Architektura Muratorarchitektura25Z biblioteki "A-m": Dom w Lublinie

Z biblioteki "A-m": Dom w Lublinie

Choć z perspektywy współczesnego architekta willa zaprojektowana została w sposób irracjonalny, to jest ona wynikiem rzadko spotykanego w Polsce autorskiego myślenia, dziełem na wskroś oryginalnym. Co więcej, nie można oprzeć się wrażeniu, że dobrze się w niej mieszka.

Dom w Lublinie
Główne wejście do budynku, widok od strony wschodniej. Fot. Wojciech Kryński
Dom jednorodzinny Casa Olajossy ossia Villa in FortezzaLublin
AutorzyDariusz Kozłowski, Tomasz Kozłowski
KonstrukcjaS. Karczmarczyk, J. Wejchert, W. Mruk
Generalny wykonawcaARKUS – Lublin
InwestorLidia i Marcin Olajossy
Powierzchnia terenu800.0 m²
Powierzchnia zabudowy149.0 m²
Powierzchnia użytkowa428.0 m²
Powierzchnia całkowita:508 m2
Kubatura:1100 m3
Projekt1999-2001
Data realizacji (początek)2006
Data realizacji (koniec)2011
Koszt inwestycjinie podano

Autorzy tego budynku sugerują, że zadowoliłby on Adolfa Loosa. Myślę, że ów niezmordowany polemista i prekursor modernistycznego pragmatyzmu raczej zgrzytałby zębami. Dom jest irracjonalny – ma aż cztery kondygnacje i całą masę biegów schodowych do pokonania, chociaż stoi na obszernej działce, parter oddzielono tu od ogrodu betonową ścianą, a salon zlokalizowano na piętrze. Wtłoczenie funkcji w sztywną geometrię, niepełniąca żadnej praktycznej roli masywna, abstrakcyjna, żelbetowa dekoracyjność, przerost formalizmu – to oczywiste zarzuty, jakie postawi tej realizacji szanujący się współczesny neomodernista.

Jednocześnie willa ta, zaprojektowana przez zespół Dariusza Kozłowskiego, jest wynikiem rzadko spotykanego w Polsce autorskiego myślenia, dziełem na wskroś oryginalnym. Co więcej, nie można oprzeć się wrażeniu, że wcale dobrze się w niej mieszka. Jego dodatkową wartość stanowią wnętrza o nastroju budowanym grą wsączającego się słońca i przenikających się przestrzeni oraz rzadkie doznania estetyczne związane z zastosowaniem surowych materiałów wykończeniowych. W tak indywidualistycznej architekturze liczy się jednoznaczna decyzja.

Dom w Lublinie
Zwieńczenie elewacji od strony frontowe. Fot. Wojciech Kryński

Dom określany przez autorów jako villa in fortezza jest sześcianem ukrytym w walcu. Obie bryły niemal się dotykają, co daje ekspresyjny efekt zwłaszcza w miejscach, w których ponacinany walec odsłania schowane tuż za nim krawędzie sześcianu. W środku odczuwa się niemal zmysłowo masywną i surową skorupę walca osłaniającą od zewnątrz mieszkańców i dającą im poczucie bezpieczeństwa. Mało atrakcyjne otoczenie, zdominowane słabej jakości podmiejską architekturą, w niewielkim stopniu ingeruje we wnętrza. Walec poprzez wycięcia przepuszcza słońce, które smugami penetruje pomieszczenia i, przenikając przez pootwierane na siebie widokowo kondygnacje, wzmacnia i tak wyjątkowy w tym domu efekt trójwymiarowości. Naturalnej iluminacji sprzyja surowa kolorystyka ścian, stropów i podniebień biegów schodowych, pokrytych białym tynkiem bądź pozostawionych w surowym betonie. Zawijające się wokół komina samonośne schody, łączące salon na pierwszym piętrze z położonymi nad nim sypialniami, stanowią przestrzenną rzeźbę i kulminację wnętrza.

Surowy beton, z którego wykonano półmetrowej grubości ściany walca, podkreśla siłę autorskich decyzji. Ściany wylano w tradycyjnym deskowanym szalunku, uzyskując corbusierowski efekt betonowej faktury z odciśniętymi słojami drewna, organiczny w swoim wyrazie zwłaszcza tam, gdzie słoneczne światło pada pod ostrym kątem, podkreślając nierówności lica. Motywy zaczerpnięte z brutalistycznych projektów Le Corbusiera, za każdym razem twórczo przetworzone przez autorów, pojawiają się w kilku miejscach – w zastosowaniu czystych kolorów, w żelbetowym ogrodzeniu i będącej jego częścią abstrakcyjnej, ekspresyjnej rzeźbie podkreślającej wejście na teren posesji.

