Tomasz Augustyniak: Projektowanie to proces zadawania właściwych pytań i poszukiwania najlepszych odpowiedzi

Moda jest odzwierciedleniem czasów, w których istnieje. Dziś bardzo dużo mówi się o ekologii, świadomych decyzjach zakupowych, tylko że te hasła też w jakimś sensie są wykreowane. Jeśli można wywołać tak silną potrzebę posiadania produktu, np. zegarka, że w dniu premiery do sklepu muszą wkraczać siły porządkowe, aby klienci nie zrobili sobie krzywdy, to pokazuje, w jakiej rzeczywistości żyjemy - mówi w rozmowie z Anną Żmijewską Tomasz Augustyniak, projektant wzornictwa przemysłowego. Tekst ukazał się w letnim wydaniu Architektury-murator, w ramach cyklu "Dizajn na zawsze".

Debata Architektury: "Umysł, ciało, natura i architektura"
Materiał sponsorowany

Ograniczone możliwości zmuszają do kreatywnego myślenia 

Ukończył Pan Wydział Architektury Wnętrz i Wzornictwa Przemysłowego Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Co sprawiło, że to jednak wzornictwo stało się Pana domeną?

Wcześniej ukończyłem jeszcze liceum plastyczne. Ponieważ nie czułem się zbyt pewnie w malarstwie i rzeźbie, zacząłem myśleć o wzornictwie. Od dziecka rysowałem samochody, zwracałem uwagę na meble – ich formę oraz funkcję. Dziś, w przeciwieństwie do tamtych czasów, dostęp do wiedzy specjalistycznej i branżowej jest właściwie nieograniczony, natychmiastowy, wtedy o dizajnie wiedziałem niewiele, i – szczerze mówiąc – o moim wyborze bardziej zdecydowała intuicja niż świadoma decyzja. Wówczas nie wiedziałem jeszcze, dokąd mnie to zaprowadzi. Wzornictwo na uniwersytecie okazało się dla mnie prawdziwym odkryciem. Pracownie: Bioniki, Dizajnu Inspirującego, Interpretacji Produktu, a przede wszystkim ludzie, których tam spotkałem. Wtedy też przekonałem się, że chcę się w tym kierunku rozwijać. Poza tym wzornictwo jest bardzo szerokim obszarem twórczości, w realny sposób koncentrującym się na człowieku i jego potrzebach.

Podobno swoją drogę zawodową rozpoczynał Pan od kowalstwa artystycznego. Skąd taki pomysł?

Jednym z obiektów w mojej pracy dyplomowej było krzesło wykute w całości ze stalowego płaskownika. Poszukując wykonawcy, trafiłem do Pracowni Kowalstwa Artystycznego Deco, gdzie po ukończeniu dyplomu otrzymałem propozycję współpracy przy projektowaniu mebli oraz elementów architektury. Wkrótce potem moje przyjaciółki otworzyły galerię Odgłosy na Starym Mieście w Poznaniu i zaprosiły do jej tworzenia grupę zaprzyjaźnionych projektantów. W ramach tej przestrzeni mogłem prezentować i sprzedawać własne projekty mebli wykuwane w stali.

Czytaj także: Dekonstrukcja, która buduje alternatywne narracje. Współczesna fotografia okiem Bownika. Rozmowa z cyklu Dizajn na zawsze

Projektuje Pan od ponad 30 lat i należy do czołówki polskiego dizajnu. Jak przez te lata zmieniła się branża meblarska i samo podejście do projektowania?

Zmiana jest ogromna. W drugiej połowie lat 90. rodzima branża meblarska rozwijała się bardzo dynamicznie. Polska stawała się zapleczem produkcyjnym dla zagranicznych firm i sieci meblowych. Wynikało to przede wszystkim z konkurencyjnych – w porównaniu z Zachodem – kosztów pracy oraz dynamicznie rozwijających się firm, które szybko dostosowywały się do wymogów zleceniodawców. Dla niektórych marek była to kontynuacja wcześniejszych doświadczeń. W tym czasie niewielu polskich producentów myślało o współpracy z projektantami. Był to raczej etap budowania pozycji polskich firm jako podwykonawców. Ci, którzy decydowali się wówczas na taką współpracę, stanowili wyjątek. Z perspektywy lat widać jednak wyraźnie, że ta decyzja zaczęła procentować. W tamtym czasie doświadczenie współpracy z przemysłem było dla mnie kluczowe.

