Cerkiew w Komańczy stoi 30 kilometrów od miejsca, w którym spłonął kościół w Sanoku. Udało się ją odbudować i wygląda przepięknie

Pożar, który w nocy z 15 na 16 sierpnia 2026 roku zniszczył XVII-wieczny kościół św. Mikołaja na terenie Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, ponownie stawia przed konserwatorami pytanie, które w przypadku zabytków drewnianych powraca wyjątkowo brutalnie: co właściwie można odbudować, kiedy materialny zabytek przestaje istnieć?

W Sanoku ogień objął cały kościół jeszcze przed przybyciem pierwszych zastępów straży. Spłonął nie tylko budynek, lecz także jego wyposażenie; ocalało natomiast m.in. kamienne obmurowanie. Przyczyny pożaru są dopiero ustalane.

Cerkiew, która powstała jak Feniks z popiołów

Niecałe 30 kilometrów w linii prostej od Sanoka znajduje się miejsce, w którym podobny dramat rozegrał się dwie dekady wcześniej. 13 września 2006 roku niemal doszczętnie spłonęła prawosławna cerkiew Opieki Matki Bożej w Komańczy – jedna z najcenniejszych drewnianych świątyń wschodniej Łemkowszczyzny. Ogień pozostawił wolnostojącą dzwonnicę, krzyże i relikty otoczenia, ale zasadnicza bryła cerkwi wraz z historycznym wyposażeniem przestała istnieć.

Kapliczka, która stoi przy szlaku do Santagio de Compostella nie jest zwyczajna

Cztery lata później świątynia ponownie stała na swoim miejscu. Jej konsekracja odbyła się 13 października 2010 roku. Był to jednak już nowy drewniany budynek odtwarzający formę spalonego zabytku, a nie zabytek poddany remontowi czy renowacji. To rozróżnienie jest zasadnicze – i właśnie przypadek Komańczy pokazuje, jak skomplikowaną operacją jest rekonstrukcja architektury drewnianej po katastrofalnym pożarze.

Zabytek, którego nie da się „naprawić”

W przypadku murowanej architektury nawet bardzo poważny pożar często pozostawia znaczną część substancji: mury obwodowe, sklepienia, fragmenty konstrukcji, detale kamienne. Drewno zachowuje się inaczej. Ogień może w ciągu kilkudziesięciu minut unicestwić jednocześnie konstrukcję, detal i zapis dawnych technik wykonawczych.

To dlatego określenie „renowacja cerkwi w Komańczy” byłoby nieprecyzyjne. Po 2006 roku nie było już konstrukcji, którą można byłoby konserwować w tradycyjnym sensie. Należało zaprojektować i wykonać jej rekonstrukcję.

Kościół w Monachium z największymi wrotami na świecie

Spalona świątynia była budowlą zrębową, orientowaną i zasadniczo trójdzielną, z prezbiterium, nawą i babińcem, uzupełnioną późniejszą zakrystią oraz przedsionkiem konstrukcji słupowo-ramowej. Wewnątrz znajdowały się charakterystyczne ośmiopolowe, zrębowe kopuły namiotowe. Zwarta, wydłużona bryła, przykryta wielopołaciowym dachem o wspólnej kalenicy i zwieńczona szeregiem wieżyczek, należała do charakterystycznych, a zarazem rzadkich realizacji wschodniołemkowskiej architektury cerkiewnej.

Kiedy taka konstrukcja znika, rekonstruktor nie odtwarza jedynie „wyglądu”. Musi odtworzyć cały układ zależności przestrzennych i konstrukcyjnych: wysokości zrębów, przekroje belek, sposób ich łączenia, geometrię kopuł, więźbę, proporcje okapów, układ szalowania i profilowanych gzymsów, wielkość otworów, detal wieżyczek.

Architekci sami sobie kopią grób. Robert Konieczny wzywa do większej solidarności zawodowej I Architektura-murator

Najważniejszym materiałem budowlanym staje się dokumentacja

Paradoks rekonstrukcji polega na tym, że po pożarze najcenniejszym „materiałem” często przestaje być drewno. Stają się nim pomiary, fotografie, rysunki, karty ewidencyjne i wcześniejsze opracowania konserwatorskie.

Komańcza miała pod tym względem wyjątkowo korzystną sytuację. Świątynia była obiektem dobrze rozpoznanym i wielokrotnie dokumentowanym. W archiwach zachowała się m.in. karta ewidencyjna zabytku sporządzona w 1978 roku, a cerkiew była wcześniej szczegółowo opisywana przez badaczy drewnianej architektury cerkiewnej. Dokumentacja fotograficzna pozwalała odtworzyć także liczne cechy detalu.

