Architektura MuratorKrytykaTańcząc w ciemnościach – nowa historia architektury

Tańcząc w ciemnościach – nowa historia architektury

W pesymistycznej wizji Ibelingsa intensywnie rozwijająca się przez ostatnie dwa wieki Europa zmierza ku stagnacji, jeśli nie upadkowi. Powstało już tak wiele publicznych budynków, że punkt nasycenia został osiągnięty. Nawet gdyby populacja Starego Kontynentu rosła, a tak przecież nie jest, architektura nie będzie miała szans rozkwitnąć na taką skalę, jak w ostatnich dwóch stuleciach.

Hans Ibelings, European Architecture Since 1890, SUN, Amsterdam 2011

European Architecture Since 1890 to jedna z tych książek, na które czeka się i których pojawienia się nie można pominąć milczeniem – zakrojona na szeroką skalę, panoramiczna historia europejskiej architektury. W dodatku reklamowana jako pierwsza taka publikacja w dużym stopniu dotycząca środkowej i wschodniej Europy. Hans Ibelings – holenderski historyk architektury i redaktor naczelny ukazującego się od kilku lat „paneuropejskiego” magazynu „A10” – wyszedł z założenia – i nie można odmówić mu racji - że zachodnia Europa jest nadreprezentowana w większości architektonicznych historii. W jego książce granica zostaje przesunięta daleko na wschód od żelaznej kurtyny, sięga aż po Ural. Ambicją autora jest nie tylko ponowna ocena architektury środkowej i wschodniej Europy, ale też rehabilitacja wszystkiego, co zdarzyło się w tej dziedzinie na Starym Kontynencie poza uznanymi kulturalnymi centrami – od Teneryfy po krańce Szwecji, i od Dublinu po Ankarę. Zajmuje się więc między innymi „niedocenionymi bohaterami”, takimi jak Bohdan Pniewski czy Marek Leykam… Spoiwem, które łączy całą europejską architekturę, jej cechą definiującą jest – według Ibelingsa – jej publiczny charakter. Architektura w Europie staje się „sprawą publiczną”, bo głównym inwestorem są tu rządy i instytucje. 
Takie postawienie tematu rozbudza ogromne apetyty zwłaszcza czytelników z „zapomnianej” Europy Wschodniej. Trudno powstrzymać się od poprzedzającego lekturę nerwowego przeglądania indeksu zawierającego nazwiska polskich architektów, a jest ich około 30, i wyszukiwania odpowiednich stron. Rozczarowanie przychodzi szybko.

Książka składająca się z przedmowy, wstępu, 4 rozdziałów tematycznych (Architecture and City, State and society, Connections and parallels, History and historiography) i 4 chronologicznych (Until 1914, 1917-1939, 1945-1989, After 1989)  okazuje się z jednej strony dosyć nudnym zbiorem wciąż powracających i dosyć oczywistych myśli na temat europejskiej historii i roli architektury w ogóle, z drugiej - powierzchowną próbą sklasyfikowania architektonicznych zjawisk. O niewielu architektach czy poszczególnych budynkach można znaleźć więcej niż jedno zdanie. Czytania nie ułatwia to, co bez wątpienia jest oryginalnym pomysłem i odróżnia tę książkę od innych: zdjęcia wielkości znaczków pocztowych (zaczerpnięte przeważnie ze zbiorów Wikimedia Commons) tworzą wraz z tekstem coś w rodzaju swobodnie się przelewającej się magmy. Przeważa obraz, który żyje własnym życiem; często niepowiązany z treścią rozkładówki  albo nawet istniejący obok rozważań autora, bez bezpośrednich odniesień w warstwie tekstowej. Taki, dosyć męczący, sposób przekazu ma jedną zaletę – obfity materiał ilustracyjny pozwala    na zapoznanie się z zebranymi w jednym tomie zdjęciami interesujących, a niekiedy mało znanych budynków z całej Europy i śledzenie na własną ręką podobieństw czy różnic. Znaczące i dające do myślenia jest to, że nie znajdziemy w książce żadnych rzutów ani przekrojów obiektów architektonicznych, a ewentualnie nieliczne miniaturowe aksonometrie i zdjęcia modeli założeń  urbanistycznych lub ich fotografie lotnicze.