Myślę, że właśnie ówczesne realia pozwoliły mi wypracować własne podejście do projektowania. Ograniczone możliwości technologiczne i materiałowe zmuszały do kreatywnego myślenia oraz szukania rozwiązań, które umożliwiły osiągnięcie zamierzonych celów prostymi, dostępnymi środkami. Zawsze zależało mi na tym, aby końcowy produkt niczego nie udawał – żeby był prawdziwy i harmonijny, a zastosowane narzędzia adekwatne do efektu.

Dizajn na zawsze_Tomasz Augustyniak_3
Autor: Weronika Trojanowska/ Materiały prasowe 3-5 | Dużą część dorobku projektanta stanowią siedziska, m.in.: fotel Nome marki Noti (3)

W tamtym czasie projekty musiały powstawać bardzo szybko, liczył się czas „od targów do targów”. Ekspozycje na takich wydarzeniach były zazwyczaj przepełnione produktami, a każdy metr powierzchni musiał zostać wykorzystany. Pokazywano nowości, które często wymagały jeszcze dopracowania i nie zawsze były gotowe do wdrożenia. Towarzyszyła temu ciągła presja czasu. Z perspektywy trzech dekad uważam, że rozwój polskiej branży meblarskiej został dobrze wykorzystany. Mocną stroną rodzimych przedsiębiorców były i są energia, silna motywacja do ciągłego rozwoju oraz umiejętność radzenia sobie w trudnych warunkach. To, czego wciąż brakuje, to świadomość, że sama dobra organizacja firmy i ciągłe inwestycje w rozwój wymagają jeszcze innowacji na wielu poziomach, także samego produktu. Na pewno dziś jest większa niż kiedyś świadomość potrzeby współpracy z projektantami, ale przekonanie o rzeczywistej wartości wciąż bywa niewystarczające. Z moich obserwacji wynika, że jeszcze do niedawna firmy były w stanie inwestować duże środki w marketing, natomiast w proces projektowy już nie.

Pamiętam rozmowę z początku lat 2000. z jedną z firm, która dobrze obrazuje to podejście. Ludzie z marketingu zakomunikowali na wstępie: nieważne, co się zaprojektuje – my to sprzedamy. Dziś takie podejście należy już do rzadkości, ale warto pamiętać, że prawdziwy rozwój wymaga współdziałania na wielu płaszczyznach. Istotne jest budowanie długofalowej perspektywy, pozwalającej wspólnie odpowiadać na zmieniające się potrzeby użytkowników. W czasach tak szybkich zmian, szczególnie ważne staje się tworzenie własnych rozwiązań i produktów jako świadomej odpowiedzi na nowe potrzeby rynku, a nie jedynie reakcji na działania konkurencji.

Życie to trwanie z pokolenia na pokolenie

Mam wrażenie, że branża meblowa zaczyna dziś przypominać modową. Na rynku pojawia się mnóstwo nowych produktów, niestety duża ich część, mimo że wygląda imponująco, nie ma nic wspólnego ze wzornictwem użytkowym. Jak w świecie nadmiaru, kiedy już prawie wszystko zostało wymyślone, zaprojektować produkt, który będzie naprawdę dobry?

