Spis treści
Profesor Iwona Buczkowska od blisko pół wieku mieszka i pracuje we Francji. Trafiła tam jako studentka Politechniki Gdańskiej dzięki konkursowi umożliwiającemu dokończenie studiów za granicą. Spotkanie z francuskim środowiskiem architektonicznym lat 70. okazało się dla niej przełomowe. Po technicznym rygorze polskiej politechniki znalazła się w szkole, w której najważniejsze były koncepcja, dyskusja i swoboda poszukiwania. Jak sama jednak podkreśla, dopiero połączenie obu doświadczeń — zdobytej w Gdańsku wiedzy konstrukcyjnej i rozwijanej we Francji wyobraźni — przygotowało ją do projektowania.
Zobacz: Iwona Buczkowska laureatką Jane Drew Prize 2024
Pierwsze duże zlecenie Buczkowska otrzymała niemal natychmiast po dyplomie. Inwestor zaproszony na obronę jej pracy zaproponował jej zaprojektowanie niewielkiego zespołu mieszkań w Le Blanc-Mesnil pod Paryżem. Skromny początek przerodził się w przedsięwzięcie obejmujące 225 mieszkań. Prace rozpoczęły się w 1978 roku, a realizacja wymagała lat projektowania, przekonywania władz, przejścia przez proces zmiany inwestora i budowy prototypu, który mogli ocenić przyszli mieszkańcy.
Podcast Architektoniczny z Iwoną Buczkowską
Le Blanc-Mesnil. Nie patrz, jak wyglada. Patrz, jakie ma wnętrze
Osiedle w Le Blanc-Mesnil najłatwiej rozpoznać po drewnianych konstrukcjach, spadzistych dachach i nieregularnej, niemal piramidalnej kompozycji. Dla Buczkowskiej wygląd zewnętrzny nigdy nie był jednak punktem wyjścia. Bryła miała wynikać z tego, co wydarzy się w środku.
Mieszkania zostały rozłożone na różnych poziomach. Otrzymały tarasy, ogrody, bezpośrednie wejścia oraz światło wpadające nie tylko przez elewacje, lecz także przez dachy. Pojawiły się w nich podwójne wysokości, skosy i pomieszczenia odchodzące od typowego prostokątnego rzutu. Nie chodziło o formalny eksperyment ani o stworzenie efektownej architektury do oglądania z zewnątrz. Każde z tych rozwiązań miało powiększać odczuwaną przestrzeń, otwierać nowe perspektywy i dawać mieszkańcom większą swobodę.
Architektura nie może narzucać jednego scenariusza
Buczkowska nie ukrywa, że projektowała te mieszkania tak, jakby sama miała w nich zamieszkać. Nie oznaczało to narzucania lokatorom własnego stylu życia. Przeciwnie: wnętrza miały pozostawiać możliwość wyboru i zmiany. Jedna z mieszkanek opowiadała architektce, że jej rodzina co kilka miesięcy zamieniała się pokojami. To był nie tylko sposób na przełamanie monotonii, ale chęć sprawdzenia innej formy, światła i widoku oferowanego przez kolejne pomieszczenia. Dla nich była to świetna zachęta do eksperymentowania z innymi sposobami urządzania się. Architektura nie ograniczała życia do jednego, z góry ustalonego scenariusza.
Po czterdziestu latach osiedle jest również dowodem na znaczenie więzi powstających między mieszkańcami a miejscem. Kiedy pojawiła się groźba wyburzenia zespołu położonego na coraz atrakcyjniejszym inwestycyjnie terenie, to właśnie lokatorzy zaangażowali się w jego obronę. Walczyli nie o architektoniczną ikonę, lecz o domy i otoczenie, których wartość poznali w codziennym użytkowaniu.
