Jeśli inteligencja jest sztuczna, to czy rewolucja może być prawdziwa? Architekci mają 4 lata, aby to sprawdzić

W świecie z AI model biura architektonicznego, jaki znamy, dramatycznie zmienia się na naszych oczach. Po pierwszej edycji konferencji „Inteligencja sztuczna, ale rewolucja prawdziwa”, która odbyła się w rok temu w Bydgoszczy, teraz w Kielcach przyszedł czas przyznać, że skala i pęd zmian są szokujące. Ponoć architektom zostały 4 lata, aby wsiąść do tego pociągu. Tyle tylko, że wpierw warto zapytać, gdzie on jedzie i czy w ogóle jesteśmy zainteresowani zakupem biletu.

Forum Ekonomiczne w Karpaczu I Borys Czarakcziew, prezes Krajowej Rady Izby Architektów RP

Bańka, w której żyjemy

Mamy tylko 4 lata. Dlaczego, jeśli do tego czasu nie zrobimy z AI członka naszego zespołu projektowego, przestaniemy być potrzebni – mówił na konferencji 25 września Borys Czarakcziew, prezes IARP. I chociażby dlatego, że padły tak mocne słowa z ust szefa jednej z dwóch najważniejszych organizacji zrzeszających architektów w Polsce, czy w związku z tym, że za przygotowanie wydarzenia odpowiadały cztery Okręgowe Izby: Świętokrzyska, Kujawsko-Pomorska, Opolska i Podlaska, to, co zostało powiedziane podczas konferencji, czytam trochę jako manifest czy kierunek myślenia, który wyznaczyła sobie organizacja. Nie ulega jednak wątpliwości, że wielkiej fascynacji technologią towarzyszą głębokie obawy o stratę humanistycznego wymiaru życia i poniekąd kontroli nad tym, co bywa typowo ludzkim doświadczeniem.

Czytaj też: AI: programowanie architektury

Być może dlatego organizatorzy do udziału w dyskusji zaprosili artystę wizualnego Kobasa Laksę oraz pisarza Szczepana Twardocha, którzy spojrzeli na AI zarówno przez pryzmat swoich nadziei, niepokojów, jak i mocno pragmatycznej analizy. I tak zdaniem autora książki „Król” sztuczna inteligencja jest częścią wielkiego szwindlu, który zgotował nam nowoczesny kapitalizm. Część firm zaczęła świadomie pompować bańkę AI jako wartość, ale nieuchronnie wszystko zmierza w stronę jej pęknięcia – tak, jak to było z handlem tulipanami w XVII wieku w Niderlandach czy z dotcom we wczesnych latach 2000. Efektem będzie potężny kryzys ekonomiczny, dlatego im szybciej się to zdarzy, tym mniejsze będą szkody. Bo obecnie – według Twardocha – tracimy jako ludzkość pewnego rodzaju „inteligencję instytucjonalną”, czyli doświadczenie procesu, który opiera się na długotrwałej ludzkiej współpracy.

Jak podkreślił Kobas Laksa w prezentacji „Sztuczny głód”, AI przy nas zostanie, bo nie wyciągniemy nagle wtyczek, nie pozbędziemy się halucynacji modeli czy tzw. duchów, które stanowią 50 proc. ruchu w sieci. Dlatego, aby się chronić, tak kluczowa jest edukacja każdego z nas. 

Konferencja „Inteligencja sztuczna, ale rewolucja prawdziwa”
Autor: Paweł Małecki/ Materiały prasowe

Nic, nigdy nie jest tylko narzędziem

Wydaje się truizmem stwierdzenie, że nie jesteśmy w stanie kontrolować czy przewidzieć wszystkich skutków podejmowanych działań. Nawet dobre patenty, takie jak wynalezienie przez Malcolma McLeana kontenera, choć bardzo ułatwiły nam życie, to z czasem przyczyniły się do dramatycznych kryzysów społecznych i ekonomicznych. Wojciech Gwizdak (2G Studio, SWOIA) analizował tę drogę na przykładzie Nowego Jorku, by na końcu odwołać się do słów Slavoja Žižka, że historia nie ma żadnego ukrytego narzędzia czy celu. Jedno jest natomiast pewne: narzędzie zmienia użytkownika. I tutaj dochodzimy do sedna problemu: czy AI należy się obawiać, czy traktować ją jako szansę? Zdaniem architekta mamy jednak jakąś możliwość sterowania tym rezultatem. Bo nic, nigdy nie jest tylko narzędziem.