To jedna z najważniejszych lekcji płynących z Komańczy również dla Sanoka.

Cerkiew w Komańczy koło Sanoka
Autor: Henryk Bielamowicz/ CC BY-SA 3.0

Odtworzyć formę czy technologię?

Drugie zasadnicze pytanie dotyczy materiału.

Cerkiew w Komańczy nie była po prostu budynkiem „z drewna”. Jej architektura była bezpośrednim rezultatem pracy z konkretnym materiałem, jego rozpiętością, ciężarem i możliwościami obróbki. Z tego względu jednym z kluczowych problemów odbudowy było pozyskanie drewna o parametrach pozwalających odtworzyć tradycyjną konstrukcję.

Lasy Państwowe przekazały na rekonstrukcję około 240 m³ drewna jodłowego pochodzącego z drzewostanów liczących ponad 120 lat. Wymagania projektu były nietypowe z perspektywy współczesnego rynku budowlanego: potrzebne były m.in. kłody długości 10 metrów, mające około 50 cm średnicy nawet w cieńszym końcu. Surowiec pozyskiwano w nadleśnictwach Baligród, Komańcza i Rymanów.

Otulony betonową łupiną cieniutką jak tkanina, nie ma żadnych filarów ani podpór

Ta informacja dobrze pokazuje jeden z najczęściej pomijanych problemów rekonstrukcji historycznej architektury drewnianej. Współczesne drewno konstrukcyjne nie zawsze jest odpowiednikiem materiału używanego przez dawnych cieśli.Zmieniły się gospodarka leśna, dostępne średnice pni, długości handlowe elementów i sposób obróbki. Jeśli rekonstrukcja ma powtarzać dawny schemat konstrukcyjny, trzeba niekiedy najpierw znaleźć drzewa pozwalające wykonać odpowiednio długie belki. W przeciwnym razie konieczna staje się zmiana konstrukcji – a wraz z nią zmiana logiki zabytku.

W Komańczy starano się tej pułapki uniknąć.

Rekonstrukcja nie kończy się na zewnętrznym konturze

Odtworzenie bryły było tylko częścią problemu. Pożar z 2006 roku unicestwił bowiem również historyczne wnętrze.

Szczególnie dotkliwą stratą był czterostrefowy ikonostas z 1832 roku, autorstwa Afanazego Rużiłowicza, przeniesiony wcześniej do Komańczy z Wołosianki. Zniszczeniu uległ także ołtarz z 1803 roku, XVII-wieczny ołtarzyk boczny, starodruki, chorągwie procesyjne, carskie i diakońskie wrota, elementy polichromii i inne składniki wyposażenia.

W odbudowanej cerkwi znajduje się dzisiaj współczesna kopia ikonostasu. I właśnie w tym miejscu przypadek Komańczy dotyka fundamentalnego problemu doktryny konserwatorskiej.

Kurczące się kościoły. "Szyte na miarę" świątynie XXI wieku rezygnują z przepychu

Rekonstrukcja budynku może stosunkowo wiernie odtworzyć geometrię: długość belki można zmierzyć, profil gzymsu sfotografować, kąt dachu wyznaczyć z przekrojów. Znacznie trudniej odtworzyć dzieło rękodzielnicze, w którym wartością była nie tylko kompozycja, ale również indywidualny gest autora, materia, ślady starzenia i historia kolejnych ingerencji.

Kopia ikonostasu może przywrócić przestrzeni liturgicznej właściwą strukturę, skalę i znaczenie. Nie przywraca jednak XIX-wiecznego drewna ani warstw malarskich wykonanych przez dawnych artystów. Podobnie nowa belka wyciosana na wzór belki z 1803 roku może mieć identyczny przekrój, ale nie jest zabytkiem z 1803 roku.

Cerkiew w Komańczy koło Sanoka
Autor: Daniel.zolopa/ CC BY-SA 4.0

Autentyczność po rekonstrukcji

Stąd bierze się najtrudniejsza kwestia: co w odbudowanym zabytku jest autentyczne?

W Komańczy autentyczne pozostały miejsce, relacja świątyni z cmentarzem i krajobrazem, zachowana dzwonnica oraz część otoczenia. Odtworzono natomiast zniszczoną bryłę i wyposażenie. Nie oznacza to, że rekonstrukcja jest pozbawiona wartości. Przeciwnie. Pozwoliła zachować niezwykle rzadki typ architektoniczny, przywróciła ważny element krajobrazu kulturowego i – co być może najważniejsze – umożliwiła dalsze funkcjonowanie miejsca jako czynnej świątyni.

