Architektura MuratorArchitekciZawód Architekt: Jerzy Szczepanik-Dzikowski

Zawód Architekt: Jerzy Szczepanik-Dzikowski

Im większy będzie twórczy kryzys, im bardziej będziemy narzędziem spełniającym życzenia klienta nawet wtedy, gdy są one dla niego szkodliwe, tym bardziej ci, którzy zdołają zachować żar tworzenia, będą pożądani. Paradoksalnie, w „znormalizowanym” świecie coraz częściej pojawia się fascynacja pięknem i tym, co porusza - z Jerzym Szczepanikiem-Dzikowskim rozmawia Hanna Szukalska.

Jerzy Szczepanik-Dzikowski
Jerzy Szczepanik-Dzikowski. Fot. Kalbar

W 1988 roku z trzema wspólnikami założył Pan pracownię JEMS. Po 25 latach partnerów jest ośmiu. Jak udaje się Panom zgodnie pracować?

Staramy się tolerować dobre, a nie zwalczać różne. Nie szukamy jedynej słusznej formuły architektury, nie poszukujemy credo. Prowadzimy otwartą dyskusję, a to oznacza, że musi istnieć spore pole swobody. Oczywiście stale się „docieramy” i tylko wzajemny wpływ na siebie to pole ogranicza.

Jak dzielicie się Panowie projektami i zarządzacie ponad 50-osobową pracownią?

Nie dzielimy się odgórnie projektami. W pewnym sensie każdy projekty sobie bierze. Często wedle temperamentu lub upodobania. Czasem projekty do kogoś przychodzą. Klient często oczekuje, kto z nas będzie z nim pracował. Również zespół nie jest z góry przypisany do projektu. Często jest to skutek „naturalnego doboru”. Szef projektu bywa wskazany, ale bywa, że sam się wyłania. Nie ma stanowiska prowadzącego projekt, są po prostu architekci. Nie ma też bezdyskusyjnego zarządzania z góry. Taki system nie jest bezbolesny ani bezkonfliktowy. Co więcej, z pewnego punktu widzenia jest niewydajny. Ale albo – albo. Nie można promować otwartości, zarządzając wszystkim.

Pracuje Pan jako architekt od ponad 40 lat. Wiele mówi się o kryzysie zawodu...

Moja refleksja jest nacechowana zgorzknieniem. Zawód się komercjalizuje i, w ślad za tym, jest coraz bardziej pozbawiony pierwiastka emocjonalnego, ludzkiego. Racjonalizowanie, prawo, normatywy i certyfikaty jako źródła systemu wartości w ostatecznym rozrachunku spychają w nicość talent, wrażliwość, doświadczenie czy nawet inżynierską wiedzę. To jest kryzys wartości, który wiedzie do kryzysu zaufania. Zawód twórczy nie może istnieć bez zaufania. Pozostaje nam serwilizm. Szukamy przyczyn kryzysu w złej ustawie, złym cenniku, złej władzy czy w złym kliencie i dziwimy się, że nasz twórczy zawód nie jest ceniony. A żadna z tych rzeczy nie decyduje o tym, jaki powstaje budynek.

Jak widzi Pan zatem przyszłość zawodu?

Jeśli szukać w naszym zawodzie jakości, a nie tylko żmudnego zmagania, to droga do poprawy jego kondycji może wieść tylko przez kultywowanie jego istoty. Im większy będzie twórczy kryzys, im bardziej będziemy narzędziem spełniającym życzenia klienta nawet wtedy, gdy są one dla niego szkodliwe, tym bardziej ci, którzy zdołają zachować żar tworzenia, będą pożądani. Paradoksalnie, w „znormalizowanym” świecie coraz częściej pojawia się fascynacja pięknem i tym, co porusza. Niektóre wartości, niepodporządkowujące się regulacji, czy to administracyjnej, czy prawnej, czy wręcz regule naukowego poznania, wracają, ponieważ są ludziom immanentnie przynależne. Drogowskazem nie może być norma, prawo czy nawet zobiektywizowana wiedza. Może być nim tylko wiara w świat, którego nie można opisać jednym wzorem. Tylko w takim świecie jest miejsce na wolność, dyskurs i twórczość, a więc i na architekturę. Ten zawód nie umrze, ale odrodzi się dopiero wraz z całkowitą zmianą paradygmatu, który leży u podstaw współczesnej organizacji społeczeństwa i ekonomii, a co za tym idzie, sensu budowania. Nie wierzę też, że może on przetrwać w wirtualnym świecie. Wszystko rozgrywa się w rzeczywistości.

Jakie są Pana ideały w architekturze?

