Polski Ład okiem architekta. Rozmowa z Piotrem Orzeszkiem

i

Autor: Archiwum Architektury il. GettyImages

Polski Ład okiem architekta. Rozmowa z Piotrem Orzeszkiem

2021-09-06 18:09

Wszelkie koncepcje ułatwiające budowanie są słuszne, ponieważ procedura, przez którą trzeba obecnie przebrnąć przed realizacją domu jest taka sama jak w przypadku osiedla czy biurowca. Logiczna więc jest konieczność uproszczenia. Trzeba to jednak zrobić w sposób przemyślany. O założeniach Polskiego Ładu z architektem Piotrem Orzeszkiem z krakowskiej pracowni architektonicznej Stvosh rozmawia Robert Siemiński.

Robert Siemiński: Polski Ład ma wprowadzić dużo zmian w różnych dziedzinach gospodarki. Jedno z ważniejszych założeń rządowego programu dotyczy architektury. Stawianie budynków jednorodzinnych o powierzchni zabudowy do 70 m² ma być możliwe bez uzyskiwania pozwolenia, posiadania kierownika i książki budowy, jedynie na podstawie zgłoszenia. Co taki zapis oznacza dla polskiej architektury? Piotr Orzeszek: Zastanawiam się,czy w praktyce założenia Polskiego Ładu w ogóle będą możliwe do zrealizowania. Z dostępnych na razie informacji wynika, że taki dom będzie można zbudować wyłącznie na terenach objętych miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, oraz że musi to być budynek z dachem płaskim. W skali kraju mniej niż 5% terenów przeznaczonych pod zabudowę jednorodzinną ma dopuszczone dachy płaskie. W zdecydowanej większości planów miejscowych jest zapis o wymaganym w takim rejonie dachu skośnym. Jeśli więc ustawodawca umieści w Ładzie zapis o dachach płaskich, umożliwi budowę bez „administracji” głównie w centrach miast, gdzie takie dachy bywają najczęściej dopuszczone.Robert Siemiński: W założeniach jest też mowa o domach z dachem płaskim, ale z możliwością poddasza. O co chodzi?Piotr Orzeszek: Kompletnie nie wiem. Możemy jedynie domyślać się, że chodzi o konstrukcję z dachem płaskim, nad którym coś mogłoby jeszcze być nadbudowane. To jednak tylko zgadywanie. Jeżeli rzeczywiście o to chodziło autorom, w praktyce każdy – po wybudowaniu – będzie traktował takie poddasze jako użytkowe. Z prostego powodu. Polska nie należy do krajów najbogatszych, co widać choćby w decyzjach zakupowych mieszkań od deweloperów, czy większości budowanych domów. Dla  nabywców najważniejszym kryterium jest zwykle po prostu cena. Ale tu stajemy przed poważniejszym, niż tylko estetycznym czy użytkowym problemem. Konstrukcja. W prostych i niewielkich budynkach mieszkalnych z dachem skośnym w 99% rozwiązań stosuje się krokwie drewniane lub sklejane. Wykona je prawie każda ekipa budowlana, o góralskich nie wspominając. Natomiast w domach z dachem płaskim stosuje się najczęściej stropodach żelbetowy, który nie jest już taki prosty w wykonaniu. To stal i tony betonu. Bez należytego nadzoru pojawia się więc ryzyko błędów wykonawczych, obciążeń śniegiem, pęknięć i, nie daj Boże, katastrof budowlanych.Robert Siemiński: Narzucona będzie bardzo mała powierzchnia, ale jednocześnie będzie możliwość, aby domy miały dwa piętra…Piotr Orzeszek: Jeśli tak będzie, to wysokość kondygnacji brutto, a więc ze stropem, wynosi z reguły ok. trzech metrów. Wysokość poddasza również. Domy mają przeciętnie osiem czy dziesięć na dziesięć metrów w