Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Teatr Miejski w Tallinie

Nie chcieli ingerować w historyczną tkankę miasta, w dużej części zeszli więc pod ziemię. Projekt Teatru Miejskiego w Tallinie, autorstwa Salto arhitektuuribüroo, to opowieść o tym, jak głęboko i szeroko architektura może wpływać na nową tożsamość miejsca. Nawet jeśli jej tworzenie wiele kosztuje.

Architektura w drodze: Czy Oslo naprawdę postawi naturę przed architekturą? | Oslo Architecture Triennale 2026

Nowoczesny teatr ukryty w starych murach

Teatr Miejski w Tallinie (Tallinna Linnateater) to obiekt dość tajemniczy. Łatwo go przegapić, spacerując po średniowiecznych uliczkach Starego Miasta. Ukrywa się za bramą, jakich wiele na stołecznej starówce. W Warszawie zapewne od razu zwróciłaby uwagę przechodniów, tutaj – w przepychu średniowiecznych zabytków – jest jedną z wielu przejść. Prowadzi jednak do nietypowego dziedzińca, wokół którego skupionych jest kilkanaście obiektów tworzących kompleks teatralny w kwartale ulic Lai oraz Aida. Po modernizacji jest znacznie bardziej rozbudowany, niż to się może wydawać przechodniom, którzy trafili tu przypadkiem, idąc chociażby od znajdującego się w pobliżu imponującego skalą kościoła św. Olafa. Realizacja autorstwa Salto arhitektuuribüroo to właściwie cały kwartał teatralny, złożony z historycznych scen mieszczących się w odrestaurowanych kamienicach oraz nowych, w dużej mierze podziemnych przestrzeni.

Teatr Miejski w Tallinie, proj. Salto arhitektuuribüroo
Autor: Magda Mojduszka/ Archiwum prywatne

Kiedy radość z wygranego projektu zastępuje zmartwienie o realizację

Kiedy w 2017 roku, po raz trzeci już, organizowano konkurs na koncepcję jego przebudowy, funkcjonował on w złożonej strukturze połączonych ze sobą historycznych budynków i od wielu lat borykał się z niedostatkiem przestrzeni. Konkurs wygrała pracownia Salto arhitektuuribüroo i ostatecznie ukończyła projekt pod koniec 2025 roku. Jak jednak przyznają architekci – odbyło się to ich dużym kosztem, nie tylko finansowym.

Projekt był bowiem najtrudniejszym z tych, jakie kiedykolwiek zrealizowali. A mają ich w swoim dorobku sporo, pracownia jest bowiem znana w Estonii z budynków publicznych, których większość znajduje się w stolicy, m.in. Muzeum Fotografiska, Pawilon Hali Sztuki, Hala Sportowa EMÜ, terminal portowy, a także Estońskiego Muzeum w Varbuse, czy Centrum Społecznościowego w Sõmeru. Architekci często podejmują się też projektów szkół, jak w przypadku tych w Paide, Viljandi, Saku czy Bałtyckiej Szkoły Filmowaej, Mediów i Sztuki. Polscy czytelnicy mogą ich znać z realizacji tymczasowego teatru No99 w Tallinie, zbudowanego ze słomy – pisaliśmy o tym na łamach „A-m” w 2013 roku.

Czytaj też: Architektura tymczasowa. Teatr z bloków słomy

Teatr Miejski był problematyczny bynajmniej nie dlatego, że obejmował 15 zabytkowych budynków objętych ochroną konserwatorską, zlokalizowanych na obszarze wpisanym na listę UNESCO. Przyczyną kłopotów był tak naprawdę niezwykle sztywny, nieelastyczny system, z którym trzeba się mierzyć po wygraniu każdego konkursu, w ramach późniejszego postępowania przetargowego. Jak wyglądał cały proces, pragmatycznie i z ironią opowiedział podczas wrześniowego Biennale Architektury w Tallinie Ralf Lõoke, współwłaściciel pracowni Salto.

Teatr Miejski w Tallinie, proj. Salto arhitektuuribüroo
Autor: Magda Mojduszka/ Archiwum prywatne

Konserwator i inwestor mają przepisy, architekt ma zmartwienie

Otóż krótko przed konkursem określono zakres projektu i ramy czasowe procesu projektowego dla inwestycji. Później konserwator zabytków uznał jednak, że obiekt jest zbyt ważny i że w tym samym czasie oraz w tym samym budżecie architekci muszą przygotować również rysunki wykonawcze. W praktyce było to zadanie niemożliwe do wykonania. Zapytaliśmy więc klienta, czy możemy jakoś podzielić ten proces. Odpowiedź brzmiała: nie, nie można zmienić warunków umowy określonych w przetargu. W gruncie rzeczy oznaczało to odpowiedź: to wasza wina, że wzięliście udział w konkursie – relacjonował Ralf Lõoke.