Nie wiem, kilka rzeczy mnie pociąga. Autentyczność, coś co wyrasta z otoczenia. Lubię widzieć upływ czasu, naturalne materiały, nieostrość i rozmycie, dotykalność. W termach w Vals stopy zostawiają na kamieniu mokry ślad, niespotykany na nienasiąkliwych płytkach. Dzieła Carlo Scarpy wrastają w otoczenie tak, że nieomal nie można dostrzec ich granic. Coś pachnie, coś jest wilgotne. Racjonalność zabija naszą wrażliwość, skoro ciepły kąt i niecieknący dach stały się nadrzędnymi wartościami. O sensualności Pallasmaa pisze dzisiaj, a jeszcze wczoraj nikt by nie wiedział, o czym pisze. Bliska jest mi ciągłość kultury, kontekstu, czy to przestrzennego, czy społecznego. Daleki – prymitywny racjonalizm dnia dzisiejszego: osiedle jako suma mieszkań, życie społeczne w centrum handlowym. Moim ideałem jest projektować dla kogoś. Dziś tworzymy dla nikogo, więc pozostała nam tylko forma. Chciałbym, aby interesowała nas treść.

Pracował Pan na WA Politechniki Lubelskiej. Czego uczył Pan studentów?

U wielu zauważyłem lęk, brak pewności. Im bardziej czują się niepewnie, tym bardziej poszukują kamienia filozoficznego poza sobą. Problem dotyczy uczelni, ale też nas wszystkich. To, co starałem się uczynić, sprowadza się do prób obudzenia w studentach wiary w siebie i sens rozbudzenia talentu. Starałem się wskazać, że niczego nie wolno akceptować bez refleksji – musiałem więc także przekazywać im przekonanie, że regulacje, prawo, miejscowe plany albo zdanie nauczyciela nie są wartościami samymi w sobie.

Jakie są Pana dalsze plany zawodowe, co chciałby Pan jeszcze osiągnąć?

Chciałbym zbudować taki dom, który by mi się podobał. Ale do tego musiałbym się ze sobą dogadać.

Jerzy Szczepanik-Dzikowski, architekt (dyplom WA PW, 1972), jeden z założycieli pracowni JEMS Architekci, laureat m.in. Honorowej Nagrody SARP w 2002 roku. Za zasługi dla architektury polskiej odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2012). Autor wielu realizacji, m.in. zespołu mieszkalnego Ursynów Północny, budynku siedziby Agory w Warszawie i nowego skrzydła Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu

Jerzy Szczepanik-Dzikowski o MCK w Katowicach [FILM] Budynki żyją i są adaptowane do potrzeb. Projektując Międzynarodowe Centrum Kongresowe, nie wyobrażaliśmy sobie, że będzie taka sytuacja jak pandemia i duże imprezy nie będą mogły się odbywać, ale w zasadzie każdą strukturę budowlaną można dostosować do bieżących potrzeb. Bardzo trudno powiedzieć, co by można urządzić w Spodku, ale bardzo łatwo można powiedzieć, co można urządzić w MCK, a nadto nie ma żadnego problemu, żeby w to pudło wstawić jakąś inną konstrukcję. O realizacji Międzynarodowego Centrum Kongresowego w Katowicach w ramach otwartych obrad jury IX edycji konkursu Życie w Architekturze opowiada Jerzy Szczepanik-Dzikowski z pracowni JEMS Architekci.
Apartamenty przy Bramie projektu JEMS Architekci Zakończyła się budowa Apartamentów przy Bramie: nowego zespołu mieszkaniowego projektu JEMS Architekci na terenie Browarów Warszawskich. Wszystkie dostępne tu lokale przeznaczone są na długoterminowy wynajem.
Kompleks Rajska 8 / Gdańsk Logika, czystość i modularność to od zawsze znaki rozpoznawcze JEMS. Widoczne są także w budynkach nowej inwestycji w Gdańsku – pisze Monika Arczyńska.
Heweliusza 18 – JEMS Architekci zaprojektowali nowy biurowiec w centrum Gdańska We wrześniu oddano do użytku budynek Heweliusza 18, który jest częścią nowego kompleksu biurowo-mieszkalnego projektu studia JEMS Architekci. Jednym z pierwszych najemców obiektu jest redakcja portalu Trojmiasto.pl.
Hotel PURO Warszawa Centrum W Warszawie oddano do użytku kolejny hotel projektu Jemsów! Ośmiokondygnacyjny budynek stanął przy ul. Widok w samym centrum miasta.
Planeta Lem na Warszawskich Targach Książki! 24 maja na Warszawskich Targach Książki odbędzie się prezentacja zwycięskiej koncepcji Centrum Literatury i Języka Planeta LEM autorstwa biura JEMS Architekci. Po spotkaniu dyskusja: czemu służą domy literatury i czy mogą stać się miejską atrakcją na miarę najciekawszych muzeów i zabytków?