Spis treści
Może więc posyłamy dzieci do szkoły także po to, żeby nauczyły się współpracować, budować relacje, rozwiązywać konflikty i podejmować decyzje? Żeby rozwijały ciekawość, sprawczość i zaufanie do własnych możliwości? Żeby stopniowo stawały się samodzielnymi ludźmi?
Jeżeli właśnie tego oczekujemy od edukacji, powinniśmy uważniej przyjrzeć się warunkom, w których ten proces się odbywa: nie tylko programom nauczania i kompetencjom nauczycieli, lecz także przestrzeni. Bo przestrzeń nie jest neutralnym opakowaniem edukacji. Może zachęcać do spotkania albo je utrudniać. Dawać poczucie bezpieczeństwa albo wywoływać stres. Wspierać samodzielność albo wzmacniać zależność od dorosłych.
Co widzą, słyszą i czują dzieci i nauczyciele w polskiej szkole?
Dorota Sibińska w swoich tekstach, które publikowaliśmy w „Architekturze-murator”, świetnie pokazuje, na czym polega dobrze zaprojektowana szkoła. W wielkim skrócie – chodzi o stworzenie środowiska odpowiadającego na bardzo różne potrzeby dzieci. Jedne muszą podczas przerwy biegać, inne – porozmawiać, jeszcze inne – schować się na chwilę w cichej „norce” i odpocząć od nadmiaru bodźców. Kolor może pomagać najmłodszym w orientacji, podział korytarza na strefy wpływać na zachowania uczniów, a dostępność miejsc wyciszenia decydować o tym, czy dziecko poradzi sobie z całym dniem w szkole. Projektowanie zaczyna się więc od podstawowego pytania: kto jest gospodarzem tej przestrzeni? Zbyt często podporządkowujemy ją bowiem wygodzie dorosłych i łatwości nadzorowania uczniów. Tymczasem, jeśli szkoła ma rozwijać samodzielność i podmiotowość, to właśnie potrzeby dzieci powinny wyznaczać sposób jej organizacji.
Przeczytaj koniecznie: Zabawa przestrzenią. O projektowaniu dla dzieci i młodzieży
To, że nie jest to wyłącznie abstrakcyjna dyskusja architektów, pokazuje badanie „Co widać, słychać i czuć w polskiej szkole?”, przeprowadzone w ramach kampanii Saint-Gobain „Dzwonek na zmiany”. Aż 80,7 proc. nauczycieli deklaruje, że hałas negatywnie wpływa na ich samopoczucie, a 83,2 proc. zauważa, że pod jego wpływem uczniowie stają się bardziej pobudzeni i agresywni. Ponad 70 proc. badanych uważa, że wiosną i latem w klasach jest za gorąco, a prawie dwie trzecie przyznaje, że podczas lekcji szybko robi się duszno. Akustyka, temperatura, jakość powietrza, światło i możliwość odpoczynku nie są więc dodatkiem do edukacji. Mogą pomóc w nauce albo skutecznie ją utrudnić, zanim nauczyciel zdąży wypowiedzieć pierwsze zdanie.
Poznaj szczegóły tej akcji: Kwiaty raz w roku, hałas i duchota na co dzień. W jakich warunkach pracują polscy nauczyciele?
Modernizacja. TERMOmodernizacja...
Ale wydaje się – przynajmniej z mojej perspektywy – że to wszystko już wiemy. Że znaczenie akustyki, światła, jakości powietrza czy miejsca do odpoczynku jest w gruncie rzeczy oczywiste. A jednak, gdy rozmawiam z decydentami o modernizacji szkół, najczęściej słyszę, że przecież działają: remontują, modernizują, a nawet termomodernizują.
I oczywiście termomodernizacja jest potrzebna. Problem zaczyna się wtedy, gdy staje się synonimem całej modernizacji. Oszczędności na energii łatwo przecież policzyć, wpisać do tabeli i na ich podstawie określić okres zwrotu. Znacznie trudniej wycenić cichszy korytarz, toaletę, z której dzieci nie boją się korzystać, miejsce pozwalające odpocząć od nadmiaru bodźców albo wzrost komfortu nauki dzieci i pracy nauczycieli. Jeszcze trudniej dostrzec przestrzeń znajdującą się poza szkolnym ogrodzeniem.
