Architektura MuratorKrytykaNowi varsavianiści odkrywają architekturę Warszawy. Recenzja książki Chwała miasta

Nowi varsavianiści odkrywają architekturę Warszawy. Recenzja książki Chwała miasta

Warszawa to jedno z nielicznych miast w Polsce, które mają dodatni bilans demograficzny. Zawdzięcza to rzeszom egoistycznie nastawionych tzw. słoików, o których huczy ostatnio na stołecznych ulicach

Chwała miasta, red. Bogna Świątkowska, Fundacja Bęc Zmiana
Chwała miasta, red. Bogna Świątkowska, Fundacja Bęc Zmiana

Słoik to reprezentant nowego mieszczaństwa, warszawiak w pierwszym pokoleniu, w weekendy opuszczający miasto, by pojechać do rodziny, gdzieś w Polskę. Wracając przywozi ze sobą zapasy jedzenia w słoikach na następny tydzień (wiadomo: w dużym mieście drożej, a towar w supermarketach często nieświeży). Miano słoika należy jednak w stolicy nosić dumnie. To po prostu większość mieszkańców miasta. Nawet prezes warszawskiego oddziału SARP Marcin Mostafa (współautor domu kultury przypominającego wiejską zagrodę pośrodku betonowego blokowiska; więcej "Architektura-murator" nr 5/2013 i 10/2013) – stwierdził ostatnio w telewizji, że każdy z nas jak był mały jeździł do babci na wieś. Ze słoikami Warszawa ma jednak problem. Część z nich traktuje miasto jak wycieraczkę leżącą przed drzwiami do osobistej kariery, o którą czyszczą swe zabłocone gumiaki. Temat cywilizowania słoików podjęła między innymi Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana. Ta działająca od ponad dziesięciu lat kuźnia animatorów kultury miejskiej przygotowała publikację Chwała Miasta – swego rodzaju varsavianistyczną summę. Ponad czterystustronnicowy wielogłos przypomina liczbą tematów i konwencji ich przedstawiania koncept Witkacowskiego worka, w który można wepchnąć wszystko. Książka przeznaczona jest, zgodnie z deklaracją redaktorki i szefowej Bęc Zmiany – Bogny Świątkowskiej, dla czytelników, którymi kieruje szczera chęć poznania swojego lokalnego środowiska. Powinna więc zainteresować przedstawicieli warszawskiego nowego mieszczaństwa – pokolenie 30-, 40-latków, dla których styl życia oferowany im przez wielkie miasta staje się podstawą do tworzenia własnej tożsamości. 

Warszawa miała szczęście do kolejnych pokoleń piewców. Idealistyczną wizję głosili w swych książkach i archiwista Eugeniusz Szwankowski (Warszawa, 1952; Ulice i place Warszawy, 1964), i architekt Zygmunt Stępiński (7 placów Warszawy, 1988). Z ekonomiczną i urbanistyczną słabością miasta oswajał nas ekonomista Stefan Kurowski (Warszawa na tle stolic Europy, 1987). A rewizjonistyczną wersję historii przedstawiał publicysta Jerzy S. Majewski (seria Warszawa nieodbudowana). Kilka lat temu nawet miejscy urzędnicy sfinansowali szokująco realistyczną, potwierdzającą stereotypy socjologiczną publikację – Społeczna mapa Warszawy (2005). Teraz zaś dostajemy tom, w którym do głosu dochodzi nowe pokolenie varsavianistów. Ci nowi entuzjaści miejskości promują rozumienie miasta jako zjawiska socjologicznego. Są  zafiksowani na społecznym aktywizmie. Oficjalny wizerunek Warszawy chcą słusznie zderzyć z perspektywą statystycznego mieszkańca – słoika. Stąd pewnie w książce tak wiele jest  tłumaczenia oczywistości. Działając z pasją prawdziwych odkrywców, autorzy ustanawiają hierarchię nowych warszawskich bogów. To urbaniści, tacy jak Jan Chmielewski i Bronisław Malisz, architekci-wizjonerzy Szymon Syrkus i Maciej Nowicki, czy architektoniczny performer Jacek Damięcki. Słowem objawionym ma być reprint Warszawy Funkcjonalnej (Chmielewski, Syrkus, 1934). Ikoną – rysunek wizji odbudowy Warszawy według Macieja Nowickiego. Ciałem objawionym zaś betonowa cegła – materiał użyty do licowania kilkudziesięciu warszawskich XX-wiecznych budynków. Przyjąłbym tę nową wiarę bez zastrzeżeń, gdyby nie mały kłopot. Nigdy nie jeździłem do babci na wieś.
- Grzegorz Stiasny


Chwała miasta, red. Bogna Świątkowska, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2012, str. 444