Spis treści
Bankowcy też chcą mieszkań
Dom przy Jaracza 3 (dawniej Czerwonego Krzyża 21/23) powstał w latach 1929-1931 dla Spółdzielni Mieszkaniowej Urzędników Banku Polskiego „Nowe Domostwo”. Projekt opracował architekt Piotr Kwiek, który przed wojną zaprojektował kilka gmachów i osiedli urzędniczych chwalonych w środowisku i prezentowanych w prasie. Po wojnie nic już nie zaprojektuje - zginie w niewyjaśnionych okolicznościach w Warszawie podczas okupacji w 1943 roku.
Zobacz także: To jedna z ciekawszych willi Saskiej Kępy. Była wizytówką dla budowlańca, ale nie cieszył się nią długo. Projekt: Piotr Kwiek
Budynek należał do fali inwestycji spółdzielczych zmieniających międzywojenne Powiśle. Jak przypomina historyk architektury dr Filip Burno, na początku lat 30. w Warszawie działało 165 spółdzielni mieszkaniowych. Miały być alternatywą dla budownictwa spekulacyjnego i pomagać w rozwiązaniu mieszkaniowego niedostatku.
Kryzysu mieszkaniowego nie rozwiązały, a najbiedniejszym nie zagwarantowały godnych warunków do życia (pomimo prób choćby Towarzystwa Osiedli Robotniczych), ale pozostawiły po sobie ciekawe realizacje mniej lub bardziej znanych architektów. Kwiek należał przed wojną do tych znanych.
Zaznaczmy jeszcze, że członkowie spółdzielni bankowej nie należeli do grupy słabo sytuowanej, wymagającej pomocy w nabyciu mieszkania. W wielkim budynku znalazły się zaledwie 42 mieszkania, a najmniejsze (nie licząc 47-metrowego mieszkania dla dozorcy) mierzyły 96 m2, zawierały trzy duże pokoje i pomieszczenie dla pokojówki przy kuchni. Wszystkie z tego zresztą powodu posiadały dwa osobne wejścia. Największe mieszkania miały 5 pokojów i mierzyły 133 m2 bez groszy.
Koniecznie od frontu!
Piotr Kwiek nie dostał zlecenia ot, tak. Wygrał zamknięty konkurs rozpisany przez spółdzielnię. Specyficzny kształt domu nie był jego wizją mającą wpuścić do mieszkań więcej słońca, a wymogiem konkursowym. "Nowe Domostwo" doczekało się obszernej prezentacji w "Architekturze i Budownictwie" w 1931 roku. Była bezlitosna, choć wcale nie tak jednoznaczna. Czytamy w niej:
Sposób ten nie był dyktowany żadną rozsądną racją, żadną myślą o założeniu urbanistycznem, ani względami estetycznemi lub troską o higjenę, lecz jedynie tem, że 40-tu członków Spółdzielni chciało mieć koniecznie po mieszkaniu każdy z oknami ,,od frontu". Obojętny był im dostęp słońca do pokoi, ciemne ubikacje dolnych kondygnacyj, niewentylowane kuchnie, które, choćby najlepiej urządzone i najschludniej utrzymane, wydzielać będą charakterystyczny dla wszystkich nieprzewietrzonych oficyn kwaśny zapach kapusty - chodziło wyłącznie o „front."
Zobacz także: Na 157 mieszkań każde było inne, a blok to opadał, to się cofał. Ten warszawski blok-harmonijka powstał przed wojną
Autor krytyki, który nie podpisał się imieniem i nazwiskiem, a jedynie inicjałami (S.M.), nie zostawiał na realizacji suchej nitki, odwołując się do szerszego kontekstu i złych praktyk, stając jednak w obronie architekta: Wydział Regulacji Magistratu plan taki zatwierdza, narażając przytem nie tylko ten dom, lecz i dwa sąsiednie, przylegające zboku i ztyłu (sąsiad prawy już stoi), na absolutną niemożność dobrego zabudowania. Powtarza się tu ten sam błąd, jaki robiono w Warszawie przez wiele lat, zabudowując całe śródmieście. Położenie architekta w podobnych razach jest niezwykle trudne. Musi albo pracować wbrew swym przekonaniom, albo zrzec się roboty.
