Architektura MuratorKrytykaInspiracja wolna od banału - o Muzeum Ognia Antoni Domicz

Inspiracja wolna od banału - o Muzeum Ognia Antoni Domicz

Teren był tak pocięty sieciami podziemnej infrastruktury, że dla budynku pozostawał jedynie jego wąski, nieregularny fragment. Decyzja o odstąpieniu od realizacji była blisko, jednak iskra architektonicznego konceptu biura OVO Grąbczewscy wznieciła płomień zapału inwestycyjnego. Planowany początkowo prosty, modernistyczny pawilon miejskiej informacji turystycznej zamienił się w ogniste muzeum – pisze architekt Antoni Domicz.

Muzeum Ognia w Żorach
Muzeum Ognia w Żorach. Jedna ze szczelin prowadzących do holu głównego została przeszklona, dzięki czemu do wnętrza dociera więcej światła dziennego; fot. Tomasz Zakrzewski / archifolio.pl

Historia projektu Muzeum Ognia po raz kolejny udowadnia, że trudności na drodze do realizacji mogą przyczynić się do powstania wartości, których w inny sposób nie dałoby się osiągnąć. Wyznaczona dla obiektu działka, położona przy ruchliwej trasie komunikacyjnej z Katowic do Wisły, okazała się wyjątkowo trudna do zagospodarowania. Teren był tak pocięty sieciami podziemnej infrastruktury, że dla budynku pozostawał jedynie jego wąski, nieregularny fragment. Decyzja o odstąpieniu od realizacji była blisko, jednak iskra architektonicznego konceptu biura OVO Grąbczewscy wznieciła płomień zapału inwestycyjnego. Planowany początkowo prosty, modernistyczny pawilon miejskiej informacji turystycznej zamienił się w ogniste muzeum.

Pomysł autorów na funkcję obiektu wydaje się niezwykle trafny. Już sama nazwa miasta Żory ma swój historyczny rodowód związany z ogniem. Osadom powstałym w wyniku wypalania (wyżarzania) lasów nadawano adekwatne do tego nazwy. Dodatkowo w rocznicę katastrofalnego pożaru, który 11 maja 1702 roku zniszczył centrum miasta, odbywają się uroczyste procesje z pochodniami i świecami. Spektakularne Święto Ogniowe w Żorach gromadzi tysiące mieszkańców i turystów na wieczornych przedstawieniach i okolicznościowych imprezach.

Materializowanie funkcji formą budynku jest kuszące i czasem doprowadza do humorystycznych efektów (patrz: amerykańskie budki z hot dogami w kształcie hot dogów), jednak w tym przypadku uniknięto dosłowności. Inspiracja ogniem jest czytelna, ale wolna od banału; nie jest tylko scenograficznym tłem, lecz służy kreacji oryginalnej formy. Mimo dekonstruktywistycznego rozczłonkowania, budynek jest jednorodny, a koncept spójny i szczery. Efektowna bryła przyciąga uwagę płaszczyznami laminowanej, błyszczącej blachy miedzianej. Na połamanej elewacji odbijają się światła przejeżdżających obok samochodów, a słońce gra swój spektakl zależny od pogody i pory dnia.

Jednak dopiero wieczorem iluminowany obiekt naprawdę zachwyca, emanując ognistym blaskiem. Prawdziwe Muzeum Ognia. Mimo pozornego zamknięcia, obiekt jest dostępny z paru kierunków. Przeszklone wnęki prowadzą nas do centralnego holu, z którego promieniście (płomieniście) rozchodzą się skrzydła pomieszczeń muzealnych i jednobiegowe schody zawieszone w przestrzeni dolnej kondygnacji. Ukształtowany w myśl zasad architektury parametrycznej sufit holu stanowi jego główną ozdobę, a jednocześnie, dzięki półprzezroczystej powłoce, zapewnia dyskretne oświetlenie wnętrza.

