Hotel Gołębiewski w Karpaczu. Prawo, biznes i państwo w cieniu przeskalowanej arcymaszkary z doklejonymi daszkami, cwanymi świetlikami i pseudopałacową estetyką wnętrz

Rozmowa o silnym państwie, partnerstwie, odpowiedzialnym biznesie i zrównoważonym rozwoju w Hotelu Gołębiewski ma jeden zasadniczy feler: miejsce. To tak, jakby debatę o edukacji seksualnej w szkołach prowadzić w stripklubie. Tam także można ustawić krzesła, podłączyć mikrofony i przeprowadzić merytoryczną dyskusję. Trudno jednak zapomnieć o kontekście. Dlaczego więc tak łatwo przymykamy oko na to, co wydarzyło się w Karpaczu?

Forum Ekonomiczne w Karpaczu I Magda Milert - architektka i urbanistka

Trudno znaleźć dla tej debaty bardziej wymowną scenografię. Ironia jest tym większa, że XXXV Forum Ekonomiczne odbywało się pod hasłem „Architektura nowego porządku - stabilność w czasach zmian”. Uczestnik panelu o dobrym państwie musiał tymczasem przedzierać się przez ciągi komunikacyjne, w których kierunek trzeba odgadywać z tabliczek i zachowania tłumu. Mijał polerowane granitowe posadzki z bordiurami i kamiennymi rozetami, połyskliwe okładziny ścian, ciemnobrązowe drzwi ze złotymi aplikacjami, kute balustrady, fontanny i kolumny. Nad głową falowały podwieszane sufity, gzymsy i kryształowe żyrandole, pod stopami zmieniały się wykładziny: kwiatowe, gwiaździste, innym razem podobne do kory drzewa, lawy albo geologicznego przekroju. Beż, bordo, brąz, krem i złoto składały się na eklektyczny luksus hotelowy początku XXI wieku - mieszankę neoklasycyzmu, neo-art déco, stylu glamour i estetyki kasynowego resortu.

Czy to blond, czy to prom, czy to błąd?

Monumentalne klatki schodowe przywodzą na myśl pałac kongresowy, wielkie atrium z zielenią i wodą - ogród zimowy na luksusowym promie, a niskie korytarze z rzędami kryształowych kinkietów - dekorację domu weselnego. Nie ma tu jednej opowieści projektowej ani czytelnej gradacji ważności przestrzeni. Jest seryjna reprezentacyjność: każdy fragment próbuje być uroczysty, więc żaden naprawdę taki nie jest. Koszt ma być widoczny, obfitość zastępuje kompozycję, a rozmach - jakość. To wizja luksusu, którą dziś najłatwiej nazwać trumpowską.

Hotel Gołębiewski w Karpaczu
Autor: Artur Celiński Hotel Gołębiewski w Karpaczu powstał w 2010 roku.

W kuluarach powracał żart, że albo architekt projektował to na rauszu, albo inwestor sam dyktował przebieg korytarzy i rozmieszczenie kryształów. To nie zarzut, lecz bezradny skrót opisujący kosztowną przestrzeń pozbawioną redakcji, hierarchii i dyscypliny. Potraktowana całkiem serio przestaje być zabawna.

To nie jest kwestia estetyki

Hotel nie jest bowiem po prostu brzydki. Brzydota bywa subiektywna, a gust inwestora - choćby najbardziej osobliwy - nie jest przestępstwem. Problem zaczyna się tam, gdzie prywatny gust przybiera rozmiar fragmentu miasta i trwale zmienia wspólny krajobraz. Kompleks o powierzchni około 100 tys. metrów kwadratowych, z blisko 900 pokoi i dziesiątkami sal konferencyjnych, postawiono u stóp Karkonoszy, obok dawnej zabudowy uzdrowiskowej. Zamiast wykorzystać stok, widoki i topografię, teren potraktowano jak uciążliwą nierówność, którą trzeba podporządkować gotowej machinie hotelowej. Jeden z architektów zauważył, że obiekt zaprojektowano tak, jakby działka była płaska; żeby go tam zmieścić, trzeba było wykopać górę.

