18 lat czekania na sinusoidę. Jak zmienił się projekt najdroższej kładki w Krakowie?

Nowa kładka Kazimierz–Ludwinów przeszła swój najważniejszy test techniczny przed otwarciem. Choć futurystyczna konstrukcja wzbudza skrajne emocje od blisko dwóch dekad, to właśnie próby obciążeniowe stały się momentem, w którym inżynierska precyzja spotkała się z wizją krakowskich architektów. Ta przeprawa to nie tylko beton i stal - to złożona historia ewolucji projektu, który musiał przetrwać 18 lat zmian w przepisach, nacisków UNESCO i konserwatorskich kompromisów. Dziś, gdy budowa wchodzi w ostatnią fazę, warto zapytać: czy realizacja, którą widzimy, to wciąż ta sama lekka „serpentyna”, która wygrała konkurs w 2006 roku, czy może zupełnie nowa, znacznie bardziej masywna odpowiedź na współczesne wymogi bezpieczeństwa?

Próby obciążeniowe na finiszu inwestycji

W połowie lipca na nowej kładce przeprowadzone zostały najważniejsze próby obciążeniowe. Badania te, realizowane przy udziale specjalistów z Politechniki Gdańskiej, miały na celu sprawdzenie statycznej i dynamicznej pracy konstrukcji przed dopuszczeniem jej do użytku. Ze względu na konieczność eliminacji wpływu temperatury na precyzję pomiarów, część prac prowadzono w godzinach nocnych.

Operacja ta wymagała czasowego zamknięcia dolnego Bulwaru Inflanckiego, aby zapewnić inżynierom nieograniczony dostęp do całego obiektu. Pomyślny przebieg tych testów to standardowy, a zarazem decydujący krok w odbiorze nowoczesnych mostów, potwierdzający, że nowatorska forma architektoniczna jest w pełni bezpieczna dla przyszłych pieszych i rowerzystów.

Architektura dwóch temp - sinusoida Lewickiego i Łataka

Koncepcja kładki narodziła się w 2006 roku w biurze projektowym Biuro Projektów Lewicki Łatak, prowadzonym przez Kazimierza Łataka i Wojciecha Lewickiego. Architekci zaproponowali rozwiązanie wykraczające poza zwykłą funkcję komunikacyjną. Filozofia projektu opiera się na idei różnych prędkości poruszania się.

Konstrukcję o długości około 130 metrów i szerokości prawie 14 metrów tworzą dwa stalowe łuki osadzone na żelbetowych przyczółkach. Między nimi rozpięto trzy ścieżki - dwie zewnętrzne, proste nitki dedykowane spieszącym się rowerzystom i pieszym, oraz środkową, falującą niczym sinusoida promenadę. Ta centralna część, wznosząca się na wysokość około 16 metrów nad lustrem wody, ma pełnić rolę tarasu widokowego, zachęcając do powolnego spaceru i podziwiania panoramy Krakowa.

18 lat ewolucji sprawiło, że projekt musiał się zmienić

Jednym z głównych źródeł kontrowersji związanych z nową krakowską kładką jest fakt, że ta, którą widzimy dzisiaj, różni się od zwycięskiej wizji sprzed 18 lat. Czas, który minął od rozstrzygnięcia konkursu (2006) do rozpoczęcia budowy (2023), wymusił na projektantach liczne modyfikacje.

Kazimierz Łatak podczas posiedzeń Rady Miasta Krakowa wyjaśniał, że projekt musiał zostać dostosowany do nowych norm technicznych, wymagań konstrukcyjnych oraz zaostrzonych przepisów bezpieczeństwa, które nie istniały w momencie tworzenia pierwotnej koncepcji. W efekcie konstrukcja stała się bardziej masywna, co wywołuje głosy krytyki wśród części architektów i konserwatorów, uważających, że obiekt zbyt mocno dominuje w historycznym krajobrazie okolic Wawelu.

Dodatkowo, pod naciskiem Wojewódzkiej Konserwator Zabytków, w 2024 roku obniżono rampy najazdowe od strony Kazimierza, by zmniejszyć gabaryty obiektu i chronić chronioną panoramę miasta.

Metoda wspornikowa i logistyka na rzece

Budowa kładki to potężne wyzwanie inżynieryjne realizowane przez firmę Primost Południe. Aby nie blokować żeglowności Wisły, zastosowano metodę wspornikową - wznoszenie konstrukcji segment po segmencie, symetrycznie od obu brzegów, bez podpór w nurcie rzeki.

Wielkogabarytowe elementy stalowe, dostarczane barkami z placu przeładunkowego na Zabłociu, były spektakularnie podnoszone z wody i osadzane na przygotowanych fundamentach. Sama konstrukcja to złożony system trzech połączonych stalowych dźwigarów skrzynkowych o zmiennym przekroju, które połączone w całość zapewniają odpowiednią sztywność przestrzenną całego obiektu.

Koszt, funkcja i oczekiwania społeczne

Inwestycja, której koszt wynosił na początku blisko 114 mln zł a obecnie jest szacowany na około 130 mln zł (podajemy za kr24.pl), jest w ponad połowie (65 mln zł) współfinansowana z rządowego programu Polski Ład. Dla miasta jest to ważne połączenie łączące Kazimierz (między ul. Skawińską a Wietora) z Ludwinowem w rejonie dawnego hotelu Forum. Prawdopodobny termin otwarcia nowej kładki to 21 sierpnia 2026 roku.

Zwolennicy podkreślają poprawę komunikacji pieszo-rowerowej i skrócenie drogi do centrum, licząc na efekt podobny do sukcesu kładki Ojca Bernatka, która ożywiła Podgórze. Z kolei przeciwnicy wskazują na ogromne koszty i sugerują, że bardziej potrzebne byłoby połączenie Dębnik z Salwatorem, gdzie brak przeprawy odczuwalny jest na odcinku kilku kilometrów. Pojawiają się również pytania o synergię z terenami wokół hotelu Forum, które dzięki kładce mogą zyskać na komercyjnej atrakcyjności.

Nowa ikona czy błąd w panoramie?

Kładka Kazimierz-Ludwinów to projekt, który podzielił krakowian niemal po równo. Z jednej strony mamy nowoczesną, futurystyczną konstrukcję, chwaloną za inżynieryjny kunszt i funkcjonalność. Z drugiej - obawy o naruszenie unikatowego krajobrazu kulturowego Krakowa, co stało się nawet przedmiotem zapytań ze strony UNESCO.

Niezależnie od ocen estetycznych, to mieszkańcy, swoimi stopami i kołami rowerów – wystawią kładce ostateczną opinię. Czy stanie się ona naturalnym elementem pejzażu, jak kładka Bernatka, czy pozostanie symbolem kontrowersji?

Wychyleni w przyszłości – jak rozmawiać o tym, co nadchodzi i zmieniać definicje piękna w architekturze? I Marketing w Architekturze
Podcast Architektoniczny
Asman i Pieniężny. Niewidzialni architekci i bieda-architektura