Spis treści
- Symbole nowoczesności - kiedyś estakada szybkiego ruchu, dziś strumyk
- Strumień, którego nie wystarczyło tylko odkopać
- 168 tysięcy samochodów po prostu wyparowało?
- Co zyskujemy i co tracimy, gdy zyskujemy zieloną przestrzeń w centrum miasta?
- Nowa zieleń wypycha stare biznesy
- Burmistrz został prezydentem na fali sztucznego strumyku
Symbole nowoczesności - kiedyś estakada szybkiego ruchu, dziś strumyk
Cheonggyecheon przecina środek Seulu z zachodu na wschód. Przez stulecia nie był jednak malowniczym potokiem, lecz miejskim ciekiem odwadniającym. Zbierał wodę ze wzgórz, chronił przed powodziami, a przy okazji przyjmował ścieki. Po ulewach gwałtownie przybierał, w suchych miesiącach zmieniał się w strużkę. Regulowano go już za czasów dynastii Joseon. „Natura” w tym miejscu od dawna miała miejski zarząd.
Po wojnie koreańskiej brzegi zajęły sklepy, warsztaty i prowizoryczne domy uchodźców. Woda była brudna, okolica biedna, a Cheonggyecheon stał się symbolem zacofania. Od 1958 roku kanał stopniowo przykrywano betonem. Na wierzchu powstała droga, a w latach 70. estakada szybkiego ruchu — piętrowy pomnik motoryzacyjnej nowoczesności, którym codziennie przejeżdżało około 168 tysięcy samochodów.
Zobacz, jak Cheonggyecheon w Seulu wyglądał w przeszłości:
Strumień, którego nie wystarczyło tylko odkopać
Pod koniec lat 90. zużyta estakada wymagała kosztownego remontu. Lee Myung-bak, były prezes Hyundai Engineering & Construction, uczynił jej rozbiórkę punktem kampanii na burmistrza Seulu. Pomysł brzmiał radykalnie: usunąć ważną arterię, odkryć koryto i oddać przestrzeń wodzie oraz ludziom.
Przeciwnicy zapowiadali komunikacyjny paraliż. Kupcy obawiali się, że utrata dojazdu i miejsc parkingowych zniszczy ich biznesy. Ekolodzy zwracali uwagę, że projekt trudno nazwać prawdziwą odbudową rzeki. Mimo tego prace rozpoczęły się w lipcu 2003 roku. Po zaledwie 27 miesiącach, 1 października 2005 roku, otwarto 5,84 kilometra nowego Cheonggyecheon.
„Odkryto dawny strumień” – tak najłatwiej opowiedzieć tę historię. To jednak tylko część prawdy. Oryginalne koryto miejscami przestało istnieć, a dzisiejszy przepływ zaprojektowano. Dostarcza się tu dziennie około 40 tysięcy ton uzdatnionej wody z rzeki Han i 20 tysięcy ton wód gruntowych, między innymi zbieranych przez metro. Bez pomp rzeczka w dużej mierze by wyschła.
168 tysięcy samochodów po prostu wyparowało?
Cheonggyecheon jest więc jednocześnie ciekiem, parkiem, instalacją hydrotechniczną i długą na sześć kilometrów fontanną. Do dzikiej renaturyzacji mu daleko. Tyle że siedząc z nogami w chłodnej wodzie, trudno to uznać, za istotny argument. Zwłaszcza gdy latem temperatury dochodzą do 40 stopni, a ty właśnie siedzisz w zielonej oazie w samym centrum rozgrzanego miasta. I widzisz, że nie jesteś sam. Za każdym razem, gdy tędy przechodziłem, Cheonggyecheon tętnił życiem. Widziałem tam zarówno relaksujących się pracowników lokalnych biur, jak i seniorów szukających ochłody. Byli i turyści, i lokalni mieszkańcy. Bogaci i biedni. Wszyscy wydawali się być bardzo zadowoleni. Nawet kierowcy.
Najgłośniejsza przepowiednia – totalny korek – się nie spełniła. Badania prowadzone przez kilka kolejnych lat wykazały, że po początkowych utrudnieniach liczba podróży samochodowych w centrum spadła, a wzrosła liczba pasażerów metra. Część kierowców zmieniła trasę, część porę podróży, część przesiadła się do transportu publicznego, a część podróży zwyczajnie zniknęła.
