Architektura MuratorRealizacjeTrójkąt Bermudzki: rewitalizacja Przedmieścia Oławskiego we Wrocławiu

Trójkąt Bermudzki: rewitalizacja Przedmieścia Oławskiego we Wrocławiu

Rok 2019 był dla Przedmieścia Oławskiego wyjątkowy – oddano do użytku przestrzenie i obiekty zrealizowane jako kluczowe projekty infrastrukturalne w ramach Lokalnego Programu Rewitalizacji. O nowych centrach aktywności lokalnej i modernizacji nabrzeża Oławy pisze Zbigniew Maćków.

Trójkąt Bermudzki: rewitalizacja Przedmieścia Oławskiego we Wrocławiu

Każde miasto ma swój Trójkąt Bermudzki. Takim obszarem w powojennym Wrocławiu są zbiegające się na wschodzie linie kolejowe i rzeka Oława, zamknięte od zachodu ulicą Pułaskiego. W nomenklaturze administracyjnej nazywa się ten teren Przedmieściem Oławskim, ale nikt tak nie mówi. To miejsce jest wylęgarnią miejskich legend, które złą sławą mogłoby obdzielić kilka dzielnic w dużych metropoliach. Moja pierwsza, dorosła praca miała lokalizację na ul. Prądzyńskiego, w samym jego epicentrum. Zgłosiwszy się do Studenckiej Spółdzielni Pracy „Robot” w roku 1988, zostałem wysłany na nocne stróżowanie budowy. Jakiś uprzejmy pan doradził mi, żebym do pracy zabrał swojego psa, dobrze się zaryglował i pod żadnym pozorem nie opuszczał stróżówki. Co noc budowa była plądrowana przez watahy nowych kapitalistów demontujących wszystko, a ja miałem za zadanie nie dać sobie zrobić krzywdy. Równoległa do ulicy Prądzyńskiego ulica Miernicza stanowi do dziś niskobudżetową (wystarczy tylko odkręcić dyski anten satelitarnych) scenografię do XIX-wiecznych filmów, w których Wrocław udaje Berlin. Niektórzy zresztą montowali tych anten po kilka, bo za każdą obowiązywała odrębna stawka. Uśpiony potencjał tej części śródmieścia został po raz pierwszy zauważony w latach osiemdziesiątych, kiedy powstało kilkanaście realizacji plombowych. Nie zmieniło to złej sławy, którą dzielnica zawdzięczała izolacji od prawdziwego, gęstego miasta najpierw za sprawą morza ruin, a potem morza komunikacji rozlanego na ponad 60 hektarach placu Społecznego. Ten dystans 400 metrów „niczego” wydawał się barierą trudniejszą niż rzeka, bo mentalną. Powódź tysiąclecia w roku 1997 – tędy wlała się do Wrocławia wielka woda – tylko przypieczętowała beznadziejność. Zaczęły się spektakularne wyburzenia kamienic, zabijanie okien deskami i malowanie białą farbą koślawych napisów: „ruina grozi zawaleniem”.

Wrocławska Rewitalizacja: od Nadodrza do Przedmieścia Oławskiego

W takim stanie rzeczy na miejsce akcji wkroczył magistrat z niebagatelnym doświadczeniem uzyskanym przy trwającej ponad dekadę, bardzo udanej rewitalizacji innej śródmiejskiej dzielnicy – Nadodrza. Powołana przez gminę spółka Wrocławska Rewitalizacja, pod mądrym kierownictwem Grażyny Adamczyk-Arns (do roku 2018), dysponując świetnie skomponowanym, multidyscyplinarnym zespołem fachowców, rewitalizowała kawałek po kawałku, trzymając się nadrzędnego masterplanu. W tym czasie zaczęły dziać się rzeczy, których ten fragment miasta nie pamięta: konkurs na fabrykę wódek, Europejska Noc Literatury, warsztaty SARP, konsultacje. Pojawili się pierwsi deweloperzy i ich nieśmiałe próby zasymilowania z istniejącą substancją. Powstały komercyjne wyspy lepszego życia, niekiedy tylko demonstrujące swą odrębność skalą i jakością materiału, ale czasem także używając do tego płotu zwieńczonego drutem kolczastym.