rzucie, do tego wysokość sześciu metrów, plus dwumetrowy „czubek dachu” nad poddaszem mieszkalnym. Natomiast teraz proszę wyobrazić sobie dom o podobnej wysokości, natomiast o dwa lub trzy razy mniejszej podstawie. Jak będzie to wyglądało? Będą budowane po prostu komiczne, nieproporcjonalne domeczki.Robert Siemiński: Co w praktyce będzie to oznaczało dla krajobrazu? Jak zmieni się on po wejściu w  życie Polskiego Ładu?Piotr Orzeszek: Zwykle buduje się u nas brzydko, długo i nienowocześnie, co widać zwłaszcza na wsiach. Znani też jesteśmy z rozrzuconej zabudowy. W wielu rejonach nie ma miast, wsi oraz pustych pól i łąk. Tam domy są wszędzie. Jeśli teraz dodatkowo będzie też zgoda na wykonywanie domów bez jakiegokolwiek nadzoru, powstające budynki będą jeszcze gorszej jakości. Nie będą nawiązywały do sąsiednich, bo po prostu nie będzie takiego wymogu i nikt nie będzie sprawował nad tym kontroli. Czytaj też: Nowa kostka polska, czyli Polski Ład i domy za złotówkę: felieton Aleksandra Krajewskiego |Takie pozornie zwiększające wolność budowania przepisy mogą przynieść ze sobą różne niekorzystne zjawiska, które – mam wrażenie – nie były gruntownie przemyślane. Ewidentnie zabrakło analizy tego, jak pomysł będzie się sprawdzał w praktyce. Z założenia wszelkie koncepcje ułatwiające budowanie są słuszne, ponieważ procedura, przez którą trzeba obecnie przebrnąć przed realizacją domu jest taka sama jak w przypadku osiedla czy biurowca. Logiczna więc jest konieczność uproszczenia. Trzeba to jednak zrobić w sposób przemyślany. Robert Siemiński: A co Pan, jako architekt, sądzi o pomyśle projektów domów za złotówkę?Piotr Orzeszek: Ludzie zachęceni praktycznie darmowym projektem będą mogli odczuć, że są już naprawdę blisko  budowy domu i zamieszkania w nim. Tymczasem prawda jest taka, że nadal będą od tego bardzo daleko. W skali kosztów budowy całego domu, doprowadzenia do niego mediów i wszystkich związanych z taką inwestycją wydatków, koszt samego projektu jest tak naprawdę znikomy. W ten sposób zachęca się ludzi do budowy czegoś, na co i tak może nie być ich ostatecznie stać.Poza tym, nie wiemy, ile będzie projektów do wyboru. Czy wykonają je najlepsi w Polsce, doświadczeni architekci, czy też na przykład młodzi, bez praktyki, którzy połakomią się na prawdopodobnie płatny udział w konkursie? Czy będzie wersja wydrukowana przesyłana dodatkowo, czy trzeba będzie sobie projekt wydrukować samemu? Jaka będzie dokładność dokumentacji? Czy budujący będą mieli prawo zmieniać dokumentację w trakcie realizacji, co zdarza się niestety bardzo często? Co z odpowiedzialnością projektantów przy braku ich nadzoru nad realizacją? Pytania można mnożyć w nieskończoność…  Konkludując, pomysł ten – moim zdaniem – wymaga wielu analiz i obrazuje pewną niesymetryczność społeczną w podejściu państwa do obywateli. Faworyzuje jednych kosztem innych. Osobiście jestem zwolennikiem równości, braku ulg, dopłat, deputatów i zwolnień. Preferuję maksymalny minimalizm ingerencji oraz jak najprostsze rozwiązania, które nie generują kolejnej armii urzędników, za których to my – podatnicy – płacimy. Dlatego też, przynajmniej na tym etapie, kiedy nie znamy jeszcze tak naprawdę żadnych szczegółów, nie jestem entuzjastą tej koncepcji.

CHCĘ SIĘ ZAPISAĆ