Spis treści
Nadzór budowlany niewydolny od lat
Jeśli chodzi o jakość i wydajność pracy nadzoru budowlanego w Polsce, kolejne raporty Najwyższej Izby Kontroli trudno określić inaczej niż jako „miażdżące”. Oto szybki przegląd:
2006: „Stwierdzono, że (...) zwiększyła się liczba skarg i wniosków na: bezczynność lub przewlekłość postępowań (...), działania organów nadzoru budowlanego (...), bezczynność Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego (...) oraz na rzetelność działań prowadzonych w GUNB”.
2009: „Przewlekłość postępowania stwierdzono w 71 przypadkach, a bezczynność organu w 65 przypadkach; (...) zwłokę w prowadzeniu czynności egzekucyjnych stwierdzono w 201 przypadkach i bezczynność organu w 128 przypadkach”.
2013: „Powiatowi inspektorzy (...) nie są skuteczni. Nie monitorują prawidłowości rozpoczynanych inwestycji. Nie kontrolują, czy inwestorzy wykonują nałożone na nich postanowienia. Nie prowadzą starannie rejestrów i ewidencji (...). (...) Skuteczność i jakość prowadzonych przez nadzór budowlany kontroli często pozostawia wiele do życzenia”.
2019: „Postępowania prowadzone były opieszale lub też nie były w ogóle wszczynane. Sytuacja taka wystąpiła w 117 sprawach (33,7%) z 347 poddanych kontroli. Okres zwłoki w podejmowaniu czynności egzekucyjnych wynosił od 11 dni do ponad ośmiu lat”.
2025: „Działalność wszystkich tych urzędów wymaga gruntownej poprawy. Pomimo nasilenia zjawiska związanego z samowolami budowlanymi i niekontrolowaną zabudową nie podejmowały one odpowiednich działań”.
2026: „104 przypadki podejrzenia samowoli budowlanej na terenie sześciu pomorskich gmin ujawniła w 2025 r. kontrola przeprowadzona przez NIK, a to tylko wierzchołek góry lodowej. (...) W okresie objętym kontrolą (...) urzędnicy nie działali ani prawidłowo, ani skutecznie”.
Choć cytowane powyżej raporty dotyczą różnych regionów i różnych okresów, kontrolerzy stale stwierdzają te same problemy. To przede wszystkim:
- przeprowadzanie kontroli inwestycji z (gigantycznym nieraz) opóźnieniem lub niekontrolowanie ich w ogóle,
- opieszałość w prowadzeniu postępowań, w tym regularne przekraczanie ustawowych terminów,
- brak inicjatywy – urzędnicy nie kontrolują inwestycji sami, reagują jedynie na otrzymywane zgłoszenia,
- przeprowadzanie kontroli w sposób nierzetelny lub przez osobę bez uprawnień,
- bierność po wydaniu decyzji (np. o rozbiórce) – brak kontroli tego, czy inwestor decyzję wykonał,
- pobłażliwość wobec łamiących prawo, m.in. odstąpienie od wymierzenia kary bez wyraźnego powodu.
To jasny sygnał, że problemy trapiące nadzór budowlany w Polsce mają charakter systemowy. NIK wielokrotnie apelowała zresztą do kolejnych rządów o reformę tej instytucji. Mimo kolejnych zmian w prawie na przestrzeni ponad 20 lat niewiele się jednak, jak widać, zmieniło.
- Dowiedz się także: „Dom jednorodzinny” z 15 łazienkami. Czy inwestor zostanie zmuszony do zalegalizowania budowy, czy będzie nakaz rozbiórki?
Niedofinansowanie, braki kadrowe, przestarzały sprzęt
Skoro problemy są systemowe, to zamiast złorzeczyć na urzędników, spróbujmy spytać – co przeszkadza im w prawidłowym wykonywaniu swoich obowiązków? Zdaniem NIK podstawowym problemem jest permanentne niedofinansowanie nadzoru budowlanego, co skutkuje ciągłymi problemami kadrowymi w tej instytucji. Niedobór pracowników jest boleśnie odczuwalny na każdym szczeblu. Jak podsumowywała NIK w 2013 r.:
Do odpowiedniego przeprowadzenia wszystkich kontroli w latach 2009 – 2012 inspektoratom powiatowym zabrakło ponad 10 mln zł, natomiast wojewódzkim – ponad 12 mln zł. Za mało jest też pracowników ze specjalistycznymi uprawnieniami budowlanymi. Niskie pensje i wysokie wymagania powodują znaczną fluktuację kadr. Nadzór próbuje temu zaradzić, podwyższając pensję kosztem liczby zatrudnionych pracowników. W skontrolowanych przez NIK inspektoratach powiatowych wykorzystane zostały wszystkie środki na płace, chociaż obsadzonych zostało tylko niecałe trzy czwarte etatów.
