Spis treści
Wystawa główna: jak sobie poradzić z postsowieckim dziedzictwem?
Pierwsze zaskoczenie przyszło wraz z wizytą na wystawie głównej biennale. Kuratorzy – Kertu Johanna Jõeste, Siim Tanel Tõnisson i Ra Martin Puhkan z estońskiego Stuudia TÄNA wspólnie z estońskim architektem Markiem Aleksandrem Fischerem oraz austriacką badaczka przestrzeni Mirą Samonig – na scenografię ekspozycji wybrali obiekt przedziwny – Linnahall. Z jednej strony niszczejący, obskurny, zalatujący stęchlizną, z drugiej – monumentalnie tkwiący na wybrzeżu stolicy małego państwa graniczącego z Rosją. Cień tego pęknięcia pomiędzy tym, co nordyckie, a tym, co poradzieckie i związanych z tym absurdów widoczny był podczas całego programu Weekendu Otwarcia, na który składało się m.in. zwiedzanie wystawy głównej, pawilonu, prac studenckich oraz sympozjum Sounds Expensive. Dodatkowego rozdźwięku dodaje temu fakt, że wszyscy kuratorzy urodzili się w latach 90., poniekąd więc ich pamięć, tożsamość, postrzeganie dziedzictwa przykrył kurz współczesności.
Tymczasem Linahall, czyli Pałac Kultury i Sportu im. Włodzimierza Lenina, to kłopotliwe dziedzictwo czasów ZSRR, o których Estończycy chcą zapomnieć. Projekt Raine Karp i Riiny Altmäe powstał z myślą o igrzyskach olimpijskich w Moskwie w 1980 roku. Miał pomieścić 6 tys. osób i służyć jako przestrzeń dla różnych wydarzeń kulturalnych i sportowych. Z czasem utrzymanie takiego molocha stało się jednak niemożliwe i od niemal 30 lat stoi on pusty, od czasu do czasu tylko będąc miejscem organizacji wydarzeń kulturalnych, np. koncertów. Linnahall kłopotliwy jest również dla władz miasta, które szukają pomysłu i pieniędzy na jego nowe funkcje. Przebudowanie, zburzenie albo pozostawienie budynku w obecnym – wszystkie scenariusze wiążą się z niebotycznymi kosztami.
Czytaj też: Ile naprawdę kosztuje architektura? Dowiemy się we wrześniu podczas 8. Biennale Architektury w Tallinnie
Hotel? Centrum konferencyjne? Stałe lądowisko dla helikopterów? W tym zestawieniu pomysł na organizację wystawy głównej biennale może zakrawać na szaleństwo. Ale – jak podkreślają kuratorzy – idea choć wydawała się kłopotliwa, została zrealizowana i teraz – jeszcze do końca listopada – w Linnahall można oglądać wybrane przez nich projekty z całego świata, które miały za zadanie odpowiedzieć na pytanie: How much? Niektóre z nich – zrobiły to bardzo dosłownie – jak w przypadku projektu zespołu kuratorskiego TAB – How much? – 2.5 Milions. Zauważyli, że jednym z największych kosztów obiektu byłby remont przeciekającego dachu – to kosztowałoby 2,5 mln euro, czyli tyle, ile wynosi 2% tallińskiego budżetu na planowane inwestycje w tym roku. Inwestycję na podobną skalę przeprowadzono w odniesieniu do miejskich bastionów i średniowiecznych murów. Jak podkreślają: Naprawa dachu z pewnością nie rozwiąże wszystkich problemów Linnahall, ale nikt nie zostawiłby dachu swojego domu bez naprawy tylko dlatego, że nie stać go na remont kuchni.