Projektowanie to proces zadawania właściwych pytań i poszukiwania najlepszych odpowiedzi, w ramach wyznaczonych granic lub świadomego ich przekraczania, o ile jest to uzasadnione. Moda jest odzwierciedleniem czasów, w których istnieje. Dziś bardzo dużo mówi się o ekologii, świadomych decyzjach zakupowych, tylko że te hasła też w jakimś sensie są wykreowane. Jeśli można wywołać tak silną potrzebę posiadania produktu, np. zegarka, że w dniu premiery do sklepu muszą wkraczać siły porządkowe, aby klienci nie zrobili sobie krzywdy, to pokazuje, w jakiej rzeczywistości żyjemy. Wszyscy jesteśmy konsumentami sterowanymi algorytmami. Dlatego projektowanie wymaga świadomości. Na początku zawsze są: osobisty wybór, decyzja i odpowiedzi na to, jak traktuję zadanie, dla kogo tworzę projekt, a także jakie znaczenie ma ergonomia, bezpieczeństwo, technologia producenta, koszty, struktura firmy czy dystrybucja.

Życie to trwanie z pokolenia na pokolenie i oczywiste jest, że każdy z nas wnosi swój wkład w rozwój lub destrukcję. Tworząc nowe produkty, czerpiemy z tego, co już było, jednak technologia rozwija się nieustannie – z jednej strony upraszczając życie, a z drugiej generując nowe potrzeby. Każda z tych zmiennych wpływa na wyroby pojawiające się na rynku, a rozwój technologii oddziałuje globalnie na przemiany społeczne. Procesy te nieustannie przyspieszają, dlatego zmiana stała się czymś pewnym i nieuniknionym.

Można stworzyć dobry produkt, ale ważne jest świadome projektowanie i odpowiedzialność projektanta jako twórcy. Jednocześnie nie możemy zapominać o odpowiedzialności producenta. W tym znaczeniu projektowanie jest procesem opartym na współpracy. Wciąż jednak niewystarczająca bywa świadomość marek dotycząca roli dizajnera i zakresu jego kompetencji, którego udział jest często postrzegany w rozwoju firmy wyłącznie przez pryzmat stworzenia produktu. Dobra współpraca, oparta na zaufaniu i włączeniu myślenia projektowego w szerszy proces rozwoju przedsiębiorstwa, może przynosić znacznie większe korzyści. Dizajnerzy mogą uczestniczyć w budowaniu strategii wzorniczych, wyznaczaniu kierunków rozwoju oraz współtworzeniu wizji i oferty marki. Mam jednak wrażenie, że świadomość tego potencjału i jego możliwości wciąż jest ograniczona.

Czytaj także: Tomek Rygalik: Najlepszą rzeczą, jaką projektanci mogliby dziś zrobić dla świata, to całkowite zaprzestanie wszelkiej działalności

W latach 90. wraz z innymi absolwentami ASP założyliście grupę START. Organizowaliście wystawy swoich prac dyplomowych w różnych miastach Polski. To był wasz sposób na pokazanie siebie i swojej twórczości. Jak dziś skutecznie docierać do klientów i odbiorców?

Pomysłodawczynią grupy była Dorota Koziara. Kolektyw stworzyliśmy wspólnie z Ludmiłą Kaźmierską, Mirkiem Rekowskim i Jakubem Czekajem. Powołanie tej grupy rzeczywiście pozwoliło nam zaprezentować się szerszemu gronu odbiorców. W konsekwencji tych działań nawiązałem współpracę z Autorskim Bankiem Projektów Wzornik i rozpocząłem swoją przygodę z przemysłem.

Jak skutecznie docierać do ludzi? Myślę, że tym, co pozostaje niezmienne, są pasja, zdrowy dystans do tego, co się robi, żeby emocje nie górowały, a także szczerość, prawda i uczciwość wobec siebie i innych. Nie ma jednej gotowej recepty ani uniwersalnej drogi. Każdy funkcjonuje w innych warunkach i jeśli chce się rozwijać, musi znaleźć własny sposób docierania do klientów, odbiorców czy budowania swojej pozycji. Dzisiaj możliwości pokazywania siebie, swoich projektów i kompetencji, a także nawiązywania kontaktów biznesowych, jest bardzo dużo. Jednocześnie nie należy po drodze zgubić autentyczności i rozmijać się z prawdą, bo życie zawodowe szybko to zweryfikuje. Bardzo ważne jest też solidne przygotowanie merytoryczne, znajomość narzędzi, poznawanie technologii i umiejętność odnajdywania się w zmieniających się okolicznościach.