Wniosek ten powtórzono w raporcie z 2019 r., dodając przy relacji z kontroli w PINB Łódź Wschód wiele mówiący komentarz: „Jako bezpośrednie przyczyny rezygnacji pracowników z pracy, Inspektorzy powiatowi wskazywali niski poziom wynagrodzeń”. Według sprawozdań finansowych od ponad 20 lat kolejne rządy na funkcjonowanie nadzoru budowlanego przeznaczają zaledwie kilka setnych procenta budżetu. Trudno się dziwić, że wykwalifikowani specjaliści nie garną się do pracy w tej instytucji, a sprawy rozpatrywane są bardzo powoli.
Stałe niedofinansowanie przekłada się też na warunki pracy urzędników, które – mówiąc delikatnie – również nie ułatwiają utrzymania pracowników i zatrudniania nowych. Jak podawał raport z 2019 r.:
Zasoby rzeczowe inspektoratów powiatowych, zwłaszcza samochody oraz komputery, były znaczniewyeksploatowane, co utrudniało sprawną realizację zadań wynikających z Prawa budowlanego.
W rezultacie kontrole nieraz prowadzone były przez osoby bez odpowiednich uprawnień, bo tych z uprawnieniami zwyczajnie brakowało – lub też kontroli nie prowadzono wcale. Szczególnie uderzający jest przykład z 2026 r. z Pucka, gdzie w PINB-ie „brakowało trzech inspektorów z uprawnieniami budowlanymi”. Mimo starań PINB-owi nie udało się pozyskać dodatkowych pieniędzy na zapełnienie tych wakatów z budżetu państwa.
Zamiast walczyć z samowolami, rząd ułatwia ich legalizację
Jeśli głębokie, systemowe problemy z jedną z kluczowych instytucji w państwie utrzymują się od ponad dwóch dekad, wniosek może być tylko jeden: rządzącym, niezależnie od przynależności partyjnej, nie zależy na poprawie sytuacji. Biorąc pod uwagę liczne afery korupcyjne dotyczące powiązań urzędników różnego szczebla z deweloperami, wielu decydentów na złym funkcjonowaniu nadzoru budowlanego wręcz zyskuje.
Na zagrożenie to NIK zwracała zresztą uwagę od dawna. Już w 2006 r. zauważano np., że aż 85,4% skontrolowanych PINB-ów przyjmowało pomoc rzeczową i finansową od samorządów, które miało kontrolować. Identyczny problem stwierdzono w 2013 r., nazywając go „korupcjogennym konfliktem interesów” i podkreślając, że „warunkiem uzdrowienia sytuacji jest uniezależnienie organów nadzoru budowlanego od starostów”. Mimo to w 2019 r. pisano: „w dalszym ciągu inspektoraty budowlane szczebla powiatowego są uzależnione od samorządu powiatowego”, co przejawiało się m.in. w pomocy finansowej czy bezpłatnym udostępnianiu nadzorowi pomieszczeń. To wręcz idealne warunki do rozkwitu korupcji.
W tej sytuacji znamienny wydaje się fakt, że już przed pandemią rozpoczął się w Polsce proces upraszczania przepisów dotyczących budowy i legalizacji budynków. W jego ramach wprowadzono m.in. możliwość łatwiejszej budowy małych domów na zgłoszenie oraz prostszą procedurę legalizacji starszych samowoli budowlanych. Zamiast doinwestować instytucję odpowiedzialną za przestrzeganie prawa budowlanego, rządzący ułatwili życie inwestorom, którzy prawo złamią.
Mimo zmiany obozu rządzącego proces ten jest kontynuowany. Od 2026 r. w szczególnych przypadkach można łatwiej zalegalizować samowolę nawet 10-letnią, a kolejne podobne zmiany są już w planach. Na razie jednak rząd nie chce mówić o szczegółach.
W MRiT przygotowywany jest projekt ustawy o zmianie ustawy Prawo budowlane oraz niektórych innych ustaw. Zakłada on m.in. dalsze uproszczenie i cyfryzację procesu inwestycyjno-budowlanego, a także optymalizację działań administracji państwowej właściwej w zakresie ustawy z dnia 7 lipca 1994 r. – Prawo budowlane oraz uszczelnienie systemu nadzoru budowlanego. Ze względu na wstępny etap prac nad wspomnianym projektem aktualnie nie jest możliwe przekazanie szczegółowych informacji w ww. zakresie
– odpowiedział resort rozwoju jesienią 2026 r. na nasze pytania o to, czy są w planach jakiekolwiek działania usprawniające funkcjonowanie nadzoru budowlanego w Polsce.
Oto zatem stan obecny: problem trwa od ponad dwóch dekad, jego przyczyny są znane, eksperci wskazali potencjalne rozwiązania, nie dzieje się nic. Trudno zakładać, że po 20 latach marazmu pod ogólnikowym hasłem „uszczelnienia systemu” kryje się nagle dogłębna reforma niedomagającej instytucji – tym bardziej, że jednocześnie wspomina się o dalszym upraszczaniu procesu inwestycyjnego. Pozostaje czekać na kolejny znajomo brzmiący raport NIK.
- Zobacz galerię: Kontrowersyjny dom jednorodzinny w Wieliszewie pod Warszawą