płynnie przechodzić z jednej posesji w drugą, a chodnik stawać się częścią wspólnej przestrzeni, w końcu zdemokratyzowanej, oddanej ludziom.

Zobacz także: Aleja Przyjaciół w Warszawie wypakowana jest modernizmem. Dom pod żaglem pokazywano na wystawie w Nowym Jorku

Tak otrzymaną zieleń przybrano w małą architekturę: niskie parkowe latarnie wykonane z wibrobetonu, ciężkie ławy osadzone na kamiennych murkach, ażurowe ceglane ogrodzenia. Całość miała budować wrażenie parku mieszkalnego, a kompozycję spięto rzeźbami plenerowymi, płaskorzeźbami na budynkach, metaloplastyką w oknach.

Katowicka 26, proj. Szymon i Helena Syrkusowie
Autor: Szymon Starnawski / Grupa Murator Katowicka 26, proj. Szymon i Helena Syrkusowie

W "Architekturze" z 1948 roku Lachert przedstawiał realizację jako próbę znalezienia nowego modelu dla ulic willowych. Ważna miała być nie tyle forma każdego pojedynczego elementu, co relacja pomiędzy domem, zielenią i przestrzenią wspólną. Katowicka miała być prototypem, z którego doświadczeń można by korzystać w innych punktach miasta. Oczywiście ogrodzenie przed własną willą również wycofał. Ale niezbyt zdecydowanym ruchem.

Rzeźby ustawione na trawnikach i murkach wykonali artyści współpracujący z BOS. Jerzy Jarnuszkiewicz zaprojektował fontannę z niedźwiadkiem oraz płaskorzeźbę "Plon" umieszczoną przy narożniku Zwycięzców. Józef Trenarowski stworzył "Borsuka", Stefan Momot - "Chłopca z żaglówką", a Stanisław Sikora kolejnego niedźwiadka zdobiącego jedno z wejść na posesję. Jarnuszkiewicz wykonał również dekoracyjną kratę w oknie pod ósemką.

Rzeźby miały wychodzić do wszystkich, stały więc przy chodniku, ogrodzeniu, ławce, pomiędzy codziennymi trasami mieszkańców. Sztuka miała przestać być ekskluzywna, a stać się częścią zwyczajnej ulicy.

Ulica Katowicka w Warszawie
Autor: Szymon Starnawski / Grupa Murator Jerzy Jarnuszkiewicz, "Plon"

Krytycy: naprawa według mieszczańskiego szablonu

Krytyka zaczęła się niemal natychmiast. W 1948 roku artysta Jerzy Baurski grzmiał na łamach "Architektury". Nie negował, że przestrzeń jest przyjemna, ale kwestionował rangę eksperymentu (to znaczy - czy zmiany na Katowickiej w ogóle zasługują na to miano), jego rozwiązanie plastyczne i sens. Szczególnie ostro oceniał rzeźby, którym zarzucał banalność i niedostateczny związek z architekturą. Podważał też społeczną narrację projektu - to, czy rzeczywiście można mówić o "demokratyzacji" przestrzeni tylko dlatego, że usunięto część ogrodzeń.

Wiemy, że ulica ta istniała poprzednio i była jedynie obecnie porządkowana architektonicznie, niestety, podpowiedziana przez istniejącą poprzednio architekturę atmosfera nie została przełamana. Ta ważka przeszkoda w przeprowadzeniu nowej, jasnej, plastycznej wizji ulicy Katowickiej, jeżeli taka była u jej architektów i twórców, spowodowała zastosowanie i kontynuację mieszczańskiego szablonu upiększania ogródków i ścian

— pisał, zarzucając Lachertowi, że ogłoszony przez niego eksperyment to iluzja, proponowane rozwiązania powielają snobistyczne wzorce, a wybrane rzeźby pogłębiają poczucie przypadkowości, nie prezentując żadnej spójności.

Nie przebierał w słowach. "Odległość ideowa, formalna i tematyczna między pięknym "Borsukiem" Józefa Trenarowskiego, a sentymentalną, perfumeryjną płaskorzeźbą narożnika ulicy Katowickiej - jest olbrzymia. To nie tylko dwie szkoły, dwie epoki czy dwie drogi - to dwa światy, to dwa społeczne środowiska, nie mające ze sobą nic wspólnego poza przeciwieństwami".

Zobacz także: Architekci mieli odważną wizję, a bogaty inwestor nie wchodził im w paradę. Tak powstała jedna z ikon Saskiej Kępy

Już w 1946 roku pojawiały się głosy pytające, czy w zrujnowanej Warszawie należy wydawać pieniądze na ozdobne ulice w dzielnicy willowej, gdy gdzie indziej brakowało kanalizacji, mieszkań czy podstawowej infrastruktury. Ostatecznie budżet mocno ucięto i właśnie ze względów finansowych ograniczono eksperyment do 250-metrowego odcinka Katowickiej.

Być może na idei Lacherta zemścił się fakt, że sam nie zauważył, że jest częścią tego, co tak zaciekle krytykował. A może po prostu chciał dostosować swoją ulicę do teraz - w końcu właśnie w ten sposób rozumiał modernizm.

