Spis treści
Nie udało mi się przekonać moich najbliższych, żebyśmy wspólnie pojechali obejrzeć biurowiec Chipperfielda. Trudno im się dziwić – cóż ciekawego może być w takim budynku? Z zewnątrz nawet ładny. W bryle przypomina sześcian, właściwie nie widać w nim okien, a wielkie dziury wycięte w elewacjach wydają się co najwyżej architektoniczną ciekawostką, a nie powodem, żeby nadkładać pół godziny drogi.
Pojechałem więc sam. Bo jak tu nie zobaczyć budynku jednego z najważniejszych współczesnych architektów, który ma wyrażać tożsamość globalnego producenta kosmetyków Amorepacific, posługującego się hasłem „We make A MORE beautiful world”, a jednocześnie nie próbuje budować prestiżu w najbardziej oczywisty dla korporacyjnej architektury sposób? Nie ściga się z sąsiadami na wysokość, dynamikę formy ani ilość szkła. Zamiast tego przybrał postać statecznego sześcianu bez widocznych z daleka okien, za to z gigantycznymi otworami wyciętymi w elewacjach.
--
Przeczytaj o kontrowersyjnym projekcie Chipperfielda w Sztokholmie: Jego pierwotną wersję skrytykował sam król Szwecji. Druga koncepcja Nobel Center w Sztokholmie również budzi kontrowersje
Sześcian w mieście strzelistych wieżowców
Najpierw zatrzymajmy się na tym, co widać z zewnątrz. W otoczeniu niskiej zabudowy z jednej strony i strzelistych wieżowców z drugiej kostka Chipperfielda wygląda, jakby ktoś dobrał ją z zupełnie innego zestawu. Taki już jest Seul – miasto mozaika budowane raz na grze sprzeczności, innym razem na dialogu podobieństw.
Siedziba Amorepacific jest ogromna i natychmiast zwraca uwagę, a mimo to nie próbuje zdominować otoczenia. Zaciekawia, ale nie przesłania całego świata. To szczególnie interesujące w przypadku reprezentacyjnej centrali globalnej korporacji, od której można byłoby oczekiwać architektury znacznie bardziej demonstracyjnej. Zwłaszcza, że mówimy o mieście, w którym kilka kilometrów dalej możemy zobaczyć kilkanaście manifestacyjnych połączeń architektury i marketingu.
Tutaj jest znacznie skromniej. Subtelniej. Ale im bliżej budynku stajemy, tym wyraźniej widać, że jego pozorna jednolitość jest iluzją. Zaczynamy dostrzegać, że sześcian został otoczony drugą skórą złożoną z pionowych aluminiowych lameli. To one przesłaniają przeszklenia właściwej elewacji i sprawiają, że z większej odległości niemal nie widać okien. Poszczególne kondygnacje znikają, a ponad 100-metrowy budynek zaczyna przypominać jednolity, srebrzysty blok.
To zupełnie inna strategia niż ta, do której przyzwyczaiła nas architektura współczesnych biurowców. Zamiast demonstrować wnętrze przez wielką szklaną ścianę, Chipperfield je filtruje. Zamiast rozbijać bryłę, podkreśla jej monumentalną prostotę.
Po co Chipperfield zrobił w biurowcu wielkie dziury?
Dopiero na tym tle można zrozumieć najbardziej charakterystyczny element budynku – gigantyczne otwory wycięte w jego elewacjach.
Z ulicy wyglądają jak efektowny zabieg formalny. W rzeczywistości są wysokimi na kilka kondygnacji tarasami i wiszącymi ogrodami. Rozbijają ogromną masę budynku, wpuszczają światło i powietrze głęboko do jego wnętrza i tworzą przestrzenie, w których pracownicy mogą wyjść z biura, nie opuszczając właściwie budynku.
Znajdują się gdzieś pomiędzy wnętrzem i zewnętrzem, biurem i ogrodem, architekturą i miastem. I dopiero wtedy te „dziury” przestają być ekstrawaganckim podpisem architekta. Okazuje się, że pomagają temu kolosowi działać. Szkoda tylko, że jako przypadkowy gość z ulicy nie mogłem się do nich dostać.
Korporacyjna twierdza? Nie tutaj
Za to na parterze czeka największe zaskoczenie.
I tu proszę wstrzymać oddech. Bo to, co dzieje się na dole tego olbrzymiego budynku, jest chyba najciekawszą częścią całego projektu. Spodziewałem się siedziby firmy zatrudniającej tysiące osób urządzonej jak korporacyjna twierdza: reprezentacyjnego lobby, recepcji, bramek, ochrony i wind prowadzących do niedostępnego dla osób z zewnątrz świata.
