Dom pożarty przez reklamę w Warszawie. Miasto od 13 lat jest bezradne, właściciel zarabia

Przy Dolinie Służewieckiej w Warszawie stoi dom, którego prawie nie widać. Zasłaniają go ogromne, nielegalne stelaże reklamowe, z którymi od lat nie potrafią rozprawić się ani nadzór budowlany, ani dzielnica. Nawet jeśli krzykliwe płachty na jakiś czas znikną, wkrótce wracają. Sprawa ciągnie się od 2013 roku.

Aleksandra Wasilkowska: Architekci potrzebują nie tylko idei, ale konkretnych narzędzi I Architektura-murator

Dom otoczony reklamami. Fosa 30 w Warszawie

Widzi go każdy, kto jedzie ruchliwą Doliną Służewiecką. Wielu nawet nie wie, że za stelażami reklamowymi kryje się budynek. Spośród tych, którzy wiedzą, mało kto już pamięta, jak ów dom wygląda, bo jest zasłonięty – z krótkimi przerwami – od 13 lat. Nie widać ani skrawka, bo stelaże są wyższe niż budynek, który otaczają. Stoją na wzniesieniu, na tle kościoła św. Katarzyny, na gruncie dzierżawionym od miasta.

To murowany, parterowy budynek z 1980 r., o powierzchni ok. 122 m², wybudowany na podstawie pozwolenia z 1957 r. Przez wiele lat mieściła się w nim Komenda Hufca Związku Harcerstwa Polskiego Warszawa-Mokotów. W 1989 r. potomkom przedwojennych właścicieli tych terenów udało się odzyskać prawa do domu, zaś w stosunku do działki pod nim uzyskać prawo użytkowania wieczystego na 99 lat.

Wszystko zmieniło się 8 listopada 2013 r. Na stelażach zawisła wówczas pierwsza reklama – znanego producenta sprzętu AGD. Tydzień później w odpowiedzi na pytania dziennikarskie „Gazety Wyborczej” ówczesny prywatny właściciel budynku mówił: „Ile będzie stała reklama? Sto lat. Czemu pan o to pyta?”. Twierdził, że dopełnił wszystkich procedur, a stelaże ustawił w celu wyremontowania domu.

Kłamał. Stelaże stanowiły samowolę budowlaną, a żadnego remontu nie przeprowadzono. Po żmudnej, dwuletniej procedurze (właściciel się odwoływał) nadzór budowlany wydał nakaz rozbiórki. W 2015 r. stelaże reklamowe zniknęły – na tydzień. Potem wróciły. A że w świetle prawa była to już zupełnie nowa samowola budowlana, całą żmudną procedurę PINB musiał rozpocząć od nowa.

Otoczony reklamami dom przy Dolinie Służewieckiej w Warszawie
Autor: Szymon Starnawski/Grupa Murator

Bezradność miasta i państwa. 13 lat walki, która nic nie dała

W międzyczasie budynek wielokrotnie zmieniał właścicieli. Kolejne firmy przekazywały go sobie jak gorący kartofel. Dom był w rękach m.in. spółek Vertical Services sp. z o.o., Largo Capital sp. z o.o. oraz Dron House sp. z o.o. Podobne sytuacje zdarzały się już wcześniej: PINB wykrył, że w 2009 r. nieruchomość była sprzedawana siedem razy w okresie krótszym niż 16 dni, co urzędnicy uznali za działanie mogące utrudniać egzekwowanie odpowiedzialności administracyjnej i finansowej.

W międzyczasie właściciel (czy też właściciele) stelaży jak lew walczył (walczyli) w sądzie z decyzją nadzoru budowlanego z 2015 r. Trwało to trzy lata. Sprawa otarła się aż o Naczelny Sąd Administracyjny, który w 2018 r. podtrzymał nakaz rozbiórki. Reklamy ponownie na krótko zniknęły, po czym raz jeszcze powróciły. I znów PINB mógł jedynie wszcząć całą procedurę od nowa.

Miasto miało dość. 10 października 2018 Zarząd Dzielnicy Ursynów poinformował, że złoży pozew o rozwiązanie umowy użytkowania wieczystego działki, na której stoi dom. Urzędnicy chcieli odzyskać kontrolę nad tym terenem, powołując się na art. 33 ust. 3 ustawy o gospodarce nieruchomościami:

Właściwy organ może żądać rozwiązania umowy użytkowania wieczystego przed upływem ustalonego okresu stosownie do art. 240 Kodeksu cywilnego, jeżeli użytkownik wieczysty korzysta z tej nieruchomości w sposób sprzeczny z ustalonym w umowie (...).