O statusie ikony nie decydują działania marketingowe

Pana projekty znajdują się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie i są częścią stałej ekspozycji Galerii Wzornictwa Polskiego. Co sprawia, że projekt ma szansę stać się ikoną dizajnu?

Nie sądzę, by ikonę dizajnu dało się zaprojektować z góry jako świadome założenie. Wydaje mi się – choć to tylko moje przypuszczenie – że rynek widział już takie próby i nic z tego nie wyszło. Nie wiem, co decyduje o tym, że dany obiekt staje się ikoniczny. Status takiego produktu kształtuje się raczej w czasie i zależy od wielu czynników, zarówno materialnych, jak i pozamaterialnych wartości. W przypadku obiektów przestrzennych, takich jak meble, istotna jest spójność idei, która z biegiem lat może sprawić, że przedmiot staje się znakiem czasu. O statusie ikony nie decydują działania marketingowe. Produkt staje się nią w opinii różnych stron, a upływ czasu to potwierdza lub nie.

A który projekt, polski lub zagraniczny, jest ikoną dla Tomasza Augustyniaka?

Trudno jest mi wskazać konkretny obiekt, ponieważ mam chyba wrodzony dystans do nadawania przedmiotom nadzwyczajnej wartości. Pamiętam jednak pewien rodzaj emocji z dzieciństwa, kiedy na żywo zobaczyłem Citroëna DS z lat 60., w czerwonym kolorze z białym dachem oraz żółtą podsufitką, i upływ czasu tych odczuć nie zmienił.

W jednym z wywiadów wspomniał Pan, że chciałby projektować przedmioty i przestrzenie sakralne. Brzmi dość intrygująco. Skąd takie marzenie?

Jestem chrześcijaninem i to jest główny powód. Poza tym jest to projektowanie, które wkracza w sferę duchową, pozamaterialną, posługując się przyziemnymi środkami w warunkach grawitacji. W moim odczuciu jest to projektowanie otwarte, nieskończone, bo służebne wobec wzajemnej relacji Boga i człowieka.

Dizajn na zawsze_Tomasz Augustyniak_7
Autor: Rafał Kolasiński/ Materiały prasowe 7 | Szezlong Mono marki Comforty nazywany przez krytyków „ikoną wzornictwa Europy Środkowo-Wschodniej” stał się częścią ekspozycji stałej w Galerii Wzornictwa Polskiego Muzeum Narodowego. Jego mocna w wyrazie sylwetka nawiązywała do estetyki postmodernizmu

Dwukrotnie otrzymał Pan tytuł Dizajnera Roku w konkursie Dobry Wzór organizowanym przez IWP – po raz pierwszy w 2010 roku, a ponownie w 2024. Czy w ciągu tych blisko 15 lat zmieniła się rola projektanta?

Jego rola się nie zmieniła, ale z pewnością wzrosła jej społeczna świadomość w kształtowaniu otoczenia. Wciąż jednak w powszechnym odbiorze projektant bywa kojarzony z kimś, kto odpowiada za estetykę, styl przestrzeni lub produktu. Jestem przekonany, że to się stopniowo zmienia. To proces, który trwa, a dzięki dobrym doświadczeniom odbiorców i odpowiedzialności projektantów świadomość ta będzie coraz pełniejsza.

Projektując dla dzieci, trzeba je po prostu lubić

Który z Pana projektów był dla Pana przełomowy?

Nie potrafię wymienić jednego, każdy był nowym doświadczeniem, ale z perspektywy czasu wskazałbym trzy istotne. Jednym z nich było zaprojektowanie w 2001 roku pierwszej kolekcji dla tworzącej się wówczas marki COM.40 (Comforty). W ciągu roku powstało w sumie 17 zestawów mebli, łącznie z projektem stoiska na targach w Poznaniu. Było to doświadczenie dużej intensywności w krótkim czasie, szybkich decyzji, dobrej organizacji procesu i płynnej współpracy z fabryką.

