Borys Czarakcziew: chce dogonić Europę, wyrugować patologie i pomóc architektom więcej zarabiać. Jak zamierza to zrobić?

Powszechnie mówi się, że Europa zmieniła sposób myślenia o architekturze: zaczęto zwracać większa uwagę na jakość życia, odpowiedzialność społeczną, czy odpowiedź na kryzys klimatyczny. Tymczasem młodzi architekci w Polsce zarabiają mniej niż kasjerzy w marketach, a duża część środowiska próbuje po prostu przetrwać od miesiąca do miesiąca. Czy nowy prezes Izby Architektów RP ma pieniądze, narzędzia i determinację, żeby przełożyć diagnozy na realną zmianę? O to Artur Celiński pyta Borysa Czarakcziewa w najnowszym odcinku Podcastu Architektonicznego.

Borys Czarakcziew, prezes Izby Architektów RP. O jego wizji zmian w polskiej architekturze przeczytasz w serwisie Architektura.
Autor: Artur Celiński
Architekci w mediach — komentarz do raportu IMM I Marketing w Architekturze

Związany z Izbą niemal od początku jej istnienia

Borys Czarakcziew objął funkcję prezesa Krajowej Rady Izby Architektów RP 26 czerwca 2026 roku, wybrany podczas VI Sprawozdawczo-Wyborczego Krajowego Zjazdu IARP. Otrzymał 70 ze 110 głosów delegatów i pokieruje samorządem w kadencji 2026–2030. Z Izbą związany jest niemal od początku jej istnienia: przez trzy kadencje przewodniczył Małopolskiej Okręgowej Izbie Architektów RP, później był członkiem Krajowej Rady i jej wiceprezesem odpowiedzialnym za współpracę międzynarodową. Od ponad piętnastu lat reprezentuje Polskę w Radzie Architektów Europy oraz ENACA, a w latach 2020–2025 zasiadał w zarządzie ACE. Ma też za sobą różne doświadczenia zawodowe – od prowadzenia małej pracowni, przez współwłasność firmy projektowej, po kierowanie Miastoprojektem Kraków.

Podcast Architektoniczny
Borysław Czarakcziew chce dogonić Europę, wyrugować patologie i pomóc architektom więcej zarabiać. Jak zamierza to zrobić?

W najnowszym odcinku Podcastu Architektonicznego rozmawia z Arturem Celińskim o tym, co dziś właściwie znaczy być architektem – i dlaczego w Polsce odpowiedź na to pytanie wciąż tak bardzo różni się od tej, która coraz wyraźniej wybrzmiewa w europejskiej debacie.

Lekcja, której Polska nie zdążyła odrobić

Wraz z Nowym Europejskim Bauhausem i rosnącą świadomością kryzysu klimatycznego architektura przestała być w Europie traktowana wyłącznie jako projektowanie budynków. Coraz częściej mówi się o niej jako o narzędziu rozwiązywania problemów społecznych, poprawiania jakości życia czy budowania odporności na zmiany klimatu. Pandemia dodatkowo pokazała, jak mocno nasze zdrowie i dobrostan zależą od mieszkań, osiedli i przestrzeni, w których funkcjonujemy. Tymczasem, zdaniem Czarakcziewa, Polska nie zdążyła tej lekcji odrobić. „Europa nam zaczęła uciekać” – mówi.

Czytaj także: „Izba Architektów RP ściemnia. Znowu”. Piotr Zbierajewski o podejściu Izby do kondycji zawodu architekta

Jego diagnoza rodzi kolejne pytanie: skoro rola architekta tak wyraźnie się zmienia, dlaczego polskie instytucje i samo środowisko nie zareagowały wcześniej? I jak opowieść o społecznej odpowiedzialności wygląda w zderzeniu z codzienną praktyką projektową?

Dobrym przykładem staje się Park Avenue Apartments w Krakowie – grodzone osiedle zaprojektowane przez Czarakcziewa. Ogrodzenie, jak przyznaje, było oczekiwaniem inwestora. I właśnie tutaj rozmowa o misji zawodu przestaje być abstrakcyjna. Pojawia się pytanie o granice kompromisu: ile odpowiedzialności za ostateczny kształt przestrzeni ponosi architekt, jeśli jego wizja zderza się z wymaganiami klienta?