Patrząc na dorobek Dariusza Kozłowskiego, w którym najważniejsze było Wyższe Seminarium Duchowne Zgromadzenia xx. Zmartwychwstańców w Krakowie – na początku lat 90. sztandarowe dzieło polskiego postmodernizmu – widać, że pomimo zmieniających się mód, architekt ten pozostał sobą. Lubelska willa, której forma ostentacyjnie nie wynika z funkcji, może dziś zaskakiwać. Język architekta, zarówno formalny, związany bezpośrednio z zawodowym warsztatem, jak i literacki, którym opisuje on idee domu, może wydać się archaiczny. I tak postawa autora ponadczasowo ujmuje swoją bezkompromisowością. Właściciele willi głęboko utożsamiają się z tym jedynym w swoim rodzaju miejscem, a przecież o to właśnie chodziło trzy dekady temu, gdy szukano form dalekich od otaczającej sztampy i o to chodzi też dziś ponad panującymi konwencjami.

Dom w Lublinie
Widok budynku z bramą wjazdową od strony północnej. Fot. Wojciech Kryński

Założenia autorskie:

Są dwie rzeczy, które należą do architektury: grobowiec i monument; wszystko inne, jeżeli nawet służy czemukolwiek, powinno być wyrzucone ze świata sztuki, orzekł Adolf Loos („Architektur” 1910). Zgodnie z tym, poszukiwania kształtu domu rozpoczęto w przestrzeni zawartej gdzieś pomiędzy grobowcem a monumentem, tak by zadowolić Loosa i pozostać w sferze architektury. W stwierdzeniu wielkiego architekta odnaleziono także początek łańcucha właściwości przestrzeni architektury, które układają się w zbiór przeciwieństw nakazujący opowiedzenie się za jedną z tych cech. Najpierw odnaleziono tam twierdzę, rzecz architektoniczną przeznaczoną jednocześnie do zamieszkiwania i schronienia, twierdzę jako przeciwieństwo pałacu, odrzucając wystawność kojarzącą się z tym ostatnim. Z tego także powodu wybrano dom, a nie rezydencję, a z racji położenia poza miastem – opowiedziano się za willą, a nie za pałacem. Zupełnie osobisty wybór wskazał raczej na ołtarz niż bunkier, a z kolei raczej bunkier niż schron. Tak objawił się obraz i zamku, i fortecy. Opowiedziano się za elewacją, a nie za fasadą, równocześnie pozostając pod nieprzemijającym urokiem maski, a nie twarzy, pojmując elewację jako delikatną warstwę o formie niezależnej od kształtu użyteczności. Wybrano formę otwartą. Zaproponowano grę w otwarte-zamknięte, także grę w zewnętrzne-wewnętrzne i w odsłanianiezasłanianie. Opowiedziano się za: labiryntem jako zaprzeczeniem przejrzystości i bardziej za zamkniętym niż otwartym, nie pozostając jednak w sprzeczności z wyborem odsłaniania jako przeciwieństwa zasłaniania. Wybór dotyczący otoczenia domu wskazał raczej na ogród niż park. Zamieszkiwanie jawi się bardziej jako podróż niż spacer lub przechadzanie się, gdzie podróżując, można odkrywać wciąż nowe konfiguracje form.

Dariusz Kozłowski

Dom ze starej stodoły projektu Wrzeszcz Architekci Architekci wykorzystali cegłę ze starej poniemieckiej stodoły, tworząc współczesny dom dla młodej rodziny z dwójką dzieci inspirowany tradycyjnym budownictwem Wielkopolski.
Zet Dom w warszawskim Wawrze Wśród heterogenicznej zabudowy willowej dzielnicy Warszawy powstał neomodernistyczny dom obłożony białym klinkierem. Za projekt obiektu odpowiada pracownia Paweł Lis Architekci.
Dom na skarpie w Płocku Dom na skarpie to jedna z ostatnich realizacji warszawskiej pracowni MAG Architekci. Wkomponowany w zbocze budynek, otwiera się dużym przeszkleniem na malowniczy krajobraz starorzecza Wisły.
Dom Polny na Mazowszu Inspiracją dla architektów stał się kamienny mur znaleziony na działce. Podobnym materiałem wykończono frontową elewację, z którą kontrastują biała bryła dachu i wykonana z wielkoformatowych płyt posadzka tarasu – pisze Magdalena Pios.
Podążając za słońcem – o koncepcji Domu Kwadrantowego Robert Konieczny Punktem wyjścia była działka o regularnym kształcie, położona na przedmieściach wśród przeciętnej zabudowy jednorodzinnej. Usytuowaliśmy na niej prostopadłościenną bryłę, odpowiadającą życzeniom inwestorów pod względem programu funkcjonalnego. Następnie obróciliśmy część należącą do parteru, aby uzyskać możliwie jak największą prywatność od strony drogi – pisze Robert Konieczny.
Przestrzeń poruszeń – o Domu Kwadrantowym Marcin Szczelina Jeśli spojrzymy na architekturę jako na naukę o przekształcaniu przestrzeni, okaże się, że ruch jest jej nieod-łącznym elementem. Im bardziej daje się przekształcać, tym lepiej odpowiada na zmieniające się potrzeby. Ruchome części to potencjał. Dzięki ich obecności tworzy się silniejsza interakcja między użytkownikami a budynkiem – pisze Marcin Szczelina.