Spis treści
Słodko-gorzkie życie poza czasem
Moc Lubomierza polega na tym, że w niewielkim stopniu rozwinął się poza obszarem dawnych murów obronnych. Budynki mieszkalne i użyteczności publicznej mają tu po kilkaset lat. Czas się zatrzymał. Romantyczna aura sprawia, że Lubomierz od czasu do czasu staje się scenografią dla produkcji filmowych. Przede wszystkim jednak nadaje ton codziennemu życiu miasta.
Czytaj także: Darek Borkowski opowiada o ruinersach i ich wpływie na remonty na Dolnym Śląsku
Mieszkańcy żyją w historii, którą nieustannie piszą na nowo. W miejscu, gdzie kiedyś znajdował się składzik na węgiel, powstało Lubomierskie Centrum Kultury. Jeden dawny dworzec kolejowy zaadaptowano na świetlicę, drugi - na mieszkania socjalne. W parterach historycznych kamienic działają kawiarnia Niespodzianka i pizzeria Norra. Na rynku wciąż toczy się handel, choć już nie tkaninami ani gołębiami. Zamiast nich można zaopatrzyć się w "1001 drobiazgów", "pamiątki" i "małe AGD".
„Zatrzymany czas” nie zawsze ma smak nostalgicznej słodyczy. Lubomierz jest wykluczony komunikacyjnie, trudno tu dojechać, nie rozwija się przemysł. Brakuje miejsc pracy. Dla jednych historyczna tkanka – kameralna skala, bajkowe elewacje, niepowtarzalny urok – będzie zbawieniem, dla innych, szczególnie tych marzących o prostej definicji rozwoju, przekleństwem. Dla obu tych grup z pewnością pozostaje jednak wyzwaniem.
...Wyzwaniem, które zostało podjęte. Grupa projektowa Rewizja już dwanaście lat temu podniosła leżącą rękawicę. Trudno mówić o rękawicy rzuconej, bo problemy nawarstwiały się przez lata i nikt konkretny nie postawił miasta w tej sytuacji. W 2014 roku pracownia wzięła udział w przetargu na rewitalizację rynku w Lubomierzu. I wygrała. Był to przetarg publiczny, dlatego – jak wspominają projektanci – większość punktów zdobyła dzięki najniższej cenie.
Od tamtej pory pracownia zrealizowała w mieście ponad dwadzieścia przedsięwzięć: od wspomnianej płyty rynku, przez budynki Urzędu Miasta i Muzeum Filmu Fabularnego Kargula i Pawlaka w Domu Płócienników, aż po prace w klasztorze benedyktynek. Prace w klasztorze trwają do dziś. I podobnie jak kompleks klasztorny dominuje nad panoramą miasta, tak prowadzone w nim prace pozostają nierozerwalnie związane z przemianami zachodzącymi w całym Lubomierzu.
Energia sakralna w energię młodości
Barokowa budowla klasztoru benedyktynek powstała w 1730 roku, zastępując swoją gotycką poprzedniczkę. Ta z kolei wyparła jeszcze starszy, drewniany kościółek, wokół którego benedyktynki założyły w 1278 roku klasztor na terenie dzisiejszego Lubomierza. W średniowieczu prowadzenie klasztoru wiązało się również z działalnością gospodarczą – uprawą ziemi i handlem. To właśnie wokół tych funkcji w 1291 roku wyrosło miasto skupione wokół niewielkiego rynku. Jego charakterystyczny, wydłużony kształt jest pozostałością dawnych funkcji handlowych.
To klasztor ukształtował dzisiejszy Lubomierz: jego urbanistykę, architekturę i charakter. To stąd przez stulecia rozchodziły się impulsy wpływające na życie miasta – od pracy po lokalne wydarzenia. Czy dziś, gdy klasztor przestał pełnić swoją pierwotną funkcję, nadal jest podobnie? Z pewnością w wymiarze symbolicznym. Wjeżdżając do Lubomierza, najpierw dostrzega się wieżę klasztoru, a dopiero później wyłania się reszta miasta. Budynek wciąż dominuje nad panoramą, choć nie wyznacza już rytmu życia mieszkańców tak, jak robił to przez wieki.