Przyjemność, czyli suma wszystkich metrów
W rozmowie z Iwoną Buczkowską regularnie powraca pojęcie przyjemności. Nie jest ona luksusowym dodatkiem, który można zaoferować dopiero po zaspokojeniu podstawowych potrzeb. Powinna być jednym z najważniejszych zadań architektury mieszkaniowej — również, a może przede wszystkim, społecznej.
Przyjemność zaczyna się od możliwości swobodnego oddychania. Powierzchnia zapisana w dokumentacji to tylko jeden z wymiarów przestrzeni. Równie ważna jest jej objętość: wysokość pomieszczeń, światło dochodzące z różnych stron i widok, który nie kończy się na najbliższej ścianie. Skos, uznawany często za powierzchnię drugiej kategorii, może otworzyć wnętrze, połączyć poziomy albo stworzyć miejsce do pracy i przechowywania.
Znaczenie ma także organizacja codziennego życia. Buczkowska ograniczała wąskie korytarze, które pochłaniają powierzchnię, lecz nie służą mieszkańcom. Otwierała kuchnie na przestrzeń wspólną i projektowała duże pokoje dzienne, ponieważ uważała, że mieszkanie powinno jednocześnie umożliwiać prywatność i zachęcać do bycia razem. Architektura nie stworzy wspólnoty automatycznie, ale może ułatwiać spotkanie albo skutecznie je utrudniać.
Do tego dochodzi kontakt z przyrodą: ziemią, roślinami, zapachem kwiatów i poranną wilgocią. Buczkowska nazywa możliwość wyjścia na taras i pielęgnowania kilku krzewów luksusem, zastrzegając jednak, że nie musi to być luksus kosztowny ani dostępny wyłącznie najzamożniejszym. Zieleń nie jest dla niej dekoracją dodawaną do gotowej architektury. Współtworzy jakość mieszkania i pomaga odzyskać równowagę po spotkaniu z intensywnością miasta.
Mieszkanie jak modna fryzura czy torebka?
Doświadczenie Buczkowskiej prowadzi do pytania, czy podobne osiedle mogłoby powstać dzisiaj. Jej odpowiedź nie jest optymistyczna. Współczesne inwestycje są poddawane coraz silniejszej presji czasu, kosztów i powtarzalności. Powierzchnie mieszkań maleją, a o ich wartości ma świadczyć przede wszystkim ustawność rozumiana jako możliwość rozmieszczenia standardowych mebli. Technologie, które mogłyby pozwalać na większą różnorodność, często wykorzystuje się do powielania tych samych schematów.
Jednocześnie architektura coraz częściej przedstawiana jest za pomocą efektownych wizualizacji i zdjęć elewacji. Trudniej zobaczyć na nich, jak naprawdę działają mieszkania. Buczkowska przypomina, że budynek nie jest fryzurą czy torebką podporządkowaną modnym trendom. Jego sens znajduje się w przestrzeni wewnętrznej i w życiu, które będzie się w niej toczyło przez dziesięciolecia.
Wyzwaniem pozostaje także relacja między architektem, inwestorem i polityką. Najważniejsze projekty Buczkowskiej powstały dzięki publicznym inwestorom gotowym rozmawiać o jakości oraz władzom, które można było przekonać do ryzykownych rozwiązań. Dobra architektura wymaga równowagi między uczestnikami procesu. Sam architekt nie przeprowadzi społecznej rewolucji, może jednak — jak mówi Buczkowska — stworzyć ramy życia, w których zmiana stanie się możliwa.
To również wezwanie skierowane do współczesnych projektantów. Powinni odważniej zabierać głos, tłumaczyć znaczenie przestrzeni i bronić wartości, których nie da się zapisać w tabeli powierzchni. Bo jeśli mieszkanie potraktujemy wyłącznie jako sumę metrów kwadratowych, możemy otrzymać produkt zgodny z normami i łatwy do sprzedaży. Nie oznacza to jeszcze, że powstanie dobre miejsce do życia.
---
Dziękujemy, że tu jesteś!