Spis treści
Zanim przejdziemy do flagowego sklepu Prady w Tokio, pomyślcie sami chwilę o najpiękniejszym budynku na świecie. Tylko jednym. Wiem, że to niepoważne zadanie, ale proszę potraktować je z pełną powagą.
Udało się? To teraz spróbujcie wyjaśnić, dlaczego właśnie ten. Być może chodzi o proporcje. O światło wpadające do wnętrza albo o sposób, w jaki budynek wyrasta z krajobrazu. Może o detal, którego nie sposób zapomnieć. A może po prostu byliście tam kiedyś z kimś ważnym i od tej pory żadna komisja konkursowa nie przekona Was, że gdzie indziej jest piękniej.
Ciekawe zresztą, czy dziesięć lat temu wskazalibyście ten sam obiekt. I czy za kolejnych dziesięć lat Wasz dzisiejszy wybór wciąż będzie się wydawał oczywisty.
Piękno niejedno ma imię
Z pięknem mamy bowiem pewien kłopot. Chętnie powołujemy się na nie tak, jakby wszyscy wiedzieli, o co chodzi. Potem jednak okazuje się, że jednych wzrusza surowy beton, innych bogato zdobiony pałac, a jeszcze innych stara drewniana chałupa. Nawet we własnej głowie trudno utrzymać porządek. Można przecież zachwycać się i barokową bazyliką, i budynkiem, którego projektant najwyraźniej przez cały proces twórczy odejmował kolejne elementy.
Żeby było trudniej – z czasem zmieniają się też nasze upodobania, doświadczenia i oczekiwania. W pewnym momencie zaczynamy dostrzegać coś, na co wcześniej nie zwracaliśmy uwagi. Albo odwrotnie: przestaje na nas działać rozmach, który kiedyś wystarczał, żeby stanąć z otwartą buzią.
Tylko dlaczego moja rodzina – a więc osoby różnej płci i wieku – jednogłośnie zdecydowała, że akurat ten budynek jest najpiękniejszy na całym świecie? Czy zachwyciła ich umiejętność wydobywania niezwykłych efektów ze znanych materiałów? Eksperymenty z powierzchnią i połączenie technicznej pomysłowości z oddziaływaniem na zmysły? A może po prostu urzekła ich aura tego miejsca tuż przed zapadnięciem zmroku?
Architekci od zadziwiania
Jeśli chodziło o te pierwsze kwestie, to moja rodzina byłaby zgodna z jury Pritzkera, które projektantów tego budynku – Jacquesa Herzoga i Pierre’a de Meurona – nagrodziło w 2001 roku. Carlos Jimenez, architekt i członek jury, zwracał wówczas uwagę na ich umiejętność zadziwiania. Przekonywał, że zwyczajny materiał albo znajoma forma pod ich ręką ujawniają możliwości, których wcześniej nie dostrzegaliśmy.
Szwajcarscy architekci założyli wspólną pracownię w Bazylei w 1978 roku. Przed otrzymaniem Pritzkera zdążyli już między innymi przekształcić londyńską elektrownię Bankside w Tate Modern. Kiedy więc tokijski sklep otwarto dwa lata po przyznaniu im nagrody, Herzog & de Meuron byli już na architektonicznym szczycie.
Ale to nie pierwszy raz, gdy Prada współpracowała z wielkimi świata architektury. Tokijski sklep był częścią większego przedsięwzięcia. Pod nazwą Epicenters marka rozwijała miejsca, w których zakupy miały łączyć się z eksperymentami dotyczącymi architektury, technologii i sposobu prezentowania produktów. Pierwszy taki sklep, zaprojektowany we współpracy z Remem Koolhaasem, otwarto w Nowym Jorku w 2001 roku. Po Tokio przyszło Beverly Hills. Architektura dostała w tym programie rolę znacznie poważniejszą niż zapewnienie odpowiedniej liczby metrów na ubrania i dodatki.
Kryształ potrzebuje przestrzeni
W Aoyamie widać to już z ulicy. Oczywistym skojarzeniem jest szklany kryształ, choć oglądany z innej strony budynek może przywoływać także prosty rysunek domu ze spadzistym dachem. Bryła jest nieregularna, ścięta, trudna do zamknięcia w jednym widoku. Co ciekawe, jej kształt wynika przy tym również z miejscowych przepisów ograniczających zabudowę. Sposób, w jaki się prezentuje, zawdzięcza jednak także innemu – bardzo hojnemu – gestowi.
Otóż projektanci zostawili wolne miejsce przed budynkiem. W gęsto zabudowanym Tokio taka decyzja musiała mieć świetne uzasadnienie. Na drogiej miejskiej działce luksusem okazuje się także przestrzeń, której nie zajęto budynkiem. Dzięki temu przechodnie mogą się zatrzymać i obejrzeć Pradę z pewnego dystansu. Szklany kryształ zyskuje przestrzeń, żeby wybrzmieć.
A może zachwyt bierze się stąd, że budynek oplata siatka rombów wypełnionych szkłem? Część tafli jest płaska, część wypukła, część wklęsła. To wystarcza, żeby uporządkowana fasada zaczęła płatać oczom figle. Rytm rombów daje poczucie porządku, a szkło wprowadza zmienność i niespodziankę. Wzrok ma się czego uchwycić, ale wciąż znajduje coś nowego. Żeby to zauważyć, wystarczy przejść kilka kroków.
Na tym jednak pomysł Herzog & de Meuron się nie kończy. Romboidalna siatka jest częścią konstrukcji budynku. Ukryte w niej stalowe profile współpracują ze stropami, więc to, co wygląda jak wyrafinowane opakowanie, rzeczywiście pomaga utrzymać całość. Wewnętrzną przestrzeń przecinają trzy poziome tuby o romboidalnym przekroju, mieszczące między innymi przymierzalnie i zaplecze. Ich obecność różnicuje kolejne piętra: pojawiają się obłości, nawisy i miejsca do prezentowania produktów. Geometria widoczna z ulicy ma swoją kontynuację wewnątrz.
Poszukiwacze piękna
Konstrukcja, szkło, proporcje, przestrzeń przed wejściem. Każdy z tych elementów pomaga zrozumieć, dlaczego Prada Aoyama robi tak duże wrażenie. Żaden jednak nie daje gwarancji, że akurat Was zachwyci. Na szczęście. Gdyby istniał niezawodny przepis na piękno, na początku tego tekstu wszyscy wskazalibyśmy ten sam budynek i właściwie nie byłoby o czym rozmawiać.
Moja rodzina nie potrzebowała zresztą tych wyjaśnień. Pod koniec długiego spacerowego dnia po prostu się zachwyciła. Co mnie zaskoczyło, bo przecież razem widzieliśmy już sporo – kopenhaskie osiedla, rzymskie świątynie i bazyliki, paryskie pałace i wiedeńskie muzea. Tymczasem palmę pierwszeństwa przyznali sklepowi z ubraniami. Trochę mnie to bawi, ale też przypomina, dlaczego warto oglądać architekturę. Nawet, jak czasami nie umiemy wyjaśnić, dlaczego coś nam aż tak bardzo się podoba.
Przeczytaj moje inne teksty z wyprawy do Korei i Japonii
Strumyk na sterydach, dzięki któremu w środku 10-milionowej metropolii można się poczuć jak na wsi
---
Dziękujemy, że tu jesteś. Posłuchaj naszego PODCASTU ARCHITEKTONICZNEGO