Galeria: Małżeństwo architektów zadbało nawet o to, by słońce nie świeciło uczniom po tablicy. Powojenna szkoła na Katowickiej miała być łagodna dla otoczenia

Szkołę na Saskiej Kępie zaprojektowano jeszcze przed socrealizmem. Gdy już obowiązywał, lekko zmieniono projekt elewacji. Ukończono ją, gdy przestał obowiązywać. Miała być łagodna, nawiązująca do willowej zabytkowej dzielnicy. Małżeństwo Karpowiczów postawiło na przeszklenia i zadbało o takie szczegóły, jak światło padające na tablicę. Czytaj więcej...

Z czasem rzeźby zaczęły niszczeć (niektóre kruszyły się od początku), a w końcu znikać. Czy za sprawą szukających okazji handlarzy, czy też buntowników architektonicznych - być może nigdy się już nie dowiemy. Zniknęła urocza fontanna, lekko cepeliowy borsuk, lekko artdecowski chłopiec. Niskie latarnie przestały istnieć, większość murków została przekształcona lub całkiem rozebrana, przetrwało jedynie kilka obłych siedzisk.

Znikały też gmerki czyli niewielkie kamienne tabliczki, którymi BOS oznaczał domy, przy których majstrował. W kolejnych dekadach mieszkańcy ponownie wydzielali swoje posesje, pojawiały się nowe ogrodzenia i przebudowy. Gdy korekcyjny gorset nałożony przez Lacherta się rozluźnił, tożsamość Saskiej Kępy i ulicy Katowickiej zaczęła przybierać swój dawny snobistyczny kształt. Wspólna, parkowa przestrzeń znów była prywatna i podzielona.

Dziś: Plon, krata, kilka gmerków

Dziś Katowicka nie wygląda już jak na powojennych fotografiach. Z dodatków zainstalowanych przez zespół prof. Lacherta zachowało się niewiele. Najważniejszym pozostaje płaskorzeźba "Plon" Jerzego Jarnuszkiewicza odrestaurowana w 2011 roku. Przetrwała też jego ażurowa krata przy Katowickiej 8A (srogo krytykowana przez Baurskiego za miejsce umiejscowienia) oraz pojedyncze fragmenty murków i gmerki. Betonowe ławy przy skwerze odtworzono z inicjatywy mieszkańców.

I choć nie zobaczymy już kamiennego borsuka przyklejonego na słowo honoru do ceglanego murku, Katowicka ze swoim BOS-owskim reliktażem i śladami powojennego zrywu Lacherta jest dziś sto razy ciekawsza, bo zachowało się tu do dziś znacznie więcej niż ulica pełna snobistycznych willi. Są i narodziny brutalizmu, i najbardziej awangardowe eksperymenty w Polsce; są romanse z modernizmem, są klasyczne domy pełne ornamentu; są przejawy oporu wobec starego porządku, ślady odbudowy, dzieła artystów, szkoła, jest którą projektowano delikatnie, po wojnie, by nie przeszkadzała. I wreszcie są też próby odtworzenia tego, co przetrwało wojnę, PRL i optymizm lat 90/2000. Jest po prostu historia architektury.

Dom przy Katowickiej 8 A
Autor: Szymon Starnawski / Grupa Murator Dom przy Katowickiej 8 A

Powojenna Katowicka: zespół projektowy sław

Zespół autorski zasługuje na chwilę uwagi na zakończenie. Jak podawała "Stolica", pod Bohdanem Lachertem (1900-1987) pracowali nad nową Katowicką H. Adamczewska, J. Jarnuszkiewicz (rzeźbiarz) i K. Dąbrowski oraz (bezinteresownie) artyści J. Trenarowski, St. Momot i St. Sikora. Hanna Adamczewska (1920-1996) to legendarna architektka, która po wojnie razem z mężem Kazimierzem Wejchertem zaprojektuje pół Tychów, a w Warszawie m.in. osiedle domów atrialnych na Sadybie. Później znana już było pod podwójnym nazwiskiem, Adamczewska-Wejchert.

Jerzy Jarnuszkiewicz (1919-2005) parę lat po ukończeniu Katowickiej obejmie katedrę rzeźby na warszawskiej ASP. To on jest autorem pomnika Małego Powstańca. Jerzy Trenarowski, Stanisław Momot i Stanisław Sikora, zresztą razem z Jarnuszkiewiczem, znali się ze studiów. Wszyscy w 1938 bronili dyplom z rzeźby w pracowni prof. Tadeusza Breyera. Momot i Sikora znali się dodatkowo z legendarnej Szkoły Przemysłu Drzewnego w Zakopanem, której przewodziła kolejna legenda - Karol Stryjeński. I wszyscy byli związani z Saską Kępą - tu mieli swoje pracownie, paru z nich zresztą w słynnej kamienicy artystów na ul. Alfreda Nobla. W 1948 roku, podobnie jak osiedle WSM Koło II odwiedził ją Pablo Picasso. Tworzyli, wystawiali, zdobywali nagrody.

Stefan Momot zbierał ruiny Pałacu Saskiego, przechowywał je w swojej pracowni ulokowanej w ceglanej oficynie przy Niekłańskiej 19. Oprócz swoich rzeźb trzymał tu też krowę, którą kojarzyli wszyscy mieszkańcy Saskiej Kępy. Wierzył, że świeże mleko zapewni zdrowie i długowieczność. Przeżył 89 lat.

Po jego śmierci pracownię zrównano z ziemią pod deweloperkę. Wyposażenie zdołano uratować.

Podcast Architektoniczny
Projekt Praga: architekci, negocjatorzy, windykatorzy. Jak pracują autorzy najczęściej nagradzanego polskiego budynku 2026 roku?