Z Robertem Koniecznym i Tomaszem Malkowskim spotkaliśmy się przy okazji wydania „Archiprzewodnika po świecie”. Po Europie i Polsce autorzy zapraszają w kolejną podróż, tym razem przez 104 realizacje z całego globu. Ich książka daje nam pretekst do porównania trzech perspektyw: architekta, krytyka i publicysty architektonicznego oraz dziennikarza, który chętnie podróżuje śladem budynków, ale równie chętnie sprawdza architektoniczne zachwyty w rodzinnym gronie.
Szybko okazuje się, że nawet jeśli interesują nas te same miejsca, potrafimy zobaczyć w nich coś zupełnie innego. W podcaście wracamy do własnych wizyt, przeglądamy książkę, przerywamy sobie i próbujemy przekonać pozostałych. Trzy realizacje szczególnie dobrze pokazują, jak przebiega ta rozmowa.
Przeczytaj więcej: Konieczny i Malkowski ruszają z „Archiprzewodnikiem” w świat. Od architektonicznych ikon po obiekty, które łatwo przeoczyć
Katowice. Czy po wielką architekturę trzeba jechać na drugi koniec świata?
Przy Akademickiej Strefie Sztuki Scenicznej w Katowicach rozmowa nabiera temperatury. Dla mnie to budynek łączący współczesność z rzemiosłem, lokalnością i tradycją. Robert kieruje nas jednak ku reakcji kogoś, kto nie zajmuje się zawodowo architekturą. Jak wytłumaczyć takiej osobie wartość prostej, zamkniętej bryły? Dlaczego miałaby dostrzec w niej coś więcej niż zwykłe pudełko?
My to czujemy i my o tym wiemy – mówi Robert Konieczny. W tym krótkim zdaniu mieści się spory problem rozmowy o architekturze. Czy to, co dla projektanta jest czytelne, równie łatwo zobaczy przypadkowy przechodzień? Robert docenia tę realizację, ale próbuje też nazwać trudność w przekazywaniu własnego zachwytu. Ceglana faktura, ukryte okna i oszczędność środków są dla niego istotnymi decyzjami projektowymi. Jak sprawić, żeby dostrzegł je również ktoś, kto nie ma zawodowego przygotowania? Ciągle nie potrafimy sobie jako architekci poradzić z wytłumaczeniem tak prostych, czystych, przejrzystych i w pewnym sensie mało spektakularnych budynków – przyznaje.
Ja wracam do wspomnienia mojej wizyty na miejscu. Do podejścia pod ceglaną elewację, obserwowania jej faktury, a potem odwrócenia się i spojrzenia na sąsiedztwo. Właśnie wtedy zaczynają być widoczne relacje, które trudno zamknąć w jednym kadrze. Historyczna Akademia Muzyczna, wcześniejsza realizacja Tomasza Koniora i modernistyczne obiekty po drugiej stronie ulicy pozwalają odczytać ten budynek jako część większej całości. Bryła nawiązuje do jednych, faktura jakby do drugich – przekonuję.
Tomasz Malkowski prowadzi nas z kolei od elewacji do organizacji wnętrza. To, co na pierwszy rzut oka można uznać za jedno wielkie okno, opisuje jako „wydrążoną dziurę na wylot”, rodzaj groty, wokół której rozmieszczono funkcje. Zwraca uwagę na pomysł przestrzenny i umiejętność pomieszczenia złożonego programu w zwartej bryle. Prostota zewnętrznej formy jest tu rezultatem pracy, której nie odczytamy z pobieżnego spojrzenia na fotografię.
W tym fragmencie zbliżamy się do siebie, choć każdy dochodzi do uznania dla budynku trochę inną drogą. Robert mówi o jakości architektonicznych decyzji i trudnościach ich objaśniania. Tomasz pomaga zrozumieć układ przestrzeni. Ja upieram się przy doświadczeniu miejsca: trzeba podejść, obejść budynek, wejść do środka i zobaczyć, jak działa w swoim otoczeniu.
Katowice stają się więc ważnym przystankiem w naszej rozmowie o architekturze całego świata. Od razu widzimy, że wyprawa śladem dobrej architektury może zacząć się blisko domu. Nawet jeśli chodzi o budynek, który nie od razu zdradza wszystkie swoje zalety.
Charleroi. Czy zachwyt można opowiedzieć?