Kolejną istotną lekcją okazał się projekt kolekcji krzeseł UWU z 2004 roku dla marki Profim. Zadanie polegało na stworzeniu serii obejmującej osiem wariantów – od obrotowego fotela biurowego przez modele konferencyjne aż po ławki. Wymagało to opracowania m.in. oparcia z systemem regulacji dla wszystkich wariantów, siedziska oraz pięcioramiennej podstawy z tworzywa, z założeniem możliwości jej wykorzystania w innych modelach krzeseł obrotowych. Było to jedno z cenniejszych doświadczeń w pracy przy wielkoseryjnej produkcji, z uwagi na duży zakres zlecenia, krótki czas realizacji oraz konieczność konsekwentnego prowadzenia procesu projektowego, tak aby ergonomia była jednoznacznie widoczna w formie.

Trzecim wyjątkowym momentem była współpraca z marką FLEKS. Zadaniem było stworzenie kolekcji mebli konfigurowanych na wymiar, składających się z brył zaprojektowanych w taki sposób, by klienci mogli – za pośrednictwem narzędzia internetowego – konfigurować każdą z nich w trzech wymiarach, w określonych zakresach, a następnie poprzez bezobsługowe połączenie online, wyprodukować je w fabryce. Wymagało to uwzględnienia szerokiego zakresu zmiennych parametrów, ich wzajemnych zależności oraz elastycznego definiowania funkcji mebli.

Ma Pan w swoim dorobku również projekty dla najmłodszych, jak choćby kolekcję mebli Venve czy MEEE. Projektowanie dla dzieci to trudne zadanie. Jak stworzyć obiekty, które odpowiadają na bezkompromisowe potrzeby i oczekiwania tej grupy odbiorców?

Po pierwsze, kluczowe są wiedza na temat rozwoju dziecka oraz świadomość, że projektując dla najmłodszych, możemy im zarówno pomagać, jak i szkodzić. Otoczenie, w którym przebywają dzieci, powinno być tworzone z wyobraźnią przekraczającą schematyczne myślenie dorosłych. Powinno wspierać rozwój abstrakcyjnego rozumienia, wrażliwości na obecność innych, a jednocześnie budować poczucie własnej wartości. Każdy z nas był dzieckiem, dlatego projektując dla najmłodszych, warto sięgać także po własne doświadczenia z tego okresu. Niewątpliwie pomaga w tym również bycie rodzicem. Mam to szczęście, że jestem ojcem pięciu synów, co pozwoliło mi obserwować dzieci na różnych etapach ich rozwoju. Opieka, wspólna zabawa, codzienne interakcje, budowanie relacji i więzi oraz uważna obserwacja – to wszystko pomaga lepiej zrozumieć ich perspektywę. Dzieci reagują szczerze i emocjonalnie. Zwykle nie kierują się długofalową strategią, ale działają intuicyjnie i spontanicznie. Myślę też, że projektując dla dzieci, trzeba je po prostu lubić i dostrzegać niezwykły potencjał, który w sobie mają.

Natura jest wielobarwna: nie zawsze trzeba szukać kompromisu 

Najtrudniejsze w tym zadaniu wydaje się znalezienie kompromisu pomiędzy tym, co podoba się dzieciom, a tym, co jednocześnie spełnia oczekiwania estetyczne dorosłych?