Hotel Gołębiewski w Karpaczu
Autor: Artur Celiński Hotel Gołębiewski w Karpaczu powstał w 2010 roku.

To najważniejszy zarzut: nie styl, lecz brak relacji. Karpacz nie potrzebował imitacji drewnianej chaty powiększonej do rozmiaru terminalu lotniczego. Wielki obiekt mógł być współczesny, odważny i dochodowy, a zarazem kaskadowo wpisany w stok, rozbity na mniejsze bryły i otwarty na panoramę. Tymczasem powstała przeskalowana pseudorezydencja z wieżyczkami, łukami i doklejonymi daszkami. Dach - piąta elewacja doskonale widoczna z wyżej położonych miejsc - miał otrzymać łupek, a został pokryty połaciami blachy i dachówki. Budynek nie korzysta z krajobrazu; konkuruje z nim. Nie opowiada o górach, tylko próbuje je przekrzyczeć.

Architekt w szponach inwestora

Pierwotny projekt wiązano z konsorcjum kierowanym przez białostockiego architekta Antoniego Makarewicza. Jego ciężkie Muzeum Archidiecezjalne w Białymstoku zajęło później trzecie miejsce w plebiscycie Makabryła Roku 2011, a lokalny publicysta nazwał projektanta „Killerem Karpacza”. To efektowna, lecz niepełna diagnoza. Hotel odbiegał od zatwierdzonej dokumentacji, a relacje z budowy opisują ingerencje Tadeusza Gołębiewskiego. Nie da się więc uczciwie rozstrzygnąć, które grzechy narysował architekt, a które podyktował inwestor.

Hotel Gołębiewski w Karpaczu
Autor: Artur Celiński Hotel Gołębiewski w Karpaczu powstał w 2010 roku.

Krytyka nie przyszła z salonu urażonych estetów. Protestowali architekci i urbaniści, interweniował konserwator, spór trafił do ministra kultury. Obiekt był około 4,5 metra wyższy, niż przewidywał projekt. Władze miasta próbowały dopasować plan do stojącego budynku, a inwestor chciał zamienić najwyższe kondygnacje w świetlik, którego nie obejmował zapis o kalenicy. Hotel działał na częściowych i warunkowych zgodach. Jego forma stała się zapisem przewagi faktu dokonanego nad regułami chroniącymi miejsce.

Arcymaszkara hasa po przepisach i planach

W 2012 roku czytelnicy „Polityki” uznali Gołębiewskiego za największą „arcymaszkarę” architektury III RP. Spośród 5010 głosujących hotel wskazał niemal co piąty. Nie było to reprezentatywne badanie Polaków, lecz pokazało, jak szybko obiekt stał się symbolem gigantyzmu, pseudoluksusu i bezradności planowania wobec silnego inwestora. Jego problem widać zarówno ze stoków, jak i z perspektywy prawa oraz urbanistyki.

Kontrargument przedstawił burmistrz Karpacza Bogdan Malinowski: hotel oznaczał setki miejsc pracy, podatki, konferencje i ruch między sezonami. Uważał spór o kalenicę za nieporozumienie, wspierał inwestora i przekonywał, że obiekt zrośnie się z zielenią. To politycznie zrozumiałe, lecz fałszywie ustawia alternatywę.

Hotel Gołębiewski w Karpaczu
Autor: Artur Celiński Hotel Gołębiewski w Karpaczu powstał w 2010 roku.

Wybór nie brzmiał: hotel i praca albo piękny widok oraz bezrobocie. Dobra architektura nie wyklucza dochodowego biznesu. Wykorzystanie spadku terenu, podział kubatury, staranny dach i ograniczenie dekoracyjnego chaosu nie likwidują etatów. Dobra architektura pomnaża wartość miejsca, może być częścią marki miasta i kapitałem na dekady. Zła także przynosi zysk, lecz koszt widoku, ładu przestrzennego i reputacji przerzuca na wszystkich.

