Spis treści
Złote nożyce w monumentalnym centrum
18 września przed Muzeum Sztuki Nowoczesnej na Placu Centralnym odsłonięto „Sobowtórkę” autorstwa VALIE EXPORT - austriackiej artystki, która należała do najważniejszych przedstawicielek europejskiej sztuki feministycznej. Prezentacja jej pracy (powstałej w 2010 roku) jest jednocześnie zapowiedzią wystawy „Rzeźba po stabilności”, którą MSN otworzy 16 października.
Czytaj także: Czkawka po rumorach, czyli symboliczny koniec sojuszu Muzeum Sztuki Nowoczesnej z ruchami miejskimi
Dwie splecione ze sobą pary gigantycznych nożyc otwierają się na różne interpretacje. Można je czytać jako narzędzie krawcowych i szwaczek, a więc symbol cichej i często niedocenianej pracy kobiet. Mogą przywoływać montaż filmowy, ale i zabiegi chirurgiczne, ingerencję w ciało, kontrolę czy przemoc. Joanna Mytkowska, dyrektorka MSN, nazwała pracę „pomnikiem naszych babć i matek”, zwracając jednocześnie uwagę na drugą stronę tego przedmiotu: nożyczki mogą przecież służyć do działania, protestu.
„Sobowtórka” wybija się ponad przechodniów, błyszczy i zajmuje miejsce obok dwóch budynków, które same skupiają się na manifestowaniu swojej obecności: monumentalnego Pałacu Kultury i Nauki oraz białej bryły Muzeum Sztuki Nowoczesnej. W tym otoczeniu również rzeźba działa jako obiekt reprezentacyjny. Pochodną skali rzeźby jest bez wątpienia dystans, jaki powoduje. „Sobowtórka” nie wchodzi pomiędzy przechodniów, ale staje przed nimi - poniekąd w oderwaniu.
„Przodki” do spotkania, nie obserwacji
Dwa dni po odsłonięciu „Sobowtórki” w Parku Wielkopolskim na Ochocie odsłonięto „Przodki” Agnieszki Brzeżańskiej. Realizację przygotowały BWA Warszawa i Fundacja Dzielna.
„Przodki” są częścią rozwijanego od kilku lat cyklu Brzeżańskiej. Artystka określa te stworzenia jako „myślokształty”. Ich amebowate ciała trudno przypisać do konkretnego gatunku: mają nieokreśloną liczbę kończyn i głów, mogą przypominać powiększone mikroorganizmy, skamieliny albo nieznane istoty. Inspiracją były m.in. mikroskopowe obrazy archeonów (jednych z najstarszych form życia na Ziemi).
Czytaj także: Park nad Południową Obwodnicą Warszawy niemal gotowy. Finisz w 2026
Brzeżańska nie chce zbyt dokładnie definiować swoich stworzeń. W rozmowie dla Muzeum Warszawy mówiła, że mogą być wyobrażeniem naszych przodków istniejących w innej formie albo portretami wielu inkarnacji jednocześnie. Ważniejsza od jednoznacznej odpowiedzi pozostaje organiczność, płynność, trudność wyznaczenia granicy pomiędzy człowiekiem a innymi formami życia.
Pod tym względem Park Wielkopolski - niewielki miejski rezerwuar przyrody, będący siedliskiem ptaków, jeży i innych zwierząt - wydaje się dla „Przodków” środowiskiem niemal naturalnym. Rzeźba nie konfrontuje się tu z monumentalną architekturą, zamiast tego pojawia się pomiędzy drzewami i liśćmi. Jej obła, miękka forma powtarza coś z otoczenia: nie ma ostrych granic, nie porządkuje przestrzeni, nie próbuje jej zdominować.
O ile złote nożyce powiększają zwyczajny przedmiot tak bardzo, że nie sposób przejść obok niego obojętnie, „Przodki” działają niemal odwrotnie. Można je raczej spotkać, niż dostrzec. Tutaj dystans zostaje diametralnie skrócony.
Dwa sposoby dopełniania miasta
Różnica w funkcjonowaniu obydwu rzeźb ujawniła się też w reakcjach. „Sobowtórka” natychmiast zaczęła żyć własnym życiem w internecie. Jedni komentujący uznawali ją za atrakcyjny obiekt, inni żartowali z dosłowności wielkich nożyczek albo przyznawali, że bez muzealnego opisu nie odczytaliby przypisywanej im feministycznej symboliki. Pojawiła się też typowa dla tego typu realizacji krytyka samej idei ustawiania rzeźb w mieście. W przypadku „Przodków” podobnie szerokiej dyskusji trudno na razie znaleźć. Obcowanie z nią jest być może bardziej prywatnym doświadczeniem niż punktem wyjścia do publicznej debaty.
Nie chodzi przy tym o rozstrzygnięcie, która strategia jest lepsza. Dwa wrześniowe odsłonięcia pokazują dwa, zupełnie różne sposoby myślenia o sztuce w przestrzeni publicznej. Może ona podnosić rangę miejsca, budować jego reprezentacyjność i tworzyć kolejną miejską ikonę. Może też działać po cichu: urozmaicać trasę, "kukać" spomiędzy drzew i pozwalać na kontakt bez pomnikowego dystansu. Obie rzeźby przejmują coś z charakteru miejsc, do których trafiły. Na Placu Centralnym, pomiędzy PKiN i MSN-em, sztuka błyszczy i zabiega o widzialność. W parku na Ochocie rozluźnia kontur i miesza się z efemeryczną zielenią.