Ale w polskim myśleniu o szkole jest coś jeszcze bardziej abstrakcyjnego niż komfort pracy: przekonanie, że dobra szkoła zaczyna się na ulicy. Nie przy wejściu do budynku i nie za szkolnym ogrodzeniem, lecz już w drodze na lekcje. Tymczasem to właśnie tam często rozstrzyga się, czy dziecko może dotrzeć do szkoły samodzielnie, czy musi zostać dowiezione pod same drzwi. Czy potrafi poruszać się po własnym sąsiedztwie, rozpoznawać zagrożenia i podejmować decyzje. Czy ma okazję spotkać po drodze koleżanki i kolegów, zatrzymać się, porozmawiać i poczuć, że przestrzeń publiczna należy również do niego. Jeśli chcemy, żeby dzieci były bardziej samodzielne, aktywne i obecne w mieście, musimy zacząć traktować drogę do szkoły jako część procesu edukacyjnego.
Ulica to nie tylko ciąg komunikacyjny
I właśnie dlatego warto pamiętać o szkolnych ulicach, czyli kluczowym odcinku drogi do szkoły. Tylko że w istocie nie jest to jedynie droga. W Wiedniu szkolne ulice traktuje się jako narzędzie wychowawcze. Pozwalają dzieciom rozwijać orientację przestrzenną, uczą je oceny sytuacji i pomagają budować zaufanie do własnych umiejętności. Codzienne pokonywanie tej samej trasy sprawia, że dzieci lepiej poznają swoje otoczenie i uczą się odróżniać zwyczajną sytuację od czegoś, co powinno wzbudzić ich niepokój.
W Barcelonie dyskusję rozpoczęto od pytań o zdrowie, jakość powietrza, natężenie ruchu oraz zachowania dzieci i rodziców. Szybko okazało się, że na szkolnych ulicach całkowicie zamkniętych dla prywatnych samochodów liczba bawiących się dzieci może wzrosnąć nawet czterokrotnie. Co ciekawe, rośnie również udział dziewczynek w zabawie – bo bezpieczniejsza i bardziej czytelna przestrzeń daje im większą swobodę.
W Paryżu, gdzie powstało już blisko trzysta szkolnych ulic, nie chodzi jedynie o wyeliminowanie samochodów sprzed wejścia. Zieleń daje cień i pomaga ograniczać skutki upałów. Mniejszy ruch oznacza mniej hałasu i zanieczyszczeń. Przestrzeń przed szkołą może stać się miejscem spotkania, przedłużeniem szkolnego podwórka, a czasem nawet dodatkową salą lekcyjną.
Ludzie wychowują się także na ulicy
Najciekawsze jest to, że w żadnym z tych przypadków punktem wyjścia nie była architektura. Podobnie jak w opowieści Doroty Sibińskiej o projektowaniu szkół, najpierw pojawiło się pytanie o to, jakich ludzi chcemy wychowywać. Czy zależy nam na osobach samodzielnych, ciekawych świata, potrafiących budować relacje, oceniać ryzyko i brać odpowiedzialność za własne decyzje? Dopiero później można zastanawiać się, jaka przestrzeń pomoże im rozwinąć te umiejętności.
Architektura nie zastąpi dobrego nauczyciela. Może mu jednak pomóc albo skutecznie utrudnić osiąganie celów, które przed nim stawiamy. Tak samo szkolna ulica nie nauczy dziecka samodzielności. Może jednak stworzyć warunki, w których będzie ono mogło tę samodzielność codziennie ćwiczyć.
Być może właśnie to warto dziś świętować: nie samo przekazywanie wiedzy, lecz pomaganie młodym ludziom w stawaniu się sobą. Sztuczna inteligencja może udzielić im odpowiedzi na niemal każde pytanie. Nie nauczy ich jednak poruszania się po mieście, budowania relacji, radzenia sobie z niepewnością ani zaufania do własnych możliwości. Do tego potrzebni są inni ludzie i rzeczywista, dobrze zaprojektowana przestrzeń.
---
Dziękujemy, że tu jesteś. Posłuchaj także naszego podcastu