Biznes nie musi żerować na mieście, by zarabiać

W Polsce zbyt łatwo uznajemy, że gdy przedsięwzięcie jest wielkie i zatrudnia ludzi, krytyka jego wpływu na miasto staje się fanaberią. Jakby biznes mógł żerować na potencjale miejsca zamiast go rozwijać, podatki były opłatą za zepsucie krajobrazu, a etaty zwalniały z odpowiedzialności. Zbyt często mamy zakute głowy: sukces mierzymy powierzchnią, liczbą łóżek i obrotem, rzadziej pytając, co zostaje miastu. Nie pytamy też, jak chronić i pomnażać wartość tego, co umożliwiło powstanie biznesu: krajobrazu, dziedzictwa, czystego powietrza i atmosfery miejsca.

Hotel Gołębiewski w Karpaczu
Autor: Artur Celiński Hotel Gołębiewski w Karpaczu powstał w 2010 roku.

Nie wszyscy milczeli: były protesty, listy architektów, sprzeciw konserwatora i decyzje ministra. Instytucje reagowały jednak wolniej, niż rosła inwestycja. Prawo ścigało budynek, podczas gdy ten stawał się faktem. Im więcej wlano betonu i pieniędzy, tym mocniej działał argument, że teraz nikt go nie rozbierze. Skala naruszenia zaczęła pracować na jego bezkarność.

Jak rozmawiać o silnym państwie w symbolu jego słabości?

I właśnie tutaj, czternaście lat później, przedstawiciele polityki, biznesu, nauki i samorządów debatowali o „architekturze nowego porządku”. W programie znalazło się ponad pięćset wydarzeń, w tym cały blok poświęcony zrównoważonemu rozwojowi. Rozmawiano o silnym państwie, odpowiedzialnych inwestycjach, partnerstwie sektorów, odporności gospodarki i przyszłości miast. Gospodarzem rozmów był obiekt, którego historia pokazuje, jak państwo i planowanie ustępują przed determinacją kapitału, a lokalny samorząd myli wspieranie rozwoju z bezwarunkowym wspieraniem inwestora.

Można powiedzieć, że konferencja potrzebuje po prostu odpowiednio dużego centrum i nie odpowiada za estetykę wynajętej sali. Ale przestrzeń nie jest obojętna, zwłaszcza gdy debata dotyczy zasad jej organizowania. Hotel nie stanowi neutralnego pudełka dla Forum. Jest materialnym kontrargumentem wobec deklaracji padających z jego mównic. Każdy panel o zrównoważeniu odbywa się we wnętrzu skutków niezrównoważonej decyzji; każda rozmowa o odpowiedzialności biznesu - pod dachem inwestycji, której prywatny sukces okupiono publicznym kosztem krajobrazowym.

XXXV Forum Ekonomiczne Karpacz. Władysław Kosiniak-Kamysz
Autor: Maciej Kulczyński/ PAP

Rozumiem doskonale, dlaczego w 2010 roku udało się inwestorowi przepchnąć Hotel Gołębiewski w Karpaczu. Dziwiłem się, jak mogło się to ponownie udać w Pobierowie. Ale po Forum Ekonomicznym już wiem, że tak już po prostu mamy - rano gadamy o przyszłości, wzywamy do sprawiedliwych zasad, podkreślamy rolę prawa i porządku, a wieczorem kładziemy głowę na jednym z tysięcy łóżek postawionych tutaj w zupełnie odwrotnych okolicznościach. Kryształy świecą, fontanny szemrzą, biznes się zgadza. Tylko góry nie mają miejsca przy stole.

Przeczytaj więcej: 

Gigantyczny hotel Gołębiewski w Pobierowie otwarty. W końcu dostał pozwolenie na działalność hotelową

---

Dziękujemy, że tu jesteś. Posłuchaj naszego Podcastu Architektonicznego o tym, jak środowisko chce walczyć z patologiami branży architektonicznej:

Podcast Architektoniczny
Borysław Czarakcziew chce dogonić Europę, wyrugować patologie i pomóc architektom więcej zarabiać. Jak zamierza to zrobić?