Spis treści
Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że na żadnej z 17 stron reklam, advertoriali i materiałów promocyjnych o nieruchomościach zamieszczonych w aktualnym „Forbesie” nie podano nazwy pracowni stojącej za prezentowanym projektem?
- Przeczytaj więcej: Kiedy marketing wkracza do architektury. "Najgorsze są wywiady"
Architektura to doskonała inwestycja
Lubię od czasu do czasu sięgnąć po „Forbesa”. To bardzo optymistyczne pismo. Pełno w nim budujących opowieści o ciężko pracujących ludziach, którzy mieli świetny pomysł i odnieśli sukces. Zapewne także wśród czytelników jest wiele osób przedsiębiorczych, kreatywnych i zamożnych. Nic więc dziwnego, że reklamują się tutaj miejsca z aspiracjami: apartamenty nad wodą, wille, drugie domy i — jakżeby inaczej — doskonałe inwestycje.
Wszystko jest prestiżowe, wyjątkowe, kameralne, ponadczasowe i oczywiście premium. Reklamuje się apartamentowce stojące nad samą wodą, kameralne osiedla zatopione w zieleni, modernistyczne wille z ogromnymi przeszkleniami, prywatne mariny, tarasy z widokiem na morze i eleganckie wnętrza skąpane w naturalnym świetle. W tle pojawiają się plaże, lasy, jeziora, jachty i wypielęgnowane ogrody, a czasem także ludzie niespiesznie korzystający z obiecanego im dobrostanu. Teksty przekonują o prywatności, bezpieczeństwie, komforcie, bliskości natury i miejskich atrakcji, a także o inwestycyjnym potencjale nieruchomości. Sprzedawane są nie tylko mieszkania i domy, lecz przede wszystkim określony styl życia: prestiżowy, spokojny, zdrowy, bliski wodzie i dostępny dla nielicznych. Architektura stanowi główną bohaterkę niemal każdego przedstawienia — tyle że pozostaje bohaterką bez autora.
Nazwa pracowni i nazwisko archiekta nie mają znaczenia?
To szczególnie ciekawe, ponieważ niemal każdy z tych materiałów opierał się na wizualizacji albo zdjęciu architektury. To właśnie budynek miał zatrzymać wzrok, stworzyć emocję i przekonać odbiorcę o wyjątkowości oferty. Architektura była więc jednym z najważniejszych narzędzi sprzedaży. Jej autorzy najwidoczniej nie mają żadnego istotnego znaczenia.
A przecież produkty premium muszą mieć markę. Klient płaci więcej między innymi po to, aby stać się jej częścią. Kupuje nie tylko rzecz, lecz także stojącą za nią historię, reputację i obietnicę statusu. W przypadku architektury ta zasada najwyraźniej nie działa. To zaskakujące - za częścią z tych inwestycji stoją bowiem uznane i cieszące się autorytetem marki. Za NOHO ONE dla przykładu stoi BBGK Architekci. SkyCity projektuje Grupa 5 Architekci, Cishę w Dziwnowie — Insomia, a Marinę Hel — Rayss Group.
Czy nazwy tych pracowni osłabiłyby przekaz reklamowy? Czy rzeczywiście nie przedstawiają żadnej wartości dla zamożnego i świadomego klienta? A może problem polega na tym, że autorstwo architektury wciąż nie jest traktowane jako część marki inwestycji? Po przejrzeniu tych 17 stron nasuwa mi się dość gorzka odpowiedź: architekt jest potrzebny, żeby zaprojektować produkt, ale już niekoniecznie po to, żeby ten produkt sprzedać. Pytanie tylko - dlaczego tak się dzieje?
---
Dziękujemy, że tu jesteś. Posłuchaj naszego Podcastu Architektonicznego