Tymczasowy pawilon: luksus może być prosty
Jest też przykład innej przestrzeni Tallina, innych wartości i kontekstów. To tymczasowy pawilon, który na Biennale postawiono przy Estońskim Muzeum Architektury, w środku kwartału Rottermani – nowoczesnej, dynamicznej części miasta w dużej mierze zbudowanej ze szkła i aluminium, którą mijałam o każdej porze dnia i nocy, i zwykle nie spała. Resonance japońsko-chińskiego (choć wykształconego też w Europie) duetu Aru Ma- Architects został wybrany spośród 130 zgłoszeń z całego świata (polskich śladów tu nie dostrzegłam, podobnie jak w przypadku innych wątków tegorocznego Biennale). W tym zgiełku miasta pawilon stanowi cichą, intymną enklawę, przestrzeń refleksji, namiastkę wspólnoty. Intencją autorów było udowodnienie, że luksus przestrzenny można osiągnąć przy bardzo skromnym budżecie, a pomysłowość i precyzja projektowa mogą zastąpić drogie budulce. Wykorzystali więc proste materiały, choć w niekonwencjonalny sposób: pręty zbrojeniowe, linę, sklejkę oraz wapień. Architektura pawilonu oparła się na precyzyjnie zbalansowanej strukturze cięgnowej, zakotwiczonej wokół centralnego, wapiennego rdzenia. Całość dynamicznie reaguje i współgra ze światłem i dźwiękami, sprawiając, że przestrzeń „wibruje” i żyje wraz z otaczającym ją środowiskiem. Rezonuje z nim.
Instalacja ma pozostać otwarta w Tallinnie przez rok. Jak podkreślają architekci z Aru Ma- Architects po zdemontowaniu jej komponenty mają zostać ponownie wykorzystane lub poddane recyklingowi, aby nie generować odpadów. To kluczowy element manifestu ekologicznego twórców.
Sympozjum: Czy to brzmi drogo? Czy to brzmi znajomo?
Watki, które wybrzmiały podczas prezentacji projektów na wystawie głównej w Linnahall i na otwarciu tymczasowego pawilonu Resonance, splotły się podczas sympozjum Sounds Expensive. Wydarzenie miało miejsce w budynku Estońskiej Akademii Sztuk Pięknych, projektu KUU Architects, który w 2019 roku był nominowany do nagrody im. Miesa van der Rohe. Dawna fabryka tekstyliów Rauaniidi, zaprojektowana w latach 30. XX wieku przez Eugena Habermanna, została przekształcona w otwarty kampus uniwersytecki, który dzięki połączeniu trzech głównych brył wspólnym „sercem” i systemem komunikacji sprzyja interakcji. Można to uznać za symbol tego, co miało miejsce podczas sympozjum.
Czytaj też: Mistrzowie Architektury w Tallinnie
Trzy obszerne wykłady – profesorki architektury na Uniwersytecie w Toronto Claire Zimmerman, architektów i badaczy Thomasa Floresa i Mathiasa Palazziego z Francji oraz pisarza, krytyka i kuratora Phineasa Harpera z Wielkiej Brytanii – zarysowały obszary do dyskusji. Towarzyszyły im prezentacje wybranych projektów wystawy głównej, m.in. Avarrus Arkkitehdit z Finlandii, Max von Werz Arqutectos z Meksyku, Mantasa Peteraitisa z Litwy czy estońskich pracowni KAVAKAVA i SALTO Architects. A kontekst jest taki, że pytanie „Jak dużo?” wykracza poza cenę samej budowy i prowadzi do szerszej refleksji nad wartościami, dostępnością cenową, odpowiedzialnością architektów za swoje projekty, a także nad tym, czy na pewno wszyscy płacimy za swoje rachunki. Brzmi znajomo?
Poczucie sensu / poczucie humoru
Czasu, by wyrobić własne zdanie na to, jak dużo warto zapłacić za architekturę, zostało całkiem dużo. Biennale trwa w Tallinie do 30 listopada. Warto odwiedzić stolicę kraju, który wymyślił Skype’a, Wise’a czy Bolta i którego architektura wykracza poza ramy, jakie nadała jej historia. Mam wrażenie, że broni się ironią. Jedna z kuratorek – Mira Samonig – podzieliła się ze mną refleksją, że humor i satyra mają kluczowe znaczenie dla przetrwania i krytycznej refleksji, szczególnie w kontekście gwałtownych przemian społecznych. Może dlatego w katalogu biennale umieszczono memy, traktując je jako swoiste „lustro”, ułatwiające autorefleksję oraz pozwalające krytycznie przyjrzeć się temu, czy sami nie reprodukujemy zjawisk, które potem zamierzamy poddawać krytyce.