Konferencja „Inteligencja sztuczna, ale rewolucja prawdziwa”
Autor: Paweł Małecki/ Materiały prasowe

Czarny łabędź wylądował

Niemniej niepokój o przyszłość zawodu architekta jest odczuwalny i narasta. Wacław Szarejko (DSOIA, Wydział Architektury PWr) zarysował to w wystąpieniu Architekt, kruchość i czarne łabędzie... Przypomniał, że w wyniku kryzysu z 2008 roku w USA 28 proc. architektów z dnia na dzień straciło prace. Teraz może ich spotkać to samo. Niewątpliwie bowiem na naszych oczach kończy się pewna wizja biura architektonicznego, przestanie ono istnieć w dotychczasowej formie. Z projektowania budynku przechodzimy do projektowania rozwiązań. Od architekta modelu 1.0 (rzemieślniczego) czy 2.0 (przemysłowego) przechodzimy w kierunku modelu 3.0 (laboratoryjnego). Dlatego zdaniem dr. Szarejki wejście na rynek AI praktyczne wyklucza duże biura zatrudniające powyżej 50 architektów, w zasadzie jest zdziwiony tym,  jak szybko to następuje. Scenariusze zdarzeń zarysował za pomocą teorii antykruchości Nassima Nicholasa Taleba, znanego z książki Czarny łabędź. Może zamiast bezskutecznie próbować przewidzieć przyszłość, należy budować systemy zdolne czerpać zyski z nieprzewidywalności i być jak trzcina na środku jeziora? Jeśli architekci nie będą szukać dla siebie nowego modelu, ktoś inny (coś innego?) je za nich znajdzie. Pewne jest przy tym, że maszyna nie weźmie za sobie odpowiedzialność, to oni będą musieli to zrobić, ucząc się, jak chronić siebie i zawód zaufania publicznego.

Motyw odpowiedzialności wybrzmiał również w przemówieniu prezesa Borysława Czarakcziewa. Przytoczył swoje przemyślenia z przeglądu zagranicznych mediów, kiedy na jednym z portali przeczytał ze zdziwieniem: Zapotrzebowanie na usługi architektów wzrośnie o 4 proc., a potem dostrzegł resztę zdania: bo AI nie będzie mogła wziąć odpowiedzialności za podpisanie projektu. I choć wzbudziło to na sali śmiech, to poniekąd doprawiony był goryczą, bo szef IARP przypomniał o misji zawodu, o tym że klienci powierzają architektom swoje pieniądze, tajemnice, często zdrowie, za które trzeba wziąć odpowiedzialność. Nawet jeśli czasem ta misja przeszkadza zarabiać.

Konferencja „Inteligencja sztuczna, ale rewolucja prawdziwa”
Autor: Paweł Małecki/ Materiały prasowe

Ciemna strona AI pokaże się w 2030 roku

Zdaniem Tomasza Gęsiaka (koordynator Zespołu ds. Sztucznej Inteligencji w MOIA) wszyscy używamy AI, ale tylko wąska grupa już za to płaci. Pytanie, które powinniśmy sobie postawić, brzmi: które z czynności, jakie dzisiaj wykonujemy, zostaną zautomatyzowane i zastąpione przez AI? Niektórzy złośliwie powtarzają, że architektów bez AI zastąpią architekci z AI i generalnie znajduje to umocowanie w badaniach. Autentyczności i poniekąd frapującej refleksji jego wystąpieniu dodał fakt, że do opracowania prezentacji posłużył się wyłącznie silnikami LLM. Nie pisał promptu, poprosił modele, żeby same określiły, jak będą ingerować w zawód architekta przez najbliższe cztery lata.  

Czy AI wykazała się sprytem, stwierdzając, że widzi obszary kompetencji, które zostaną w gestii architektów: nadzór autorski, program przygotowany z inwestorem oraz podpis pod projektem? Być może, to przecież grupa zadań, która choć nie jest trudna, to wymaga kogoś, kto poniesie konsekwencje. I tę rolę AI zostawia człowiekowi, ponieważ sama nie ponosi konsekwencji. Tak samo jak konsekwencji nie poniosą twórcy AI. Wiadomo przecież, że skala ryzyka i błędu jest duża, zwłaszcza przy zestawieniach, analizach, wykrywaniu kolizji i ofertowaniu projektów. Ale te halucynacje będą nam towarzyszyć, musimy się do tego przyzwyczaić, ale je weryfikować. Takie „wpadki jak „chlebowanie” i język mandaryński w raporcie promującym Polskę są konsekwencją pozostawienia AI samej sobie.