Palais des Expositions w Charleroi prowadzi nas do innego rodzaju sporu. Tomasz dostrzega w przebudowie przykład zmiany architektonicznych ambicji. Ikoną może dziś zostać realizacja pokazująca, jak postępować z istniejącym obiektem. Dla mnie to może być taka nowa ikona, czyli pokazujemy jako wzór, jak budować – wyjaśnia.
Pytam jednak o kogoś, kto przyjedzie bez tej wiedzy. Zobaczy surową przestrzeń, ślady wcześniejszego życia, fragmenty mogące kojarzyć się z ruiną. Co sprawi, że będzie chciał zostać? Jak przekazać mu wartość tego miejsca?
Tomasz proponuje, żeby zacząć od samego spotkania z architekturą, a później opowiedzieć historię przemysłowego miasta i budynku, którego dawna funkcja przestała odpowiadać rzeczywistości. Ja sprowadzam tę propozycję do doświadczenia rodzinnej wycieczki: Mówisz tak, jakby się wydawało, że po całym dniu zwiedzania dzieciaki […] mają ochotę słuchać o tym, że kiedyś tam był zakład pracy i hałda.
Za tym przekomarzaniem kryje się poważne pytanie. Ile uwagi możemy oczekiwać od odbiorcy? Czy architektura powinna umieć zainteresować go od razu, czy warto podjąć wysiłek poznania jej historii Odpowiedź Tomasza staje się osobista. Wspomina dzieciństwo w Rudzie Śląskiej, jeżdżenie po hałdach i odkrywanie przemysłowych konstrukcji. Ja uprawiałem, nie znając jeszcze tego słowa – urbex – mówi o swoich ówczesnych wyprawach. Surowość ma dla niego znaczenie zakorzenione we własnym doświadczeniu.
Można przecież szukać gładkiej, dopracowanej architektury, ale można też chcieć „czegoś surowego, szorstkiego, co cię podrapie”. W tej rozmowie gust przestaje być abstrakcyjną opinią. Zaczynamy widzieć, z jakich wspomnień i spotkań wyrasta.
Zaishui. Zdjęcie, które każe wyobrazić sobie przestrzeń
Kiedy próbuję już domykać odcinek, moi goście upominają się o architekturę Jun’yi Ishigamiego.
Musimy to powiedzieć – zaznacza Robert – Daj nam jeszcze chwilę. Wracamy do okładki „Archiprzewodnika po świecie”, na której znalazło się Zaishui Art Museum w Chinach. Tomasz Malkowski opowiada, dlaczego właśnie ten obraz był dla nich ważny. Fotografia nie wyjaśnia wszystkiego od razu. Budzi ciekawość i utrudnia jednoznaczne rozpoznanie tego, na co patrzymy.
Czy to jest jeszcze budynek, czy to jest przestrzeń publiczna, czy to jest krajobraz – zastanawia się Tomasz. Opowiada o muzeum rozciągniętym na wodzie i wodzie wnikającej do jego wnętrza. W środku masz tylko groble i idziesz wśród tej wody – mówi. Robert podchwytuje wątek przenikania architektury i natury.
Tutaj rozmowa działa inaczej niż przy relacji z własnej wizyty. Zdjęcie i opowieść pozwalają nam wyobrażać sobie ruch przez przestrzeń, jej skalę i bliskość wody. Zachwyt pojawia się jeszcze przed podróżą. Pozostaje ciekawość, co przetrwałoby z tego wyobrażenia podczas rzeczywistego spotkania.
Robert przyznaje przy okazji: „Mnie się rzadko co podoba”. Tym bardziej chce opowiedzieć o architekturze, która go zainteresowała. Entuzjazm gości przedłuża zakończenie — trudno zamknąć książkę, kiedy na kolejnej stronie czeka jeszcze coś wartego pokazania.
W pełnej wersji podcastu takich momentów jest znacznie więcej. Spieramy się o muzea, porównujemy podróżnicze doświadczenia i pytamy, ile znaczy spontaniczne „podoba mi się” wobec argumentów krytyka czy intencji architekta. Zapraszam do słuchania i oglądania „Natury architektonicznych zachwytów”. Warto usłyszeć te różnice zdań — i sprawdzić, komu przyznalibyście rację.
---
Dziękujemy, że tu jesteś!