Od pierwszych lat powojennych, kiedy organizowano tu polskie szkolnictwo, dawny klasztor pełni funkcję internatu.
Nowa funkcja tchnęła w klasztor życie – skrajnie inne od klasztornego, ale równie intensywne. Sakralne obrazki ustąpiły miejsca kolorowym plakatom. We wnętrzach nadal słychać śpiew, tylko inny. To cenna zamiana energii. Gdy budynek tej skali traci swoją pierwotną funkcję, łatwo o stanie się efektowną wydmuszką. W Lubomierzu udało się tego uniknąć.
Historia zatoczyła koło
– To właśnie ciągła obecność internatu uchroniła klasztor przed opuszczeniem, postępującą degradacją i utratą jego użytkowego charakteru – podkreślają architekci z grupy projektowej Rewizja. Opowiadają się tym samym za utrzymaniem funkcji edukacyjnej, choć wielu widziałoby w tym miejscu przede wszystkim obiekt o charakterze turystycznym. Jak przekonują, obecne przeznaczenie ma również wymiar symboliczny.
Utrzymanie funkcji edukacyjnej jest powrotem do tradycji tego miejsca. Urszulanki prowadziły w klasztorze działalność wychowawczą i edukacyjną, a dziś obiekt ponownie służy młodym ludziom jako internat. Historia w pewien sposób zatacza więc koło.
- mówią. W ciągu ostatnich 10 lat wymieniono ponad 5000 m² dachów i odnowiono 1600 m² elewacji, zatrzymując postępującą degradację zabytku. Nowy charakter zyskały również place przed klasztorem i kościołem, które odzyskały reprezentacyjny charakter. We wnętrzach wyremontowano salę bankietową, teatralną, refektarz, kuchnię i sanitariaty oraz wykonano 2200 m² nowych posadzek.
Równolegle przeprowadzono szeroko zakrojone prace instalacyjne: wykonano ponad 10 kilometrów odwiertów pod gruntowe pompy ciepła, zamontowano 240 grzejników, 2500 metrów bieżących ogrzewania podłogowego, wymieniono ponad 400 okien i zainstalowano ponad 300 energooszczędnych opraw oświetleniowych. O bezpieczeństwo obiektu dba dziś system złożony z 300 czujek przeciwpożarowych oraz wydzielona klatka ewakuacyjna.
Przywrócić pierwotną logikę
To, co szczególnie istotne, to fakt, że przez cały okres prac klasztor pozostaje czynnym obiektem, nieprzerwanie dostosowanym do codziennego użytkowania. Prace prowadzone są etapami – w rytmie dostępnych środków publicznych i zewnętrznych programów finansowania.
Czytaj także: Architektura niczym spowiedź: stare jest stare, nowe jest skromne. Przebudowany Klasztor we Wrocławiu zyskał funkcje hotelowe
Głównym celem, jaki postawili sobie architekci, było przywrócenie czytelności historycznej struktury obiektu oraz stopniowe dostosowanie go do współczesnych funkcji społecznych, edukacyjnych i kulturalnych. Punktem wyjścia stało się rozpoznanie przekształceń dokonanych po wojnie, kiedy wnętrza podporządkowywano doraźnym potrzebom użytkowym, często bez poszanowania ich pierwotnej architektury.
Wtórne ściany działowe przecinały sklepienia, deformowały proporcje pomieszczeń, a instalacje prowadzone najkrótszymi trasami ingerowały w detale i historyczne elementy wystroju
– wspominają projektanci.
Podstawowym założeniem projektu było uporządkowanie przestrzeni i przywrócenie jej pierwotnej logiki. Usunięto wtórne podziały, odsłonięto sklepienia i odtworzono czytelny układ historycznych wnętrz. Jednocześnie każda interwencja musiała uwzględniać nie tylko wymagania konserwatorskie, ale i przyszłe koszty utrzymania obiektu. Dla niewielkiej gminy tak rozległy zespół zabytkowy stanowi ogromne obciążenie, dlatego rozwiązania projektowe od początku miały łączyć ochronę dziedzictwa z możliwością długofalowego użytkowania.