Dlaczego rok 2030 jest tak kluczowy dla zawodu architekta? Wiąże się to z tym, że wtedy na stałe zostanie wdrożony obowiązek BIM-owski. Użycie innych narzędzi niż BIM do obliczenia CO₂ będzie wielokrotnie droższe. Zatem to ekonomia zdecyduje o rozwoju technologii, a przecież nie można automatyzować procesów, które nie są ustandaryzowane. Jeśli wprowadzimy AI do określonego standardu, wtedy możemy optymalnie skorzystać z jej pomocy. Inne kraje przygotowują się do tego procesu powoli i sukcesywnie już od wielu lat, natomiast w Polsce staniemy w tym przypadku nie przed ścianą, tylko przed klifem. Mamy więc cztery lata, żeby się do tego przygotować.

Dobrą wiadomością – jak podkreślił Gęsiak –  jest to, że w modelach sztucznej inteligencji został wbudowany błąd systemowy. AI, która „odżywia się” wyłącznie AI, traci wartość. Ktoś więc nadal będzie potrzebował nas jako ludzi, twórców, autorów do zasilania tego „silnika”. Architekci mają w tym szczególną rolę do odegrania.

Proszę pamiętać, że cały sektor budowlany, którego jesteśmy częścią, jest jednym z najmniej scyfryzowanych i zrobotyzowanych. Rolnictwo jest od nas wyżej, jeśli chodzi o robotyzację i automatyzację. Dlatego proponuję, żeby architekci wykorzystali falę AI do wprowadzania cyfryzacji w całym środowisku budowlanym. Proszę sobie wyobrazić, ile jest tam pieniędzy, ile pracy i ilu ludzi potrzebujących przeszkolenia i pomocy. Pomóżmy im. Po prostu im pomóżmy, bo sami się pogubią

– apelował.

Dodał, że do AI jest nastawiony bardzo optymistycznie. Musimy tylko mieć „lateksowe rękawiczki” – wiedzieć, jak bezpiecznie współpracować z tą technologią, zanim jej dotkniemy.

Konferencja „Inteligencja sztuczna, ale rewolucja prawdziwa”
Autor: Paweł Małecki/ Materiały prasowe

Jak oswoić sztuczną inteligencję?

O tym, jak w praktyce architektonicznej można się zaprzyjaźnić z modelami AI i skorzystać z ich potencjału mogliśmy podczas konferencji usłyszeć dużo.   

Sylwia Gieruszyńska (pracownia HUS) proponowała ją zastosować do partycypacji społecznych. Tworząc projekty na odległość, posługując się aplikacjami i programami, budujemy rezultat, który jest przecież sumą tego, kim jesteśmy, ekspresją naszej wrażliwości. Może więc ta inteligencja nie jest sztuczna, tylko wspólna? Jeśli zaś jest wspólna, to warto sprawdzić, jak daleko możemy w tym doświadczeniu pójść do przodu.

Gabriela Osóbka (projektantka, NOME) przekonywała, że AI w rękach projektanta to narzędzie, a nie skrót do dobrego projektu. Wnosi ona do naszego życia nieznane nam wcześniej możliwości: dostępność, prototypowanie, eksperyment, ale przy okazji niebezpiecznie nadprodukuje treści, nachalne podobieństwa, pozorną szybkość. Od wykonawcy przeszliśmy drogę do koordynatora systemu, teraz musimy wrócić do początku i dać swojej głowie pracować.

Zdaniem Artura Baranowskiego (pracownia Source) najciekawsze w pracy z AI jest to, że poznaje się samego siebie. Początki tej współpracy były dla niego trudne, bo rozmowy z modelami powodowały halucynacje, obcość i trudną do przyjęcia nienaturalność. Jednak po tym jak zrozumiał kontekst, wszystko stało się lepsze. Jego zdaniem kluczowe jest więc opowiedzenie o sobie AI tak jak o nowej osobie w pracowni i właściwe określenie swoich wartości.

Czytaj też: Wskrzeszenie Zahy Hadid i samopromptowanie. Jak inteligentnie podejść do sztucznej inteligencji?