Z doświadczenia rodzica pamiętam sytuację, kiedy nie chciałem kupić synowi koszulki z dużym ananasem, uznając ją za tandetną. Dzisiaj podjąłbym inną decyzję. Bardzo ważne jest zrozumienie, że gust dziecka dopiero się kształtuje, ten proces trwa. Kluczowe bywa także umiejętne spojrzenie z jego perspektywy, zrozumienie, że jego świat jest prostszy, pozbawiony świadomego lęku przed oceną innych. To cenna cecha, która w naturalny sposób kształtuje ich osobowość. Oczywiście otoczenie, dom rodzinny i środowisko mają bardzo duży wpływ na rozwój dzieci. Rodzice często kierują się przede wszystkim własnym gustem, co jest w pewnym sensie zrozumiałe, jednak powinni pozostawić swoim pociechom przestrzeń na ich własną kreację i wybory estetyczne. Obecnie ogromny wpływ na rodziców mają media społecznościowe oraz moda, niekiedy promująca wystylizowane, w głębokiej czerni czy pięknej szarości artykuły dziecięce. Tymczasem dzieci potrzebują kolorów, które stymulują ich rozwój i wrażliwość. Natura jest wielobarwna. Podsumowując, nie zawsze trzeba szukać kompromisu pomiędzy tym, co podoba się dzieciom, a oczekiwaniami estetycznymi dorosłych. Kompromis zakłada jakąś stratę, a dobry projekt jest efektem poszukiwania najlepszego rozwiązania w granicach wyznaczonych przez realne możliwości. W projektowaniu warto raczej starać się, aby to, co może podobać się dzieciom, było też przekonujące dla rodziców.

Współpraca z firmą Venve zaowocowała projektem wspierającym zdrowy rozwój dzieci. Jak wyglądała praca nad jego realizacją?

Brief zakładał zaprojektowanie obiektów – mebli dziecięcych, które będą rozwijały zarówno wyobraźnię, jak i małą oraz dużą motorykę. Współpraca z Venve, poza meblami dziecięcymi, obejmowała również trzy kolekcje dla dorosłych, wszystkie wykonywane w technologii rotomouldingu (formowanie rotacyjne). W procesie projektowym podstawą do poszukiwania formy były „scenariusze” zachowań dzieci, analizowanie i przewidywanie zabaw i interakcji z mebelkami. Ergonomia widoczna jest w proporcjach i właściwościach, które w założeniu powinny wspierać ich naturalną aktywność umysłową i fizyczną. Ostateczne kształty mebli są dość abstrakcyjne i to same dzieci intuicyjnie przypisują im funkcję. Pozwala to na ciągłą kreatywność.

Przykładowo fotelik w kształcie zamkniętego profilu przełamanego pod kątem 90° wspiera prawidłową pozycję oraz stabilność tułowia podczas siedzenia. Zróżnicowane długości siedziska i oparcia pozwalają na dowolne ustawienie i wybór, która część ma być oparciem, a która siedziskiem. Ukształtowanie bryły zachęca do przyjmowania różnych pozycji, co wpływa m.in. na regulacje napięcia mięśniowego. Jeden fotelik ustawiony na boku zmienia funkcję, zaś kilka sztuk pozwala na ustawianie labiryntów czy przegród. Z kolei stabilna, okrągła pufa, używana zarówno w pozycji pionowej, jak i poziomej wspiera rozwój równowagi ciała w statyce i dynamice oraz planowanie motoryczne i zakresy ruchów w stawach. Zróżnicowana powierzchnia mebla ma inspirować dzieci do swobodnej zabawy i rozwijać motorykę małą. Jako obiekty przeznaczone nie tylko do wnętrz, lecz także do przestrzeni outdoorowych, dają możliwości zabawy z wodą, piaskiem czy śniegiem. Wszystkie bryły mają rozwijać umiejętność nawiązywania kontaktów, budowania relacji i współpracy. W procesie projektowym istotna była również współpraca z pedagogiem specjalnym i terapeutą wczesnego rozwoju. Ostatni etap pracy nad kolekcją stanowiło przygotowanie modeli 3D, które posłużyły do wykonania prototypów, a następnie do opracowania form produkcyjnych.

