Spis treści
Subtelna miękkość żelbetu
„Musisz być jak twardy głaz (...) Czasem znów miękka bądź, niczym bambus pozwól się giąć” – śpiewała Katarzyna Pisiak w animowanym filmie Mulan. Słowa tej piosenki dobrze oddają pierwsze wrażenie, jakie wywołuje we mnie Dom zaprojektowany przez Marcina Kościucha i Tomasza Osięgłowskiego w północnej części Wielkopolski. A to głównie za sprawą żelbetowego muru oporowego, który otacza wypłaszczoną działkę. Choć masywny i surowy - dzięki miękkim liniom nadanym mu przez architektów zyskuje swoistą lekkość, która zostaje podbita przez ogrodzenie z perforowanej blachy aluminiowej. Forma muru nawiązuje do naturalnej linii brzegowej pobliskiego jeziora.
„Podczas uzyskiwania warunków zabudowy okazało się, że tylko 1/4 terenu może zostać przeznaczona pod zabudowę” – wspominają architekci. Odpowiedzią na te ograniczenia stało się wypłaszczenie romboidalnej działki, której naturalny spadek prowadzi w stronę jeziora.
Zmuszeni do dekonstrukcji koncepcji
Ostateczny kształt Domu jest efektem daleko idącej "przebudowy" pierwszej koncepcji. Początkowo architekci zaprojektowali prostą, wydłużoną bryłę ustawioną równolegle do linii jeziora, z głównymi przeszkleniami otwierającymi się na wodę. Tego wariantu nie udało się jednak zrealizować. Informacja o tym, jak duża część działki jest wyłączona z możliwości zabudowy, dotarła do architektów i inwestorów dopiero po opracowaniu wstępnego projektu. Ograniczenia objęły nie tylko pas terenu od strony jeziora, ale również jego północną część. W efekcie pierwotny układ przestał odpowiadać warunkom formalnym i musiał zostać zaprojektowany od nowa.
Powyższy schemat pokazuje proces tej projektowej dekonstrukcji. Architekci zachowali trójdzielny układ funkcjonalny domu,rozbijając jednocześnie pierwotną bryłę na kilka wzajemnie przenikających się elementów. Zmianie uległ również sposób kadrowania krajobrazu. Choć wnętrza nie otwierają się już bezpośrednio na jezioro, okna nadal prowadzą wzrok w stronę starannie wybranych fragmentów otoczenia, wykorzystując walory całego krajobrazu, a nie tylko samej tafli wody.
Wielowątkowość blachy falistej
Dom zaprojektowano w konstrukcji drewnianej, którą następnie obłożono anodowaną blachą falistą. „Inspiracją do zastosowania tego materiału były dla nas liczne przykłady hangarów służących do przechowywania sprzętu wodnego” – podkreślają architekci, dodając, że dom od początku miał być właśnie takim współczesnym hangarem.
Czytaj także: Osiedle Kwiatów Polskich wybija się na tle lokalnej zabudowy. Blacha falista na elewacjach przejęła rolę detalu
Falista faktura blachy wprowadza do architektury detal, ale osiągnięty w wyjątkowo oszczędny sposób – bez potrzeby „doklejania” kolejnych elementów. To jeden z mocniejszych atutów projektu. Pierwszym skojarzeniem z takim materiałem mogą być kontenery morskie, coraz częściej wykorzystywane jako zabudowa tymczasowa lub mobilna. Ta intuicja okazuje się jednak myląca. Dom nie ma wiele wspólnego ani z tymczasowością, ani z architekturą z recyklingu. To raczej wizualny pomost między nowoczesną koncepcją domu a istniejącą, okoliczną zabudową, na którą składają się m.in. budynki gospodarcze.
Poza walorami estetycznymi blacha falista ma również konkretne zalety użytkowe. Dobrze chroni przed wodą i wiatrem, jest łatwy w konserwacji, a dzięki właściwościom anodowanej powierzchni skutecznie wypromieniowuje ciepło. W efekcie w upalne dni jego temperatura nie przekracza temperatury otaczającego powietrza. Blacha jest też bardzo lekka, co pozwala ograniczyć przekroje elementów konstrukcyjnych, a tym samym obniżyć koszty realizacji.
Czekamy na bociany i polne kwiaty
Układ funkcjonalny domu opiera się na trzech wzajemnie przenikających się bryłach. Pierwsza, usytuowana najbliżej jeziora, skupia strefę wspólną. To tutaj znalazł się salon z kuchnią, zadaszony taras, główne wejście, pomieszczenia techniczne oraz toaleta. W jej obręb wsunięto drugą część budynku, przeznaczoną na bardziej prywatne funkcje. Bezpośrednio przy strefie dziennej ulokowano gabinet, a dalej sypialnie domowników. Najbardziej wysunięta bryła, ustawiona prostopadle do ulicy, mieści łazienkę dzieci, pokój gościnny oraz hangar na sprzęt wodny o powierzchni 50 m². Co istotne, do magazynu można dostać się wyłącznie z zewnątrz. Cały dom ma 230 m² powierzchni.
Charakterystycznym elementem kompozycji są sześcienne nadbudowy umieszczone na dachach wszystkich trzech brył. Nie pełnią funkcji estetycznej – ukrywają urządzenia techniczne, m.in. jednostki klimatyzacji, pompy ciepła i kominy wentylacyjne. Ich obudowy można łatwo otworzyć od strony elewacji, co ułatwia prowadzenie prac serwisowych.
Pod kilkoma względami projekt szczególnie wychyla się w stronę przyszłości. Ponieważ w okolicy niemal każde gospodarstwo ma własne bocianie gniazdo, na działce stanął specjalny słup z platformą przygotowaną z myślą o tych ptakach. Z czasem zmieni się również charakter otoczenia domu – zamiast tradycyjnego trawnika teren stopniowo ma przekształcić się w łąkę kwietną.
Metryczka Domu Ultra nad jeziorem
Rok powstania: 2021
Architekci: Marcin Kościuch, Tomasz Osięgłowski
Współpraca: Anna Szewczyk, Roderyk Milik, Mateusz Jóźwiak , Anna Winna
Powierzchnia: 180m²
Status: zrealizowany
Lokalizacja: Północna część wielkopolski