To mechanizm „wyparowania ruchu”, odwrotność popytu wzbudzonego przez nowe drogi. Nie wydarzyło się to jednak samo. W tym czasie Seul przebudował system autobusowy, wyznaczył buspasy i podniósł opłaty za parkowanie. Okazuje się, że można odebrać samochodom ogromną przestrzeń, o ile zaoferuje się inne sposoby poruszania po mieście i zmobilizuje kierujących do ich przetestowania.
Co zyskujemy i co tracimy, gdy zyskujemy zieloną przestrzeń w centrum miasta?
Zmienił się też mikroklimat. Zniknęła rozgrzana betonowa estakada, pojawiły się woda, drzewa i korytarz, którym może przepływać powietrze. Pomiary potwierdziły efekt chłodzenia w najbliższym otoczeniu cieku. Spadło również lokalne zanieczyszczenie powietrza. Wróciły ryby, ptaki, owady i rośliny. Nie jest to samodzielny ekosystem – wymaga stałego pompowania wody, pielęgnacji i niemałych pieniędzy – ale dla mieszkańca różnica między nim a dawną trasą szybkiego ruchu jest bardzo realna.
Realna okazała się również różnica w cenach ziemi. Badania wykazały premię dla nieruchomości położonych w pobliżu parku: w przypadku działek komercyjnych szczególnie wyraźną w promieniu około 500 metrów od wejść na promenadę. W miejsce hałasu, spalin i zacienionej przestrzeni pod estakadą pojawił się atrakcyjny adres. Zaczęły przychodzić biura, hotele, restauracje i deweloperzy.
W języku władz miasta nazywa się to rewitalizacją. Z perspektywy części dotychczasowych użytkowników była to gentryfikacja.
Nowa zieleń wypycha stare biznesy
Przed przebudową okolice Cheonggyecheon stanowiły jeden z największych w Korei klastrów drobnego handlu i produkcji: dziesiątki tysięcy sklepów, zakładów metalowych, drukarni, hurtowni, serwisów i ulicznych straganów. Firmy korzystały z bliskości dostawców, odbiorców i fachowców. Taka sieć nie daje się łatwo przenieść jak komplet mebli.
Około jednej dziesiątej działających tu kupców i przedsiębiorców relokowano. Części zaproponowano miejsce w Garden Five, wielkim kompleksie handlowym daleko od centrum. Wielu nie było stać na przeprowadzkę albo nie znalazło tam klientów. Badania relokowanych przedsiębiorców opisywały spadki dochodów, rozpad sieci współpracy i duże niezadowolenie. Estakada zniknęła, lecz wraz z nią zniknęła także część starego, nieuporządkowanego i bardzo produktywnego miasta.
Burmistrz został prezydentem na fali sztucznego strumyku
Cheonggyecheon ma również konsekwencje polityczne. Projekt dał Lee Myung-bakowi wizerunek skutecznego menedżera, który nie boi się wielkich przedsięwzięć i potrafi je zakończyć przed czasem. Stał się jego wizytówką i jednym z motorów zwycięstwa w wyborach prezydenckich w 2007 roku.
Ale sukces zawierał pułapkę. Jako prezydent Lee próbował zastosować podobną logikę w znacznie większej skali. Jego projekt przebudowy czterech wielkich rzek pochłonął ponad 22 biliony wonów i stał się symbolem technokratycznego rozmachu, konfliktów oraz szkód środowiskowych. To, co zadziałało przy usuwaniu zużytej autostrady z centrum Seulu, nie musiało zadziałać przy masowym pogłębianiu rzek i budowie zapór w całym kraju.
Po dwudziestu latach Cheonggyecheon nie jest więc ani dowodem na cudowny powrót dzikiej natury, ani urbanistycznym oszustwem. Jest czymś ciekawszym: dowodem, że nawet sztucznie podtrzymywana natura może realnie zmienić miasto. Może ochłodzić ulicę, dać ludziom miejsce odpoczynku i pokazać, że brak autostrady nie musi oznaczać końca świata.
A przynamniej nie dla wszystkich, bo kupców, którzy musieli zamknąć swoje biznesy i mieszkańców, których nie było już stać na mieszkanie w tej okolicy nikt w istocie o zdanie już nie zapyta. Tylko czy można było uniknąć takiej gentryfikacji?
Przeczytaj także: To muzeum sztuki nowoczesnej ustąpiło miejsca historii i tradycji. Mimo to koreańskie MMCA w Seulu jest budynkiem wyrazistym i na wskroś współczesnym
----
Dziękujemy, że tu jesteś. Posłuchaj naszego Podcastu Architektonicznego