Sama wystawa muzealna została rozplanowana na poziomie -1. To też szczęśliwy zbieg okoliczności, efekt struktury gruntu na działce będącej kiedyś wysypiskiem śmieci. Już w trakcie realizacji podjęto decyzję, by zamiast palowania czy kosztownej wymiany podłoża powiększyć po prostu obiekt o kondygnację podziemną. Powierzchnia wystawowa nie jest zbyt obszerna, ale jest tak nasycona multimedialnymi atrakcjami, że angażuje uwagę zwiedzających na parę godzin. Ściany wykonane z surowego betonu architektonicznego zostały wzbogacone wielkogabarytowymi monitorami i planszami przedstawiającymi historię, legendy i mity związane z ogniem. Profesjonalnie przygotowana ekspozycja adresowana jest zarówno do najmłodszych dzieci, jak i młodzieży i dorosłych.

Prowadząca z Katowic do Wisły droga krajowa nr 81, przy której położone są Żory, obfituje w liczne turystyczne atrakcje przeznaczone dla tak zwanego masowego odbiorcy. Na ranczu dinozaurów wyrastają plastikowe sfinksy, a wesołe miasteczka kuszą rozrywkami w otoczeniu obiektów typu „wanna z kolumnadą”. W tym kontekście budynek nowego Muzeum Ognia w Żorach staje się niezwykle ważnym głosem. Udowadnia, że można inaczej, że tego masowego odbiorcę warto potraktować poważnie, zapewniając mu także emocje obcowania ze sztuką architektury.

Muzeum Ognia w Żorach
Multimedialna wystawa projektu biura AdVenture Multimedialne Muzea wypełnia betonowe wnętrza kondygnacji podziemnej; fot. Tomasz Zakrzewski / archifolio.pl
Muzeum Ognia w Żorach Na elewacji budynku odbijają się światła przejeżdżających obok aut, a słońce gra swój spektakl zależny od pogody i pory dnia. Jednak dopiero wieczorem iluminowany obiekt naprawdę zachwyca, emanując ognistym blaskiem. Prawdziwe Muzeum Ognia – o skomplikowanych uwarunkowaniach terenu, które zdeterminowały abstrakcyjną formę pawilonu, a następnie jego funkcję, doskonałej współpracy architektów z inwestorem, opartej na szacunku i dostarczaniu sobie inspiracji, a także umiejętnym poruszaniu się projektantów między różnymi konwencjami piszą Antoni Domicz i Krzysztof Mycielski.
Muzeum dla przejezdnych - o Muzeum Ognia Krzysztof Mycielski W nieogarniętej przestrzeni biegnącej przez Żory krajowej drogi nr 81 budynek wybił się dzięki swojej krzykliwej, dekonstruktywistycznej formie. W tym sensie budzi skojarzenia z realizacjami Franka Gehry’ego, który tworząc swoje ekstrawaganckie bryły, zakochiwał się w chaosie przedmieść Los Angeles i w składach portowych Bilbao – pisze architekt i krytyk architektury Krzysztof Mycielski.
O konstrukcji Muzeum Ognia – Ewa i Lucjan Cylupowie oraz Marek Szmigielski Już w trakcie realizacji inwestor i architekt podjęli decyzję, aby budynek wykonać jako dwukondygnacyjny, posadowiony bezpośrednio na gruntach rodzimych. Obiekt został więc przeprojektowany. Rozważana na tym etapie koncepcja realizacji pawilonu z prefabrykatów upadła, gdy okazało się, że trzeba byłoby wykonać około 100 różnych geometrycznie płyt, a dla każdej stworzyć osobną formę – piszą konstruktorzy budynku.
Funkcja podąża za formą - o projekcie Muzeum Ognia Barbara i Oskar Grąbczewscy Nasza praca polegała na wymyśleniu idei, nadaniu jej formy architektonicznej, a następnie na nieustannym adaptowaniu i dopasowywaniu funkcji do formy. Istotą ognia jest ruch i zmienność i to właśnie próbowaliśmy uchwycić w naszym projekcie – piszą główni autorzy budynku.