Dizajn na zawsze_Tomasz Augustyniak_9
Autor: Weronika Trojanowska/ Materiały prasowe 9, 10 | Współpraca z firmą Venve, poza outdoorowymi meblami dziecięcymi (10), obejmowała również trzy kolekcje dla dorosłych (9), wszystkie wykonywane w technologii rotomouldingu

Pana projekty cechuje minimalizm, a każda ingerencja ma swoje funkcjonalne uzasadnienie. Od pewnego czasu coraz częściej pojawia się w nich kolor. Skąd ten zwrot w dotychczas dość monochromatycznej twórczości?

Dotychczas w projektach przemysłowych nie zawsze miałem wpływ na ostateczną kolorystykę mebli. Praca dla przemysłu ma swoją specyfikę, funkcjonuje się w ramach określonych założeń i możliwości. W przypadku mniejszych firm wpływ projektanta na kolorystykę produktów jest zazwyczaj oczywisty i wręcz oczekiwany – przy bardzo dużych producentach natomiast współpraca często wiąże się z koniecznością akceptacji już funkcjonujących wzorników. Projektowanie w szerokim zakresie, np. całych kolekcji, wraz z wystawami i ekspozycjami targowymi, sesjami fotograficznymi, pozwala na dopracowanie spójnego efektu. Kolory są w tym procesie niezwykle ważne – z jednej strony muszą wpisywać się w obecne trendy, z drugiej budować relację między obiektami i tworzyć opowieść oraz odpowiedni klimat. Nie chodzi tu o ślepe podporządkowanie się trendom, ale o świadome poruszanie się w określonej rzeczywistości. W tak ogromnym natłoku produktów ta własna narracja jest bardzo istotna, a spójność przekazu i komunikatu marki – konieczna.

Nie widzę potrzeby doszukiwania się głębszych powodów w zastosowanych kolorach w poszczególnych projektach. Używam ich świadomie, z zamiarem osiągnięcia konkretnego celu. Z jednej strony są mi bliskie palety monochromatyczne, z drugiej – potrzeba wywołania pewnego napięcia poprzez kontrast. Przy tworzeniu zestawień kolorów, struktur i materiałów dla kilku kolekcji pracujemy w dwu- lub trzyosobowym zespole. Taki sposób pracy daje najlepsze efekty, pozwala uwalniać się od własnych schematów i blokad.

Nie korzystam z AI jako narzędzia do podejmowania decyzji 

Podkreśla Pan, że jednym z kluczowych etapów pracy jest faza poprzedzająca samo projektowanie – analiza kontekstu, otoczenia produktu oraz dogłębne badania wstępne. Jak ten proces wygląda w Pana przypadku?

Początek procesu to zapoznanie się z fabryką, jej możliwościami technologicznymi, strukturą organizacyjną. Ten etap pozwala na zadawanie wielu pytań bezpośrednio, nawiązanie relacji, co znacząco ułatwia zrozumienie, jak dana firma funkcjonuje. Dzięki temu można lepiej poznać nie tylko ograniczenia i możliwości produkcyjne, lecz także sposób komunikacji, myślenia i działania całej organizacji. Kolejny etap to przygotowanie założeń projektowych. W niektórych przypadkach podstawą pracy jest dobrze napisany brief od klienta, w innych wspólnie angażujemy się w jego stworzenie. Zawsze jednak ważna jest szeroka analiza kontekstu i scenariuszy użytkowania produktów. Następnie odbywa się zebranie i analiza wszystkich zgromadzonych danych, porównanie ich z briefem i jeśli to konieczne, wspólna korekta założeń wraz z klientem. Praca projektowa często rozpoczyna się od wstępnych szkiców, notatek rysunkowych, zapisu pierwszych skojarzeń. Ma to charakter intuicyjny, pozwala na eksplorację pozornie odległych pomysłów, w których pojawia się pierwszy punkt zaczepienia.

Czy AI jest obecna w Pana procesie projektowym?