Na szczęście pojawiło się trzymiesięczne opóźnienie związane z postępowaniem dotyczącym zamówienia. Pomyśleli, że to dla nich szansa. Mają dodatkowe trzy miesiące, mogą zacząć wcześniej, biorąc całe ryzyko na siebie, i dzięki temu ukończyć projekt. Z entuzjazmem przedstawili ten pomysł klientowi, czyli miastu, które odpowiedziało: oczywiście możecie to zrobić na własne ryzyko, ale my nie mamy obowiązku tego zaakceptować. W gruncie rzeczy oznaczało to, że my jesteśmy w beznadziejnej sytuacji, a inwestor może zrobić, co chce – kontynuował opowieść architekt.

Jakby tego było mało, ktoś zdecydował, że będzie to projekt pionierski, w którym zostanie wykorzystane skanowanie laserowe oraz modelowanie BIM. To naprawdę dobry pomysł, ale być może należało najpierw wypróbować go na czymś mniejszym i nie aż tak starym. Być może należało też wydłużyć czas realizacji projektu. I być może lepiej byłoby, gdyby teatr wyprowadził się z budynku, zanim rozpoczęliśmy skanowanie – mówił Ralf Lõoke. Ostatecznie, pracując do późnych godzin, udało im się przygotować rysunki wykonawcze w wyznaczonym terminie.

Teatr Miejski w Tallinie, proj. Salto arhitektuuribüroo
Autor: Magda Mojduszka/ Archiwum prywatne

Kiedy pojawia się frustracja

Kiedy wszystko w kwartale teatru zostało odkopane i oczyszczone, okazało się, że sytuacja nie wygląda dokładnie tak, jak się spodziewali. Musieli więc przygotować kolejny pakiet rysunków wykonawczych, tym razem dostosowanych do zastanej rzeczywistości. Za każdym razem, kiedy próbowali gdzieś poprowadzić rurę albo przewód, odkrywali kolejne zabytkowe elementy, które należało zbadać. Proces budowy się więc wydłużał, ale za tym nie szło zwiększenie budżetu przeznaczonego na projektowanie i nadzór. W założeniach do przetargu i konkursu zapisano, że w starej części będą wykonywać właściwie tylko kosmetyczne naprawy. Tymczasem w trakcie realizacji musieli zbudować kolejną kondygnację piwnic pod istniejącymi piwnicami XVI-wiecznych budynków. Odkrywali też stare studnie, w których nadal znajdowała się woda. To wszystko w połączeniu z poczuciem odpowiedzialności za projekt ważny dla miasta i mieszkańców oraz świadomością ograniczeń biurokratycznych powodowało frustrację.

Bo mimo wszystko nadal czujesz, że musisz podtrzymywać życie na tallińskim Starym Mieście. Musisz stworzyć demokratyczną przestrzeń dla ludzi, którzy idąc ulicą, będą mogli zajrzeć na dziedziniec bez kupowania biletu. I zaczynasz się zastanawiać, komu właściwie służy to, że proces projektowy jest całkowicie nieelastyczny. Nie możesz przecież niczego zmienić zgodnie z rzeczywistą sytuacją. Za to podczas budowy wszystko staje się elastyczne, możesz zrobić wszystko 

– wymieniał Ralf Lõoke.

I właśnie dlatego – jak z przekąsem podsumował architekt – w trakcie całego procesu nie było dla niego ważne myślenie o innowacyjnych pomysłach i czerpanie przyjemności z projektowania. Jego najistotniejszym zadaniem stało się zapewnienie w biurze wystarczająco dużo innych zleceń, aby móc sfinansować projektowanie teatru.

Czytaj też: Miała być czarna kostka przy białej, ale zmienią projekt? Powstaje gmach teatru TR Warszawa

Proces powstawania był więc długi: od wygnanego konkursu w 2018 roku do otwarcia w październiku 2025. Symboliczne jest to, że otwarcia nie zorganizowano wokół jednej premiery w jednej przestrzeni. Teatr przygotował pięć różnych scen, co miało odpowiadać jego tradycji różnorodności, którą uszanowali i zaakcentowali w swoim projekcie architekci.

Teatr Miejski w Tallinie, proj. Salto arhitektuuribüroo
Autor: Magda Mojduszka/ Archiwum prywatne

Kameralny teatr z otwartym dziedzińcem

Zadanie było wymagające i wymagało delikatności. Jak zachować wyjątkową średniowieczną zabudowę przy jednoczesnym spełnieniu współczesnych wymagań przestrzennych popularnego teatru? Teatru, którego charakterystyczną cechą jest mnogość niewielkich przestrzeni funkcjonujących w różnych konfiguracjach?