Argumentowano, że nielegalne wykorzystywanie działki na cele reklamowe jest niezgodne z umową użytkowania wieczystego i stanowi podstawę do wypowiedzenia umowy. Wszystko znów się jednak wlokło. Dopiero w 2021 r. miasto złożyło zapowiadany wniosek do sądu powszechnego. Rozpoczęła się sprawa, która według dostępnych informacji trwa do dziś.

Jaskrawym przykładem łamania prawa jest reklama zlokalizowana przy ul. Fosa 30. Niewielki budynek otoczony jest z każdej strony rusztowaniem o wysokości kilku metrów, wykorzystywanym w celu umieszczenia na nim reklam. Sprawa samowoli budowlanej związanej z konstrukcją nośnika reklamowego otaczającego budynek mieszkalny była dwukrotnie przedmiotem postępowań toczących się przed organami nadzoru budowlanego i sądami administracyjnymi. Pomimo pozytywnych dla m. st. Warszawa orzeczeń, reklama nadal funkcjonuje. Użytkownikiem wieczystym gruntu pod budynkiem jest spółka, która wykorzystuje nieruchomość niezgodnie z jej przeznaczeniem.

– grzmiał w 2021 r. (bezskutecznie) Urząd Dzielnicy Ursynów.

Reklamy jak wisiały, tak wiszą. Dziś na domu przy Fosa 30 promuje się biuro podróży. W samym budynku od wielu lat nikt nie mieszka, co nie znaczy, że stoi on pusty. Co najmniej od 2018 r. w domu ma swoją siedzibę Grupa Sztorm, firma organizująca wyprawy i kursy jachtowe.

Otoczony reklamami dom przy Dolinie Służewieckiej w Warszawie
Autor: Szymon Starnawski/Grupa Murator

Nawet uchwała krajobrazowa nic nie wskóra?

Jak to możliwe, że nielegalna reklama może bezkarnie stać w mieście przez 13 lat? Można by odpowiedzieć: bo tak to zaplanował ustawodawca. Narzędzia prawne do walki z samowolami budowlami, które państwo dało nadzorowi budowlanemu, są zwyczajnie niewystarczające. Nawet jeśli uda się doprowadzić do rozbiórki – a z racji permanentnych problemów finansowych i kadrowych tych urzędów trwa to bardzo długo – wystarczy zdemontować reklamę i krótko później postawić ją na nowo. W międzyczasie można zaś latami przeciągać sprawę w sądzie, przez cały czas zarabiając na ustawionym bez zezwolenia nośniku. Dodajmy, że samym firmom reklamującym się na nielegalnym stelażu absolutnie nic nie grozi – są wszak jedynie użytkownikami.

Wiele osób zmęczonych natłokiem nielegalnej reklamy w Warszawie z nadzieją wypatruje uchwały krajobrazowej. To lokalny akt prawny, który jasno określa zasady umieszczania nośników reklamowych i pozwala nakładać wysokie kary na tych, którzy je łamią. Stolica już raz próbowała taką uchwałę stworzyć, jednak na skutek wielu skomplikowanych czynników w 2025 r. musiała zacząć całą procedurę od nowa. Czy wejście uchwały krajobrazowej w życie oznaczać będzie wyrok śmierci dla reklam na domu przy Fosa 30?

Niekoniecznie. Nowe przepisy nie obejmą stelaży reklamowych ustawionych przed wejściem uchwały w życie. Chodzi o to, żeby nie trzeba było płacić odszkodowań właścicielom starszych legalnych reklam, którzy po zmianach w prawie musieliby nagle zmodyfikować czy usunąć swoje nośniki. Oczywiście reklam nielegalnych ten wyjątek nie dotyczy, gdyż i tak powstały niezgodnie z prawem. Ale to oznacza, że sama uchwała krajobrazowa nie będzie mogła tknąć domu przy Fosa 30. Pozostaną powolne procedury nadzoru budowlanego i ciągnący się latami proces o wypowiedzenie umowy dzierżawy. Ten, kto często bywa w okolicach Dolinki Służewieckiej, lepiej niech przyzwyczai się do widoku reklam.

Podcast Architektoniczny
Archigrest i topoScape. Krajobraz przestaje być dekoracją. Czy zaczyna być architekturą?