Historia stara jak świat - inwestor wymaga, a architekt robi, co może. Bo jak nie on, to zrobi to kto inny, może gorzej. Kwiek rzeczywiście zrobił, co mógł, i jak najlepiej potrafił. Choć krytyka była mocna, nie dotyczyła ona w rzeczywistości architekta (i słusznie), a krótkowzroczności inwestora i urzędów, które wydały pozwolenie na budowę. Mimo to S.M. skonstatował, że nowo wybudowany budynek jest jednym z najlepszych tego typu, jaki postawiono w Warszawie ostatnimi czasy.
Proste formy
Dom postawiono w stylu modernistycznym Oszczędność środków nie oznacza jednak obojętności na wygląd budynku. Elewację wykończono terrazytem, dach - miedziowaną blachą. Ozdobą był kontrast jasnej elewacji z ciemnymi balustradami, stolarką, piękną bramą zwieńczoną latarniami.
- Z ulicy na podwórze prowadzi lekki żelbetowy mostek. Po bokach schodkami schodzi się do lokalu sklepowego z jednej i do sali Zarządu Spółdzielni z drugiej strony. Jest to bardzo dowcipny sposób wykorzystania różnicy terenu, która przed budową między ulicą a parcelą wynosiła 3 metry. Oświetlenie w tych pomieszczeniach jest względnie dobre. Wątpliwe tylko, czy zdoła wyrosnąć pod mostem przewidziana trawka - pisał S.M. Wyrosła. A z nią krzewy i drzewo.
Wyraźnie odcinające się dzięki ciemniejszej stolarce pasy klatki schodowej ściągają wzrok do wnętrza dziedzińca. W środku, w częściach wspólnych, znalazły się oczywiście windy, a schody ozdabiają wyoblone wstęgi balustrad. Kwiek odważnie grał kolorem. Drzwi do mieszkań pomalowano oryginalnie na pomarańczowo i błękitnie ("AiB": doskonale!).
Okucia, stolarka, żelazne okna klatek schodowych, lampy, numerki nad drzwiami, poręcze, wnętrza wind, krata od ulicy i wszelkie szczegóły, nie wyłączając starannie dobranych kolorów i tonów, są dowodem, ile znaczy osobisty wgląd architekta w drobiazgi, które razem wzięte tworzą to, co nazywamy wykończeniem budynku. Pod tym względem dom Spółdzielni jest pierwszorzędny.
Do dyspozycji mieszkańców były też oczywiście piwnice (wysokie na 4 metry) i strychy (dla odmiany - niskie).
W czasie wojny
Dom przy Jaracza 3 od nieco innej strony opisywał Karol Mórawski we wspomnieniu "Balista i cembrowina" (2006). Jako dziewięciolatek spędził tutaj 37 dni powstania warszawskiego. Opisywał piwnice i korytarze z sanitariatami oraz ujęciami wody, do których przenieśli się mieszkańcy. Lokatorzy parteru udostępniali kuchnie; organizowano tu pomoc medyczną, dostawy żywności i obronę przeciwpożarową.
Gdy dostęp do wody stał się niebezpieczny, mieszkańcy próbowali wykopać studnię na podwórzu. Woda okazała się jednak niezdatna do użytku, a dom trzeba było w końcu opuścić.
Architekt Piotr Kwiek
Piotr Paweł Kwiek (1889–1943) ukończył Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej w 1927 roku. Projektował domy, szkoły, gmachy biurowe. Z Jerzym Gomólińskim współtworzył zabudowę spółdzielni Temida przy Lekarskiej oraz biurowiec Społem przy Grażyny 13; z Adamem Paprockim - siedzibę Dowództwa Korpusu Ochrony Pogranicza przy Chałubińskiego 3b.
Do jego prac należą również zespół szkół przy Siennickiej i willa Brzezińskich przy Obrońców 10 na Saskiej Kępie. Wszystkie te realizacje przetrwały wojnę i stoją do dziś.
Kwiek uczestniczył w organizowaniu środowiska zawodowego: był współzałożycielem SARP w 1934 roku i wiceprezesem jego tymczasowego Zarządu Głównego. Okoliczności jego śmierci w 1943 roku nie są znane.