Problem widać jeszcze mocniej, gdy rozmowa schodzi na pieniądze. Czarakcziew mówi - architekt został w Polsce sprowadzony do roli „dostarczyciela pozwolenia na budowę”. Biura konkurują przede wszystkim ceną, a warunki proponowane przez inwestorów – również publicznych – potrafią przerzucać znaczną część ryzyka na projektantów. W jednym z przywołanych przetargów pracownia miałaby czekać na pierwszą płatność aż 36 miesięcy. W wielu innych krajach standardem są tymczasem rozliczenia miesięczne lub kwartalne. W takim systemie projektant nie tylko wykonuje usługę, ale przez wiele miesięcy faktycznie ją finansuje. A kiedy próbuje wycenić pracę tak, by uwzględnić jej rzeczywisty koszt, zawsze pojawia się ryzyko usłyszenia, że ktoś inny zrobi to taniej.

Szczególnie ważna rola samorządu zawodowego

Konsekwencje pokazuje sytuacja najmłodszych. Czarakcziew przywołuje przykład absolwenta architektury rozpoczynającego pracę za kwotę o dwa tysiące złotych niższą niż wynagrodzenie kasjera. Problem nie kończy się jednak na zarobkach. Dumping cenowy oznacza mniej czasu przeznaczonego na projekt, większe ryzyko błędów i w efekcie gorszą jakość architektury. Powstaje błędne koło: pracownie przyjmują zlecenia za zbyt małe pieniądze, a rynek dostaje kolejny argument, że ich praca najwyraźniej więcej nie kosztuje.

Czytaj także: Czy praktyki studentów muszą być darmowe? Odpowiedź Izby Architektów Rzeczypospolitej Polskiej

W tym miejscu szczególnie ważna staje się rola samorządu zawodowego. Około 14,5 tysiąca architektów płacących po 125 złotych miesięcznie oznacza w przybliżeniu 21 milionów złotych składek rocznie. To oczywiście budżet całej, podzielonej na okręgi organizacji, której znaczną część zasobów pochłaniają zadania ustawowe. Na nowe działania Krajowa Rada przeznaczyła 300 tysięcy złotych. Pozostaje więc pytanie, co konkretnie można za te pieniądze zmienić – i kiedy członkowie Izby zobaczą pierwsze rezultaty.

To szczególnie istotne dla młodych architektów, którzy coraz częściej zarzucają Izbie, że obowiązkowym składkom nie towarzyszy wystarczająco skuteczna reakcja na dumping, przekraczanie uprawnień czy inne nieuczciwe praktyki. Czarakcziew odpowiada jednoznacznie: „Patologia musi być rugowana”. Zapowiada większy nacisk na prewencję, otwartość na krytykę i odejście od zamiatania problemów pod dywan.

Pierwsze obszary, w których mają pojawić się zmiany

Tyle że bardziej stanowcza Izba może stać się mniej lubiana przez własnych członków. Zwłaszcza w środowisku, w którym wiele osób od lat spotyka się w tych samych gremiach i dobrze się zna. Czy samorząd będzie gotowy nie tylko mówić o standardach, ale również egzekwować je wobec własnego środowiska – także wtedy, gdy będzie to oznaczało rozliczanie kolegów?

Nowy prezes wskazuje już pierwsze obszary, w których mają pojawić się zmiany. Izba chce przygotować wzory umów, zasady zabezpieczeń oraz materiały dotyczące ekonomiki prowadzenia pracowni. Zamierza rozmawiać z Urzędem Zamówień Publicznych o regularnych płatnościach za projekty, włączyć się w debatę o dostępnym mieszkalnictwie i promować funkcję architekta miasta. W planach jest również długofalowy system szkoleń. Pierwsze materiały mają być gotowe najpóźniej do czerwca – to jedna z konkretnych deklaracji, do których będzie można wrócić i sprawdzić, co udało się zrealizować.

Nad tym wszystkim wisi jeszcze zmiana, która może znacznie szybciej niż regulacje czy reforma samorządu przeobrazić codzienność zawodu: sztuczna inteligencja. Czarakcziew uważa, że jeśli w ciągu najbliższych czterech lat architekci nie nauczą się traktować AI jak członka zespołu projektowego, część z nich może po prostu wypaść z rynku. Paradoksalnie najbardziej zagrożeni mogą być najmłodsi. To oni najłatwiej sięgają po nowe narzędzia, ale jednocześnie nie mają jeszcze doświadczenia pozwalającego wychwycić ich błędy i konfabulacje. Jeśli technologicznemu przyspieszeniu nie będzie więc towarzyszyło świadome przekazywanie wiedzy między pokoleniami, w zawodzie może powstać luka, którą później trudno będzie zasypać.

Architektura Murator Google News