Jakub Magoń

i

Autor: Archiwum Architektury Jakub Magoń; fot. Kalbar

Rozmowa z Jakubem Magoniem, współautorem modernizacji Teatru Ochota

2015-07-30 11:16

Wierzę, że budynki niosą ze sobą zmianę społeczną, że architektura w sposób znaczący wpływa na rozwój kultury – mówi Jakub Magoń, współautor modernizacji Teatru Ochota.

Wygrałeś konkurs na rozbudowę Teatru Ochoty bez uprawnień. W Warszawie rośnie kategoria ciekawych budynków projektowanych w ten na wpół nieformalny sposób. Jak tłumaczyłbyś to zjawisko?

Zazwyczaj w Polsce już na etapie składania wniosków stawia się bardzo rygorystyczne wymagania: spis realizacji, referencje, wypisy z ZUS-u. To blokuje młode zespoły, które nie mają szans na duże zlecenie w postaci osiedli czy biurowców. Konkurs dla takiego biura to jedyna szansa na większy projekt. Ale Warszawa wyróżnia się tu na korzyść. W przypadku Teatru Ochoty warunki pozwalały na start właśnie takim młodym architektom. Może jest to dla inwestora ryzyko, lecz realizacje takie jak Służewski Dom Kultury pokazują, że warto je podjąć. Projektanci w wieku podobnym do mojego wchodzą w przestrzeń z zupełnie nową jakością – proponujemy sposób myślenia o architekturze bliższy ludziom, te projekty są bardziej kameralne, jest w nich luz. Pracownie takie jak WWAA czy jojko+nawrocki są nastawione bardziej na to jak budynek działa na przestrzeń i ludzi, a nie tylko jak wygląda.

Jakie szanse ma dziś młody architekt, by zaistnieć na rynku?

Trzeba mieć szczęście, trafić w moment. Większość, tak jak ja, jest po praktykach w dobrych biurach. Na Politechnice Śląskiej istnieje silniejsza niż gdzie indziej potrzeba brania udziału w konkursach, zmierzenia się z innymi, konfrontacji. To promieniuje od wykładowców. Gliwice nie oferują tak bogatego życia studenckiego jak Warszawa czy Kraków może więc trochę z nudy wszyscy robią konkursy.

Przez trzy lata byłeś związany z medusa group. Czy to było doświadczenie budujące Twoją tożsamość jako architekta?

Jestem wychowankiem medusy. Nauczyłem się tam pokory, ale i pewnej szajby w pozytywnym znaczeniu. Szefowie zawsze starali się zrobić więcej niż wymagał inwestor, np. dużą wagę przywiązywali do otoczenia budynku. Nauczyłem się podejścia do detalu, znaczenia i wagi rysunku. Byłem w medusie kreślarzem, nie prowadziłem żadnego dużego tematu. Pamiętam, że przy jednym z projektów przez kilka miesięcy rysowałem parkingi podziemne. W tym biurze każdy temat czy parkingi, toalety, czy wysokiej klasy biurowce traktuje się jako równie ważny.

Opuściłeś medusa group w tym samym roku, w którym wygrałeś konkurs na teatr.

Robiłem ten konkurs po pracy, nie przyznając się do tego. Wcześniej, też po pracy, robiłem dyplom, i kiedy wreszcie miałem dyplom w kieszeni, pamiętam, że wróciłem do domu o 6.00 czy 7.00 wieczór i nie było nic do roboty. Miałem energię, i trochę dość tych parkingów i barierek. O wygranej dowiedziałem się z gazety i nadszedł czas decyzji. Przemo mi pogratulował. Odszedłem z medusy, nie mając pewności czy rozbudowa teatru będzie realizowana.

Czego nauczyłeś się przez te 5 lat budowy teatru?

Jak ważne i trudne są wszystkie negocjacje, ustalenia, dogadywanie się na spotkaniach, pozaprojektowe sprawy. Wiedzieliśmy jak projektować, ale nie jak rozmawiać z inwestorem. Opanowanie problematyki formalno-prawnej zawdzięczamy Danucie Fredowicz, osobie z doświadczeniem w projektach publicznych. Dziś mógłbym spróbować to zrobić sam, ale 5 lat temu to by się nie udało.

Twoja pracownia ma siedzibę w Lubaczowie. O tym mieście była Twoja praca dyplomowa. Projektujesz dla Banku Spółdzielczego w Lubaczowie. Czego architekt uczy się w mikroskali?

Pisząc pracę dyplomową miałem wrażenie, że małe miasto jest stosunkowo łatwo naprawić. Z perspektywy Katowic postrzegałem je trochę sielankowo. Rzeczywistość w pewnym stopniu obaliła tezy mojego dyplomu, co już zarzucał mi recenzent. Z kolei promotor, Henryk Zubel, wierzył w to, co pisałem, w moje pozytywistyczne nastawienie. Gdy zacząłem projektować w Lubaczowie okazało się, że sielanka jest pozorna. Pojąłem, jak ważne w małym miasteczku są wzajemne interesy, rodzinne, kumplowskie. Nie wiem, czy to sprzyja przemianom. Ale chcąc nie chcąc, wziąłem w tym udział. To syzyfowa i momentami bardzo niewdzięczna praca.

Jako pozytywista musisz wierzyć w etos zawodu architekta.

Zdecydowanie. Można budynkiem zrobić komuś krzywdę. I to widać w Polsce, choć czasem ludzie sami się o tę krzywdę proszą, np. mieszkańcy grodzonych osiedli czy klienci wielkich centrów handlowych. Ważne jest dla mnie, jak budynek wchodzi w relację z otoczeniem, czy jest w tym szacunek i potencjał dobrej, jakościowej zmiany w życiu mieszkańców. Na Śląsku wciąż aktualny jest też modernistyczny etos wywodzący się od Corbusiera i Bauhausu – próba tworzenia architektury higienicznej. Wierzę, że modernistyczna, właśnie czysta architektura ułatwia życie, czyni je bezpieczniejszym i wygodniejszym. Wierzę, że budynki niosą ze sobą zmianę społeczną, że architektura w sposób wyjątkowo znaczący wpływa na rozwój kultury.

Rozmawiała Maja Mozga-Górecka

Jakub Magoń, architekt, absolwent WA Politechniki Śląskiej (2010), od 2010 roku prowadzi biuro Jakub Magoń Pracownia Architektoniczna w Lubaczowie. Wcześniej pracował w pracowni medusa group. Realizacje: modernizacja i rozbudowa Teatru Ochoty wraz z zagospodarowaniem skweru (wspólnie z Przemysławem Fojcikiem oraz Tomaszem Leszczyńskim oraz Danutą Fredowicz, Warszawa, 2015), placówki Banku Spółdzielczego (Lubaczów, 2014)