Jedną z najważniejszych miejsc kompleksu stał się dziedziniec – otoczony murami i wieżami Starego Miasta, projektowany z myślą o letnich spektaklach i koncertach. Dawny głęboki wykop ze sceną plenerową został zasypany i podniesiony do poziomu ulicy. Dach podziemnej części ukształtowano tak, że tworzy amfiteatr. To pierwsza rzecz, którą widać po wejściu na dziedziniec. Czarny, lekki w formie, o dość stromych stopniach, na których – nawet w pochmurne dni – czas spędzają mieszkańcy. W trakcie imprez pomieści nawet 500 widzów. W narożniku dziedzińca znajduje się lustrzana elewacja nowej klatki schodowej z windą. Obok zlokalizowano szklany pawilon, dzięki któremu można zajrzeć da środka. I to właśnie tam, sześć metrów pod ziemią, kryje się to, co jest dla Teatru Miejskiego najważniejsze – dwie sceny. Główna scena na ponad 350 miejsc została pogłębiona, rozbudowana i wyposażona w wieżę sceniczną, mniejsza – na około 130 – to ma postać typu black box. Obie nowe sale projektanci połączyli wielokondygnacyjnym atrium. Dzięki jego otwarciom i przekształceniom całe założenie zyskało spójny przekaz. Wnętrza kryją także kilka innych sal oraz przestrzenie wspólne: foyer, kawiarnię, restaurację, pomieszczenia obsługi widzów, a nawet saunę z basenem. Całość została skomunikowana m.in. nową klatką schodową z windą, umożliwiającą dostępność z poszczególnych poziomów.

Teatr Miejski w Tallinie, proj. Salto arhitektuuribüroo
Autor: Magda Mojduszka/ Archiwum prywatne

Gra architektury z miastem

Tak jak dla aktora ważne jest utrzymanie bliskości z widzem, tak dla teatru istotne było zachowanie subtelnej relacji z tkanką miasta. Architekci mogli tę relację zinterpretować w sposób spektakularny, jak przystało na placówkę o takich zasięgach i zaprojektować monumentalny gmach. Zdecydowali się na gest odwrotny – największą kubaturę ukryli pod ziemią, a na powierzchni pozostawili miasto – z zarysami dawnych fundamentów kamienic. Uwagę przyciągają konstrukcje o dużych rozpiętościach oraz wypełniona szkłem luka w pierzei od strony Aida (powstała po zniszczeniach z 1944 roku), przez którą światło dzienne dociera na niższe poziomy, a jednocześnie z ulicy otwiera się widok na dziedziniec i wieżę sceniczną.

Czytaj też: Muzeum Narodowe w Estonii

Architektom zależało na uszanowaniu zastanej przestrzeni. Aby nie wprowadzać do historycznego dziedzińca kolejnej dominującej warstwy wizualnej, zaproponowali pokrycie elewacji klatki schodowej materiałem lustrzanym. Efekt jest odczuwalny fizycznie i symbolicznie. Powierzchnia odbija zabytkowe fasady otaczające dziedziniec oraz rosnący tam stary dąb, przez co bryła optycznie „znika” w otoczeniu. Fasada rejestruje też nas, stojących w tym kontekście, niejako puszczając do nas oko i sugerując: Popatrz, Ty też możesz być aktorem – swojego życia. Przecież to tak niewiele kosztuje.

Makieta Teatru Miejskiego, proj. Salto arhitektuuribüroo, na Wystawie Głównej Biennale w Tallinie
Autor: Martin Siplane/ Materiały prasowe Makieta Teatru Miejskiego, proj. Salto arhitektuuribüroo, na Wystawie Głównej Biennale w Tallinie

Projekt częścią wystawy głównej Biennale Architektury w Tallinie

I właśnie tutaj pojawia się interesujące połączenie z Biennale Architektury w Tallinie, podczas którego instalacja pracowni Salto była częścią wystawy głównej, a także z jego hasłem „How much?”. Proces powstawania teatru dobrze oddaje dylematy towarzyszące kuratorom wydarzenia. Pokazuje konflikt między mierzalnym kosztem teatru a trudniejszą do wycenienia wartością społeczną miejsca.

Ile warta jest architektura publiczna? Jakich zasobów potrzeba, by podtrzymywać życie publiczne w silnie chronionym środowisku historycznym? Instalacja bada niełatwą relację między kosztem a wartością budynków publicznych. Stawia pytanie o to, jak postrzegamy budżety przeznaczane na ich realizację w porównaniu z innymi inwestycjami, biorąc pod uwagę życie kulturalne, społeczne i miejskie, które dzięki budynkom publicznym może się rozwijać 

Makieta Teatru Miejskiego, proj. Salto arhitektuuribüroo, na Wystawie Głównej Biennale w Tallinie
Autor: Martin Siplane/ Materiały prasowe Makieta Teatru Miejskiego, proj. Salto arhitektuuribüroo, na Wystawie Głównej Biennale w Tallinie

– czytamy w opisie projektu Salto na Wystawie Głównej Biennale.

Czytaj też: Przeszłość pyta o koszty, architekci układają Excele. Relacja z 6. Biennale w Tallinie

A ja obchodząc kwartał Teatru Miejskiego z każdej strony, zaglądając w głębokie poziomy jego „piwnic” i przyglądając się toczącemu się tu życiu w architekturze, mam wrażenie, wszelkie koszty warto było ponieść. Ja tę wizję architektów kupuję.

Podcast Architektoniczny
Polski pawilon na Biennale Architektury w Wenecji. Świetny, potrzebny czy zbyt błahy?