Kamienica króla pasty do butów. Forniry, marmury i złoci architekci

Aleje Jerozolimskie 101 w Warszawie. Pod koniec lat 30. stanęła tu modernistyczna kamienica, dom czynszowy właściciela prężnego przedsiębiorstwa Dobrolin produkującego pasty do butów, proszki do prania, lepy na muchy i płyny do szorowania. Komfortowe mieszkania na wynajem, luksus, wygoda. Architekci? Specjalizujący się w luksusie lat 30. - Jerzy Gelbard i Roman Sigalin.

Architekci w mediach — komentarz do raportu IMM I Marketing w Architekturze

Złoci architekci, Palowie od pasty do butów

W latach 1937-1938 w al. Jerozolimskich 101 w Warszawie stanęła kamienica ufundowana przez Gustawa Pala, właściciela wolskiej fabryki Dobrolin. Zlecenie na projekt otrzymali złoci architekci lat 30., Jerzy Gelbard i Roman Sigalin, brat Józefa Sigalina, pierwszego powojennego architekta Warszawy czasów odbudowy. Gelbard i Sigalin przez ostatnią przedwojenną dekadę projektowali luksus i to z tego są dziś głównie znani (choć, jak to architekci, znani w dość wąskich kręgach). Projektowali wille, rezydencje, kamienice. Kilka z nich dla zaprzyjaźnionego milionera, Juliana Glassa. Byli najlepiej opłacanymi warszawskimi architektami lat 30. Obaj zginęli tragicznie w czasie wojny.

Zobacz także: Zaprojektowali go najlepiej opłacani architekci lat 30. "Nowy dom na Nowym Świecie" był połączeniem luksusu i rozrywki

Kim był Gustaw Pal? Według przedwojennych publikacji, historia jednego z założycieli Fabryki Przetworów Chemicznych Dobrolin to historia self made mana. Od ubogiej włocławskiej rodziny - przez stratę ojca - do milionera dzięki smykałce do interesów, paru dobrych inwestycji i odpowiednich decyzji w odpowiednim czasie. Braci było trzech: Ferdynand (to on kupił małą firmę produkującą pastę do butów i rozwinął biznes), Oskar i Gustaw. Wkrótce bracia wyprowadzają produkcję z niewielkich lokali do wielkiej fabryki, którą według Tu Było, Tu Stało mógł projektować Romuald Miller. Była największym przedsiębiorstwem chemicznym w Polsce, wypierała z rynku zagraniczną konkurencję. Wyburzono ją w 2007 roku pod mieszkaniówkę.

Zabytkowa kamienica z al. Jerozolimskich 101 w Warszawie
Autor: Szymon Starnawski / Grupa Murator

Po śmierci Ferdynanda, w 1935 roku Dobrolinem zajął się Gustaw. To dlatego mógł sobie pozwolić na budowę wielkiej i drogiej inwestycji mieszkaniowej. Według powojennych paszkwili na jego temat (Dobrolin znacjonalizowano dopiero parę lat po zakończeniu wojny, Pal zdążył się więc narazić prasie i partii), przy produkcji pasty do butów, proszków i innych specyfików zatrudniał wyłącznie atrakcyjne kobiety, a dzięki jaskrawym reklamom udało mu się utrzymać biznes przez cały kryzys ekonomiczny i wojnę. W tej reklamie musiało coś być - w prasie zachowało się zdjęcie paradujących po Warszawie osób przebranych za wielkie kolorowe puszki z pastą do butów.

Tymczasem robotnicy

W międzywojniu na warszawskiej Woli funkcjonowało prężnie prawie 170 zakładów i fabryk zatrudniających (według szacunków) aż 35% wszystkich robotników Warszawy. Prawie 20 tysięcy osób. Przemysłowcy, fabrykanci, dyrektorzy gromadzili majątki, a w latach 30. przyjęło się, że zdobyty kapitał dobrze było zainwestować w nieruchomość i wybudować apartamenty na wynajem, zwane wówczas domami czynszowymi. Luksusowe, wykończone drogimi materiałami, dla bogatych i zaprojektowane przez sprawdzonych architektów. Niewiele się do dziś zmieniło.

Zobacz także: Niemiecki lowelas spraszał tu pannice, karykaturzysta "podszczypywał" Piłsudskiego. Przedwojenny apartamentowiec z mieszkaniami na wynajem pozostał luksusowy mimo wojny i PRL-u

Tymczasem robotnicy, którzy wypracowywali kapitał dla dyrektorów, w Warszawie lat 30. zmagali się z kryzysem mieszkaniowym. Z powodu tragicznych warunków bytowych ludzie odbierali sobie życie, czasem zabierając ze sobą całą rodzinę. Żyli w prowizorycznych czynszówkach, w oficynach grożących zawaleniem, w przytułkach. Albo w domach Wawelberga, których jednak nie wystarczało dla wszystkich.

I choć trzeba przyznać, że Dobrolin angażował się w działania pomocowe najbiedniejszym i bezrobotnym, przepaść między robotnikami a dyrektorem stawiającym luksusową kamienicę musiała wielu kłuć w oczy.

Zabytkowa kamienica z al. Jerozolimskich 101 w Warszawie
Autor: Szymon Starnawski / Grupa Murator

Marmury, forniry

Fasadę kamienicy pokryto piaskowcem szydłowieckim i ozdobiono drobnymi kutymi detalami. Za główną ozdobę służą jednak rytmiczne wykusze. Sigalin z Gelbardem nie byliby sobą, gdyby wnętrza kamienicy nie wykończyli starannie. Posadzki klatki schodowej wyłożono więc wzorzystymi mozaikami, ściany marmurami i lastryko. Drzwi w orzechowym fornirze ozdobiono dodatkowo mosiężnymi klamkami i detalami. Wszystko to, włącznie z windą, zachowało się do dziś.

W latach 1939-40 na tyłach kamienicy dobudowano jeszcze oficyny z tańszymi mieszkaniami.

Niedawno kamienica została wpisana do rejestru zabytków ze względu na świetnie zachowany detal i na zapis warszawskiej luksusowej architektury czynszowej.

Zobacz także: Niszczejąca kamienica na Mackiewicza 1 w Warszawie to dzieło świetnego architekta. Bardzo ważnego dla Krakowa

Podcast Architektoniczny
Borysław Czarakcziew chce dogonić Europę, wyrugować patologie i pomóc architektom więcej zarabiać. Jak zamierza to zrobić?