Przed pożarem cerkiew była jednocześnie dokumentem materialnym początku XIX wieku i żywym miejscem kultu. Po rekonstrukcji pozostaje żywym miejscem kultu i bardzo precyzyjnym nośnikiem informacji o historycznej formie, lecz jej zasadnicza drewniana substancja pochodzi z XXI wieku.

Właśnie dlatego terminologia ma znaczenie. Nazywanie każdej odbudowanej budowli „zabytkiem z 1803 roku” zaciera granicę pomiędzy zachowaną materią a współczesną rekonstrukcją.

Czego Komańcza może nauczyć Sanok

Dopiero rozpoczyna się ocena strat po pożarze kościoła św. Mikołaja w sanockim skansenie. Nie wiadomo jeszcze, jakie decyzje zostaną podjęte wobec zniszczonego obiektu i w jakim zakresie zachowana dokumentacja pozwoliłaby na jego ewentualne odtworzenie. Dlatego automatyczne przenoszenie scenariusza z Komańczy na Sanok byłoby przedwczesne.

Przypadek cerkwi wskazuje jednak kolejność działań, która po katastrofie drewnianego zabytku ma znaczenie zasadnicze. Najpierw powinno się możliwie skrupulatnie potraktować samo pogorzelisko jako źródło. Elementy zwęglone nie są z definicji bezwartościowym odpadem: mogą dostarczać informacji o przekrojach konstrukcji, połączeniach, warstwach technologicznych, dawnych ingerencjach czy sposobie obróbki drewna. Dopiero po ich udokumentowaniu można oceniać skalę zachowanej substancji.

Następnie trzeba skonfrontować to, co ocalało, z pełnym zasobem dokumentacji: od archiwalnych rysunków i fotografii po materiały z ostatnich prac konserwatorskich. W przypadku obiektu muzealnego dokumentacja może być szczególnie bogata. Dopiero w trzecim kroku pojawia się pytanie o rekonstrukcję.

Drewniany zabytek po pożarze

Historia cerkwi w Komańczy jest zarazem historią sukcesu i historią straty. Sukcesem było odzyskanie formy architektonicznej i ciągłości miejsca. Odbudowana świątynia ponownie stała się elementem krajobrazu Komańczy, a także przestrzenią użytkowaną przez lokalną wspólnotę. Odtworzono bardzo rzadki typ cerkwi wschodniołemkowskiej, którego utrata oznaczałaby poważne zubożenie kulturowego obrazu regionu.

Strata z 2006 roku pozostaje jednak nieodwracalna. Nie powrócił XIX-wieczny zrąb. Nie powrócił ikonostas Rużiłowicza. Nie powróciły ślady narzędzi dawnych cieśli, zużycie elementów ani materialny zapis dwóch stuleci użytkowania. Nowa cerkiew może je przypominać, ale nie może ich zastąpić.

I być może to właśnie jest najważniejsza lekcja dla ochrony architektury drewnianej. Rekonstrukcja – nawet przeprowadzona starannie i dysponująca znakomitą dokumentacją – jest ostatnią możliwością po katastrofie, a nie alternatywą dla ochrony oryginału. W drewnianym zabytku materia i forma są ze sobą wyjątkowo silnie związane. Ogień niszczy je jednocześnie.

Cerkiew w Komańczy
Autor: Henryk Bielamowicz/ CC BY-SA 4.0

Źródła wykorzystane w artykule:

  1. Rzeczpospolita – rp.pl/wypadki/art45004641-pozar-skansenu-w-sanoku-doszczetnie-splonal-xvii-wieczny-kosciol
  2. Bankier.pl – bankier.pl/wiadomosc/Odbudowa-cerkwii-w-Komanczy-stanela-pod-znakiem-zapytania-1481286.html
  3. eSanok.pl – esanok.pl/2010/konsekracja-cerkwi-w-komanczy.html
  4. Zabytek.pl – zabytek.pl/pl/obiekty/komancza-zespol-cerkwi-greckokatolickiej-pw-nmp-ob-cerkiew-pr
  5. Twoje Bieszczady – twojebieszczady.net/kom_cerk.php
  6. wBieszczady.pl – /wbieszczady.pl/warto-zobaczyc/zabytkowa-cerkiew-na-niewielkim-wzgorzu-w-komanczy-obiekt-zostal-dwukrotnie-pochloniety-przez-ogien-zdjecia-wideo/SQLbVyzq2jdfLVW5GcFe
  7. Podkarpackie Travel / Szlak Architektury Drewnianej – sad.podkarpackie.travel/punkty-szlaku/trasa-iv-sanocko-dukielska/dawna-greckokatolicka-cerkiew-parafialna-pw-matki-bozej-