Architektura MuratorArchitekciZawód architekt: Stanisław Sipiński

Zawód architekt: Stanisław Sipiński

Gdy inwestor powierza mi pół miliarda euro, to nie są żarty. Dlatego unikam formułowania myśli o kompromisie w tym zawodzie

Państwa biuro chwali się, że zaprojektowało obiekty o łącznej powierzchni użytkowej 800 000 m 2 . Co się kryje za tym imponującym wynikiem?

W ramach tej szalonej liczby są między innymi domy mieszkalne, choćby osiedle Żurawiniec, w którym budynki mają od 3 do 10 mieszkań, ogromne tarasy, patia wewnętrzne. Tego typu budownictwem zajmowaliśmy się przez ostatnie 14 lat. Powstało około 1000 mieszkań, co daje 70-80 000 m 2 . Dalej: Galeria Handlowa Malta – 160 000 oraz poznańskie biurowce – Centrum Biznesu, pierwszy komercyjny budynek w Poznaniu, zespół biurowo-hotelowy Andersia, czyli trzy obiekty, każdy około 20 000, biurowiec Delta – 16 000, budynek Skalar, który w 2011 roku w konkursie organizowanym przez International Property Awards został uznany za najlepszy biurowiec w Europie – 20 000. Szpitale, w których specjalizuje się Ewa – 12 000. Dworzec autobusowy z gigantyczną wiatą – 15 000, poza tym mosty, wiadukty nad terenami kolejowymi. To są najważniejsze rzeczy.

Jak się kieruje firmą z tak dużym „przerobem”?

Na stałe pracuje u nas 20 architektów. Tworzą dużo opracowań, co skutkuje zaangażowaniem wielu branż: drogowców, instalatorów, zieleniarzy. W szczycie zdarzało się zatrudniać 140 inżynierów. Nigdy nie spóźniliśmy się z wypłatą, nie zawiedliśmy podwykonawców. W tak dużej firmie sztuką jest utrzymanie płynności finansowej. Jednocześnie musi być wykonywane minimum 5 projektów, żeby się to wszystko nie rozpadło. Funkcjonujemy na zasadzie sinusoidy, w kryzysie schodzimy na niższy pułap.

Czy związki z deweloperami to są trudne związki?

Oczywiście zdarzają się tacy, którzy stawiają niewdzięczne z pozoru zadania. Ale wieloletnia współpraca tworzy zaufanie. Mówią czego sobie życzą, a my nigdy nie mamy problemów polegających na tym, że robimy coś, co byłoby sprzeczne z naszym myśleniem. W przypadku galerii Malta długo poszukiwaliśmy formy, która znajdzie zrozumienie u inwestora, 11 razy rysowaliśmy ten budynek na etapie koncepcji. Wreszcie zaproponowaliśmy grafikę, która była transpozycją Guerniki Picassa. I to ich przekonało.

Guernica na galerii handlowej?

A dlaczego nie? Malta to nie Kaufland, to zupełnie inna jakość, nie ma nic wspólnego z wyciskaniem metrów kwadratowych. Ilość pustej przestrzeni w tym obiekcie jest bardzo duża.

Wojna, śmierć i... zakupy?

Użyliśmy tej grafiki do dyskusji z deweloperem jako pewnej przenośni, żeby pokazać typ przedstawienia graficznego. W dyskusji trzeba czasem mocno poruszyć rozmówcą. W końcu powstał rysunek sportowców. Mamy największą w Europie grafikę ścienną, która dynamizuje tę wielką bryłę.

A największy kompromis w karierze?

Andersia. Projekt z 2002 roku i realizacja z 2006 przypadły na dwa kolejne kryzysy, inwestor szukał maksymalnych oszczędności. Dlatego budynek jest o 12 metrów niższy niż planowaliśmy, zamiast podwójnej szklanej fasady na całym obwodzie ma fasadę segmentową, no i nie ma baru na dachu. Efekt jest inny od zamierzonego, ale funkcja się broni. Gdy inwestor powierza mi pół miliarda euro, to nie są żarty. Architekta powinna cechować pokora, dlatego unikam formułowania myśli o kompromisie w tym zawodzie.

Zaczynał Pan pracę w poznańskiej pracowni prof. Jerzego Buszkiewicza. Jakie doświadczenia Pan stamtąd wyniósł?

To pierwsze osiem lat mojego życia zawodowego. Profesor był wielką osobowością. To on mnie zaprosił i było to wielkie wyróżnienie. Było nas tam trzech absolwentów pełnych idei, za które dalibyśmy się zarżnąć. Mieliśmy wczesne lata 80. Pierwszy mój budynek to był węzeł cieplny. Zastosowałem w nim cegłę, buntując się wobec wielkiej płyty. Kombinat, który to budował na cały rok miał 20 000 cegieł, za mało na ten budynek. Ale się udało. Trzeba było nieustępliwości, żeby przejść przez skostniały Inwest-Projekt, przekonać kombinat. Zbudowaliśmy też dzielnicę mieszkaniową dla fabryki Układu Warszawskiego w Bolechowie, która była novum w tamtych czasach. Ma ona formę miasta na planie krzyża, rynek i małe kamieniczki z elementów wielkopłytowych. Profesor podkreślał znaczenie bezkompromisowości i niezależności w tej profesji. To tam nauczyłem się myślenia niepodążającego utartymi ścieżkami.

Wspomniał Pan o ideach. Co z nich zostało po 30 latach pracy?

W budynku Atanera (największego dewelopera w Poznaniu) wszystkie mieszkania sprzedały się w ciągu trzech miesięcy. Skoro ludzie chcieli wydać pieniądze, to znaczy, że stworzyliśmy tam ludzką przestrzeń, dobrą do zamieszkania. Ewa jest pod tym względem mistrzem świata. W Żurawińcu działa sąsiedzka grupa, która ma święto ulicy, jest zżyta z miejscem. A nasze projekty na wystawie Zapis idei prezentowało Muzeum Narodowe. Mamy tę radość w życiu, jaką daje wolność – to moim zdaniem największa wartość.