Kultowe Rio powróciło do Krakowa. Remont staranny, menu poinflacyjne. Wewnątrz - meble Pędziałka, ojca krakowskich kawiarni

Bar kawowy Rio przy św. Jana w Krakowie działa od 1959 roku i właśnie powrócił. Jego awangardowe wnętrze zaprojektował Leopold Pędziałek, a przy długich czarnych stołach spotykali się Tadeusz Kantor, Piotr Skrzynecki i Janusz Muniak. Po kolejnych zmianach właścicieli i kilkumiesięcznej przerwie kultowa krakowska kawiarnia rozpoczyna nowy rozdział. Będzie bardziej łaskawy?

Rio znów otwarte

7 marca 1959 roku, w sobotę, otwarto w Krakowie nowy samoobsługowy bar kawowy typu włoskiego, pierwszy taki w mieście - a jednak o nazwie nieco innego pochodzenia, Rio. Będzie można otrzymać wszystkie gatunki kawy - zwykłą, wzmocnioną, po turecku i "Nesca". Oprócz tego podawane będą oczywiście wyroby cukiernicze. 35-litrowy, nowoczesny, węgierski ekspres do kawy, a przy tym dobra wentylacja lokalu i miło urządzone wnętrze projektu mgr Pendziałka pozwalają się spodziewać, że w "Rio" będzie można przyjemnie spędzić czas przy dobrej kawie — zachwalała Gazeta Krakowska.

17 września 2026 roku wieczorem Rio otwarto na nowo, po prawie roku przerwy. Kiedy ogłoszono koniec baru kawowego, mieszkańcy stanęli za nim murem. W centrum miasta niewiele zostało już lokali, które powstały tu dla mieszkańców i przez mieszkańców były zasiedlone. Dziś sukcesywnie wypierają je kawiarnie, restauracje i hotele stworzone z myślą o turystach. Bez krakowskiego klimatu, bez duszy, bez thonetów i starych stolików po singerowskich maszynach do szycia (proszę wybaczyć uszczypliwość, to z miłości i z tęsknoty zarazem). Niegdyś żywe ulice, pełne lokalnej klienteli wychodzącej na papierosa przed lokal, pustoszeją albo przejmowane są przez głośnych uczestników wieczorów kawalersko-panieńskich czy klientów, którzy przyjdą raz i już nie wrócą. Części nowych lokali nie odwiedza nikt, trwają w zawieszeniu. Tak umarła choćby ulica Gołębia, kiedyś z Mozaiką, z Gołębią 3.

Zobacz także: Do cukierni Yem Cookie wpada się w przelocie, łapie ciastko i idzie dalej. Miękki blat rozlewający się na posadzkę zatrzymuje wzrok

Rio było wyjątkowe - nie dość, że wnętrze przetrwało dzikie lata 90. i dwutysięczne, to jeszcze wciąż przychodzili tu stali klienci współtworzący to miejsce. Być może na wytworzenie się tu społeczności miało wpływ i samo wnętrze - dwa podłużne bary w ciasnym pomieszczeniu zachęcały do zacieśniania więzi, zapoznawania sąsiadów przy kawie z bitą śmietaną albo czymś mocniejszym. Wspólnych stołów nie wymyśliły przecież koncepty restauracyjno-kawiarniane doby późnego kapitalizmu.

Zresztą, w Krakowie przecież i tak każdy się zna.

W odpowiedzi na opór Krakusów, Zarząd Budynków Komunalnych zapowiedział aukcję celową dla lokalu i jak obiecał, tak uczynił. Nowy najemca (spółka Cabaret zarządzająca kilkoma znanymi punktami w mieście) musiał zachować funkcję i wyposażenie.

Magister Leopold Pędziałek, ojciec klimatu krakowskich kawiarni

Redakcji "Gazety Krakowskiej" w 1959 roku chodziło oczywiście o Leopolda Pędziałka, nie Pendziałka, którego to dorobek wciąż nie doczekał się opracowania. Kiedy otwierano bar kawowy Rio, Pędziałek pracował już nad akcentami plastycznymi Hotelu Cracovia i Kina Kijów w Krakowie z takimi legendami jak Witold Cęckiewicz, Krystyna Strachocka-Zgud, Bronisław Chromy, Witold Skulicz, Helena i Roman Husarscy. Wcześniej projektował też wnętrza innych kultowych kawiarni krakowskich - Fafika przy Siennej czy Nawojki, potem z kolei pracował przy Jamie Michalika - odpowiadał zatem za szereg ważnych krakowskich adresów skupiających życie kawiarniano-kulturalne.