Sam Ibelings usprawiedliwia się przed czytelnikami, pisząc w przedmowie, że z powodu nieznajomości języków wschodnioeuropejskich często jedyną rzeczą, jaką mógł zrobić w konfrontacji z doskonałymi publikacjami po polsku, estońsku czy węgiersku, było spojrzenie na fotografie i zanotowanie nazwisk architektów oraz dat. Książka to zatem tylko początek tego, co w przyszłości, miejmy nadzieję, stanie się bardziej symetrycznym obrazem Europy w historiografii dwudziestowiecznej architektury.
Trudno odpowiedzieć na pytanie, czy należy cieszyć się, że ponad 20 nazwisk polskich architektów udało się autorowi przepisać poprawnie, czy też martwić faktem, że kościół św. Rocha w Białymstoku zaprojektował według niego Oskar Sosnkowski (który w innym miejscu książki występuje też jako „Sosnowski”) oraz, że czytelnicy z zagranicy mają szansę poznać innych naszych projektantów takich jak Lech (nie Ludwik) Wojtyczko albo Adolf Szysko-Bohusz. 

Kontrowersyjne wydaje się zaliczenie do grona postmodernistów Stanisława Fiszera. Takie kategoryczne stylowe klasyfikacje, kiedy to w jednym zdaniu pojawia się kilka nazwisk architektów przyporządkowanych konkretnemu nurtowi, są nagminne. Dużą wagę przywiązuje Ibelings do pojęcia stylu, bo jak sam pisze jest on ważny nie jako spotęgowanie osobistej ekspresji indywidualnego architekta, ale wyartykułowanie wspólnych opinii, idei i ideałów - i - prawie zawsze przekracza to, co czysto osobiste.   

Z kolei biuro KWK Promes zostało wymienione jako reprezentujące konceptualne podejście, na zasadzie concept-follows-programme, jednym tchem z tak znanymi pracowniami jak Mansilla-Tuňón czy  Lacaton & Vassal. Zmierzanie w stronę konceptu, pomysłu charakterystyczne ma być dla Holendrów, choć nie zawsze inspirowane jest w sposób bezpośredni holenderskim modelem. Pracownia KWK Promes jest zresztą jedynym polskim biurem, które wzmiankuje Ibelings w części dotyczącej architektury po 1989 roku. Za szczególnie wyróżniające się w tej dziedzinie kraje dawnego bloku wschodniego uznaje Słowenię i Estonię. To one jako pierwsze stały się częścią międzynarodowego mainstreamu. To tam młode pokolenie architektów zaczęło budować dla generacji często również młodych przedsiębiorców. W tym kontekście przywołuje też Chorwację i trochę usunięte w cień Czechy.

Nie do przyjęcia jest teza o mniej negatywnych konotacjach architektury socrealistycznej w Polsce niż na przykład w Czechosłowacji. Tam silnie zakorzenił się modernizm, u nas przed wojną silniejszy był nurt monumentalnego zmodernizowanego klasycyzmu, więc istniała pewna ciągłość tradycji neoklasycznej, co – według Ibelingsa – ułatwiało przyswojenie sobie socrealizmu. Wielu więcej informacji o polskiej architekturze czy projektantach już nie znajdziemy, może należy jeszcze wspomnieć kilka uwag na temat Bohdana Pniewskiego (prowadził własną pracownię w komunistycznym kraju oraz rozbudował gmach Sejmu).

Kilka razy pojawia się w książce myśl, że jesteśmy w punkcie zwrotnym, że kończy się epoka rozwoju, a zaczyna okres „kurczenia się”. W pesymistycznej wizji Ibelingsa intensywnie rozwijająca się przez ostatnie dwa wieki Europa zmierza ku stagnacji, jeśli nie upadkowi. Powstało już tak wiele publicznych budynków, że punkt nasycenia został osiągnięty. Nawet gdyby populacja Starego Kontynentu rosła, a tak przecież nie jest, architektura nie będzie miała szans rozkwitnąć na taką skalę, jak w ostatnich dwóch stuleciach. Ilu jeszcze potrzebujemy bibliotek, muzeów, teatrów, szkół i tak dalej? – zastanawia się autor. Pytanie to najlepiej pokazuje, jak trudno mieszkańcowi Starej Europy spojrzeć na świat oczami mieszkańca Europy trochę młodszej.  

Hans Ibelings, European Architecture Since 1890, SUN, Amsterdam 2011

Hans Ibelings, Renato Rizzi i Oliver Heath na 4 DESIGN DAYS w Katowicach! Już 16 lutego rusza druga edycja 4 DESIGN DAYS! Z tej okazji do Katowic przyjedzie wielu prelegentów z całego świata. W programie dyskusje, wystawy, wycieczki architektoniczne oraz projekcje filmów.