Nie korzystam z AI jako narzędzia do podejmowania decyzji czy generowania rozwiązań. Natomiast używam jej na etapie przygotowawczym, do researchu, porządkowania informacji. Traktuję ją jako narzędzie pomocnicze, które może ułatwić precyzyjne przygotowanie się do zadania. Od zawsze zresztą pojawiały się nowe narzędzia wspierające proces projektowania. Na początku lat 90. były to komputery, później internet, nastąpił rozwój specjalistycznego oprogramowania, druk 3D – wszystko to stopniowo zmieniało sposób pracy projektanta. Dziś pojawia się AI i myślę, że używana w odpowiedzialny sposób może również wspierać proces, przyspieszać pewne etapy i poszerzać możliwości pracy. Trzeba pamiętać, że jest ona jedynie cyfrowym narzędziem, które powinno służyć człowiekowi, a nie zastępować jego odpowiedzialność. Jak napisał papież Leon XIV w ostatniej encyklice: tak zwane systemy sztucznej inteligencji nie przeżywają doświadczenia, nie mają ciała, nie odczuwają radości i bólu, nie dojrzewają w relacji, nie znają tego, co znaczą miłość, praca, przyjaźń i odpowiedzialność. Nie mają również świadomości moralnej: nie oceniają dobra i zła, nie ujmują ostatecznego sensu sytuacji, nie biorą na siebie ciężaru konsekwencji. Mogą naśladować języki, zachowania i oceny, symulować empatię albo zrozumienie, ale nie rozumieją tego, co wytwarzają, ponieważ nie żyją w sferze afektywnej, relacyjnej i duchowej, w których człowiek staje się mądry.

Unikanie mediów społecznościowych w dzisiejszych czasach należy raczej do rzadkości. Panu jednak się to udaje.

To jest kwestia wolnego wyboru. Temat mediów społecznościowych bywa bardziej złożony. Wymagają ciągłej aktywności w tej dziedzinie, a to nie jest zgodne z moim podejściem do pracy i relacji społecznych. Nie lubię działać impulsywnie. Ta intensywność potrafi prowadzić do przebodźcowania i wprowadzać stały stan reakcji, ciągłego nasłuchiwania, odpowiadania, bycia w trybie dostępności. Generuje to niepotrzebny chaos i rozproszenie. Potrzebuję przestrzeni, żeby myśleć. Natomiast w procesie komunikacji rynkowej firm, twórców i wszystkich, którzy działają w obiegu gospodarczym, biznesowym czy w obszarze kultury, media społecznościowe odgrywają ważną rolę. W tym znaczeniu oczywiście jest to istotne narzędzie.

W jednym z wywiadów powiedział Pan, że dizajn jest odpowiedzialnym procesem projektowym, który polega na porządkowaniu i poszukiwaniu harmonii w otoczeniu. Wydaje się, że dziś szczególnie ten porządek i harmonia są bardzo potrzebne. Czyżby to teraz był najlepszy moment na projektowanie?

Obecnie bardzo potrzebujemy uporządkowania, harmonii, ciszy i spokoju. Jako społeczeństwo nie mamy żadnego problemu z dotarciem do informacji, coraz większym wyzwaniem jest natomiast odróżnienie prawdy od fałszu. W szeroko rozumianym projektowaniu zawsze potrzebna jest odpowiedzialność nie tylko za to, co dotyczy nas tu i teraz, lecz także za przyszłość człowieka, jego zdrowie, kondycję psychiczną i fizyczną oraz kształt społeczeństwa, w którym będziemy funkcjonować.

---------------------------------------------

Tomasz Augustyniak, projektant wzornictwa przemysłowego, absolwent Wydziału Architektury Wnętrz i Wzornictwa Przemysłowego UAP. Od ponad 30 lat tworzy projekty w obszarze domu, biura i miejsc publicznych. Jego prace znajdują się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie oraz stanowią część wystawy stałej Galerii Wzornictwa Polskiego. Dwukrotny laureat nagrody IWP Dizajner Roku

Architektura Murator Google News
Podcast Architektoniczny
Borysław Czarakcziew chce dogonić Europę, wyrugować patologie i pomóc architektom więcej zarabiać. Jak zamierza to zrobić?