Łaźnie w barokowym skrzydle
Architekci przyjęli zasadę, że nowe elementy nie powinny udawać historycznej architektury ani z nią konkurować. Zamiast na stałe wpisywać je w zabytkową tkankę, projektowali je jak niezależne wyposażenie, które w razie potrzeby można usunąć bez naruszania oryginalnej struktury budynku.
Najlepiej widać to w łaźniach urządzonych w barokowym skrzydle klasztoru. Po usunięciu wtórnych ścianek odsłonięto pełną geometrię sklepień, a kabiny prysznicowe i toalety zaprojektowano jako wolnostojące bryły, które nie sięgają stropu i nie przesłaniają historycznej przestrzeni. Proste ceramiczne okładziny tworzą neutralne tło, a posadzka nawiązuje formatem i kolorystyką do zachowanych płytek. Jednocześnie, dzięki szerszym fugom, łatwo odróżnić współczesne uzupełnienia od oryginalnej substancji zabytku.
Czerń i biel barwione w masie
W XIX-wiecznym skrzydle klasztoru, dobudowanym przez urszulanki, odnowiono dwie najważniejsze reprezentacyjne przestrzenie. Na parterze znajduje się tzw. czarna sala teatralna. Jej ciemna kolorystyka i odtworzone dekoracyjne wzory tworzą spokojne tło dla spektakli, koncertów i projekcji filmowych. Wszystkie współczesne instalacje, w tym wentylację, ukryto w drewnianej zabudowie pod stropem, dzięki czemu historyczny charakter wnętrza pozostał czytelny.
Piętro zajmuje jasna, nazywana białą, sala bankietowa. Tutaj architekci postawili na stonowaną paletę barw i subtelne ornamenty porządkujące ściany. Instalacje techniczne włączono do kompozycji wnętrza – rozmieszczono symetrycznie, tak by nie sprawiały wrażenia przypadkowych dodatków. Dziś sala służy między innymi podczas egzaminów, uroczystości, spotkań.
W obu wnętrzach posadzki wykonano z płytek barwionych w masie, których układ nawiązuje do dawnych wzorów, podobnie jak odtworzone dekoracje ścienne. Wszystkie rekonstrukcje poprzedziły badania zachowanych elementów, jednak nowe uzupełnienia celowo wprowadzono z niewielkimi różnicami. Dzięki temu można odczytać, co jest oryginalną substancją zabytku, a co stanowi współczesną ingerencję.
Niespodzianki znajomej tkanki
Prace w klasztorze wciąż trwają.
Kolejne etapy będą koncentrować się z jednej strony na dalszym zabezpieczaniu zabytku, z drugiej – na jego stopniowym udostępnianiu mieszkańcom i odwiedzającym. W planach są m.in. konserwacja zabytków ruchomych, wymiana stolarki i naprawa dachu kościoła, remont jego elewacji, modernizacja instalacji elektrycznych i montaż systemów monitoringu i alarmowego. Zostanie wydzielona druga klatka schodowa. Równolegle klasztor ma zyskiwać nowe przestrzenie do użytkowania: odnowione zostaną wirydarz, muzeum klasztorne i pomieszczenia obsługujące kościół, przygotowane zostaną dawne cele klasztorne, a dom opatki zostanie zaadaptowany na cele warsztatowe. W planach jest też zagospodarowanie stawu łódkowego, zaplecza technicznego z parkingiem oraz lapidarium.
Puenta nie potrzebuje zakończenia?
Dziś sam proces przemiany stał się częścią klasztornego krajobrazu. Pod ścianami stoją rusztowania, między nimi prowadzą prowizoryczne przejścia, pozwalające suchą stopą dotrzeć do kolejnych pomieszczeń. Regularnie odbywają się rady budowy i konsultacje, odgłosy prac mieszają się z codziennym rytmem internatu. Nowe posadzki sąsiadują z odrapanymi jeszcze ścianami, które cierpliwie czekają na swoją kolej. I tak dalej
Można odnieść wrażenie, że klasztor zmienia się razem z Lubomierzem, a Lubomierz razem z klasztorem. I choć do końca prac wciąż daleko, sam proces stał się już – poniekąd – odpowiedzią. Jest dowodem na to, że w miejscu, w którym czas na pierwszy rzut oka się zatrzymał, życie wciąż płynie. I ma się dobrze.