Przemysław Nowak (Wydział Architektury PWr, agencja therectangles) przeprowadził szybki eksperyment, aby prześledzić możliwości AI. Otóż w nocy poprzedzającej konferencję poprosił jednego z architektów o narysowanie na chusteczce projektu domu jednorodzinnego, a następnie przesłał owo zdjęcie AI i poprosił ją za pomocą jednego, szczegółowo określonego prompta o opracowanie profesjonalnego projektu. Efekt był piorunujący: krok po kroku, godzina po godzinie powstawały kolejne elementy projektu (w tym m.in. analiza nasłonecznienia), którego przygotowanie kiedyś zajmowało architektom tygodnie. Kilkadziesiąt stron PDF-a w kilka godzin za pomocą jednego prompta.  

Podobnie, opowiadając o wizualizacjach czy wideach generatywnych Piotr Kurpiewski (PJATK) udowodnił, że to co kiedyś zajmowało mu tydzień, teraz jest w stanie zrobić w klika minut. Nie ma renderingu, ustawiania światła, jest tylko prosta instrukcja słowna. Oczywiście bywają limity tych technologii – halucynacje, kompresja generatywna – ale to też się zmienia i kiedy jeszcze niedawno śmialiśmy się z 6 palców, to obecnie już nie ma z tym problemu. Wniosek? Wraz z rozwojem AI coś na pewno straciliśmy, ale na pewno zyskaliśmy więcej czasu na kreatywną część pracy.

Konferencja „Inteligencja sztuczna, ale rewolucja prawdziwa”
Autor: Paweł Małecki/ Materiały prasowe

Gdzie kończy się narzędzie, a zaczyna odpowiedzialność twórcy?

Nic dziwnego, że świadomość tak ogromnych technologicznych możliwości budzi słuszne obawy o granice odpowiedzialności za to, co powstaje. Piotr Kołodziejuk (KPOIA) pytał o to, kto w świecie AI jest autorem. Kiedy architekci mieli do dyspozycji rapidograf i deskę kreślarską, potem CAD-a, BIM-a, render, odpowiedź mogła się wydawać prostsza. Każde z tych narzędzi było przecież do czegoś wykorzystywane i żadne nie przejmowało za efekt odpowiedzialności. Jeżeli w związku z tym Revit nie jest autorem projektu, dlaczego AI miałaby nim być? Czy wizualizacja jest projektem, czy może projektem jest to, co opracował architekt? Wydaje się, że AI zmieniła tylko koszt, szybkość, skalę i trudność rozpoznania sytuacji. Może ona wygenerować setki wariantów, o ile nie tysiące, ale ktoś musi ustalić kryteria, odrzucić np. 95 proc. z nich, zdecydować i powiedzieć: to jest ten. I to za ten wybór architekci powinni wziąć odpowiedzialność. Inna sprawa, że AI pozwala dzisiaj uzyskać rezultat, zanim jeszcze uzyskamy kompetencje potrzebne do jego świadomego wytworzenia. Czy architekt może podpisać rezultat, który potrafi wygenerować, ale którego nie potrafi samodzielnie zweryfikować? I co oraz komu właściwie przekazujemy poza własne środowisko, korzystając z narzędzi ukrytych w chmurze? Czy dane inwestora, korespondencja, projekty, zdjęcia i mnóstwo innych informacji trafiają tam w sposób kontrolowany?

Tych pytań jest znacznie więcej niż odpowiedzi, znajdujemy się bowiem na początku rewolucji, której siły – mam wrażenie – już przeczuwamy, ale jeszcze nie ogarniamy. Raczej przyglądamy się ostrożnie. Być może to dobra taktyka na początek, dlatego niech wskazówką będzie cytat ze zbioru esejów Umberto Eco Na ramionach olbrzymów, przywołany podczas jednej z dyskusji przez Kamilę Wilk (OOIA): Nieskończona lista danych nie jest biblioteką – dopiero nasz wybór nadaje jej sens.

Organizatorzy zapowiedzieli już kolejną edycję konferencji, która odbędzie się w przyszłym roku w Białymstoku. Ten rok będzie więc sprawdzianem tego, czy kierunek pociągu zmian jest właściwy i jak wielu architektów zdecydowało się do niego wsiąść.

Podcast Architektoniczny
Hasztagalek. Fotografia czy fantasamagoria? O granicach interpretacji rzeczywistości