Pędziałek zaprojektował wyposażenie Rio, ale przyjmuje się też, że odpowiadał również za logo. Umieszczono je ponad krótkim artykułem w Gazecie, proste liternictwo, ale już nowoczesne. Jeszcze rok temu wisiało odtworzone na naklejce nad wejściem do Rio, białe, unoszące się ponad wielką pomarańczową filiżanką. Jak się jednak okazuje, nie ono było pierwsze. — Najemcy dotarli do najstarszych zdjęć RIO i odtworzyli znak, który był jeszcze przed słynną filiżanką — pisze mi ZBK na Facebooku. Dziś Rio jest bardziej smukłe i neonowe. Dla Krakusów zmiany w świętościach są trudne, ale wobec argumentu z historii trzeba się będzie pokornie przyzwyczaić. 

Koniec lat 50. był w Krakowie czasem dużej odwagi i swobody w projektowaniu. Na elewacjach bloków lądowały kolory (Dom Stu Balkonów, plomby Krzysztofa Bienia i tak dalej), w ważniejszych wnętrzach mozaiki, murale, meble w dynamicznych formach. Zdjęcia Rio z momentu otwarcia nie zachowały się do dziś, podobnie jak i rysunki Pędziałka, wiemy jednak, że już wtedy stały tam charakterystyczne obłe stoły i krzesła barowe - blaty drewniane, w czarnym lakierze, z siedziskami obitymi gąbką. Czerń równoważyły kolory na ścianach, ułożone w geometryczne wzory. Co prawda nie te same, które zostały odtworzone przed nowym otwarciem, te jednak stworzono w ścisłej współpracy z konserwatorem. W efekcie tej współpracy odsłonięto też spod paneli oryginalną posadzkę - charakterystyczną dla powojennych wnętrz białoczarną szachowniczkę, z równie charakterystyczną dla PRL-u łatą innego koloru, bo trzeba było brać, co dawali.

Rio to nazwiska

Wnętrze to oczywiście tylko część legendy Rio. Reszta to czynnik ludzki. Oprócz studentów i profesorów przesiadywali tu krakowscy artyści: Tadeusz Kantor, Piotr Skrzynecki, Janusz Muniak, Kora, Henryk Waniek, Antoni Kawałko. Klientów nie brakowało. Bywało, że tłum wylewał się z niewielkiego baru na ulicę, przejmował okoliczne krawężniki, parapety nawet kilkadziesiąt metrów dalej. Już po przemianie organizowano tu oddolnie wystawy zaprzyjaźnionych artystów, tak po prostu. Był i zin, KawRIOlet. Choć miejsce było kultowe, z czasem społeczność zaczęła się z oczywistych względów wykruszać. Raz już bar zamknięto. Ostatnimi laty, wieczorami w Rio można było zastać pustkę. Ceny cały czas zachęcały do wizyt, a stałą pozycją była bita śmietana do kawki za złotówkę.

Dziś ceny są już standardowo krakowskie, a zamiast budyniowej kremówki mamy wybór kanapek za 8,5 zł. Za gravlax do przyjęcia, za jajo - już niekoniecznie. Na nowym menu i na ścianach wylądowały Riowe kawki oferujące kawkę. Bita śmietana kosztuje już 3 złote, a biała kawa 16 zł, czyli tyle, ile flat white w uwielbianej przez krakowską aspirującą klasę średnią Królowej Przedmieścia. Tanio już było. Ale czy po 67 latach wciąż musi być? Czas pokaże.

Na uroczyste otwarcie Rio poszłyśmy z red. Karoliną Krasny. Znów było tłoczno jak dawniej, a ludzie wylewali się na ulice. Po kwadransie poszłyśmy więc do Dymu za winkiel. Przy stoliku obok siadła starsza para. Zaraz minęli ich znajomi, bo przecież w Krakowie wszyscy się znają. I wołają:

Przecież RIO już otwarte!

Tu ze zdradą kawiarni, to jak ze zdradą klubu.

Zobacz także: Bawił tu Jan Kiepura i cały Krakówek. Pawilon był jak reklama, postawiony na upały dla odwiedzających ZOO i las