Tymczasem Chipperfield zaprojektował tu ogromną, wielokondygnacyjną przestrzeń przypominającą bardziej zadaszony miejski plac niż lobby biurowca. Są ławki, kawiarnie, restauracje, sklepy i Amorepacific Museum of Art. Ludzie siedzą, spotykają się, jedzą albo po prostu przechodzą przez budynek. Ponad ich głowami przecinają przestrzeń schody ruchome, kolejne kondygnacje otwierają się na atrium, a monumentalna betonowa konstrukcja pozostaje właściwie bez dekoracji.
I teraz można już wypuścić powietrze. Bo choć skala tej przestrzeni może przytłaczać i przez cały czas mamy świadomość, że znajdujemy się w siedzibie prywatnej korporacji, można poczuć się tu zaskakująco swobodnie. To interesujący paradoks. Jeden z najbardziej reprezentacyjnych elementów siedziby firmy nie jest ekskluzywnym lobby dostępnym dla wybranych, lecz przestrzenią, którą Amorepacific zdecydowało się dzielić z miastem.
Jak wygląda piękno według Chipperfielda?
I być może właśnie tutaj najlepiej widać, co architektura siedziby mówi o samej marce.
Amorepacific jest producentem kosmetyków, a więc firmą, której działalność opiera się w dużej mierze na pojęciu piękna. Można było przełożyć je na architekturę w najbardziej dosłowny sposób – przez luksusowe materiały, spektakularne wnętrza i demonstrację bogactwa.
Chipperfield zrobił coś innego. Nie ma tu złota, marmuru ani architektury krzyczącej o luksusie. Nie ma przeszklonej nowoczesności. Jest precyzja, światło, proporcja, zieleń, sztuka i niezwykła dbałość o to, jak człowiek porusza się po przestrzeni. Prestiż nie wynika z wysokości budynku ani z formalnej ekstrawagancji. Jest budowany przez jakość architektury.
Bardzo mi się podoba, że David Chipperfield i Amorepacific właśnie tak spróbowali zdefiniować piękno w architekturze. Niech moi bliscy żałują. Ten biurowiec jest naprawdę interesujący. I na swój sposób piękny.
Matryczka
Pracownia David Chipperfield Architects wygrała konkurs w 2010 roku, budowę rozpoczęto w 2014, zakończono w 2017 roku, a oficjalną uroczystość otwarcia zorganizowano w czerwcu 2018 roku.
Amorepacific Headquarters
- Lokalizacja: Yongsan-gu, Seul, Korea Południowa
- Adres: 100 Hangang-daero, Yongsan-gu, Seoul
- Projekt: David Chipperfield Architects Berlin
- Architekt prowadzący / design lead: Christoph Felger
- Lokalny architekt / projekt wykonawczy: HAEAHN Architecture
- Projekt wnętrz: KESSON
- Architektura krajobrazu: SeoAhn
- Konstrukcja i projekt inżynieryjny: Arup
- Inwestor: Amorepacific Corporation
- Generalny wykonawca: Hyundai Engineering & Construction
- Powierzchnia całkowita: ok. 189 000 m² według danych HAEAHN / 216 000 m² według David Chipperfield Architects
- Powierzchnia działki: ok. 14 500 m²
- Wysokość: 110 m
- Kondygnacje: 22 nadziemne + 7 podziemnych
- Certyfikacja: LEED Gold
- Program: biura, Amorepacific Museum of Art, audytorium, biblioteka, przestrzenie wystawiennicze, restauracje, kawiarnie, handel, przedszkole, przestrzenie pracownicze i ogrody
- Maksymalna liczba użytkowników: ok. 7000 pracowników plus użytkownicy przestrzeni publicznych.
Poznaj inne budynki z Seulu:
Zwycięską koncepcję MMCA w Seulu nazwano „Unstructured Museum”. Najchętniej przetłumaczyłbym to jako „Muzeum niepoukładane”: pozbawione dominującej bryły, jednoznacznego porządku i odgórnie wyznaczonej trasy zwiedzania. W miejscu przez dziesięciolecia zamkniętym powstała architektura, która ustępuje miejsca historii, miastu i ludziom.
Dongdaemun Design Plaza w Seulu miał pomóc zmienić miasto w światową stolicę designu. Zaha Hadid zaprojektowała więc nie tyle budynek, ile gigantyczny miejski spektakl. Kosztowny, kontrowersyjny i zupełnie magnetyczny.
Strumyk na sterydach, dzięki któremu w środku 10-milionowej metropolii można się poczuć jak na wsi
Dałem się wpuścić w kanał w Seulu. Co więcej, zanurzyłem w nim stopy — i fantastycznie odpocząłem. Byłem w środku wielkiego miasta, otoczony wieżowcami, a jednak przez kilkanaście minut czułem się, jakbym siedział nad strumykiem gdzieś na wsi. Tyle że ten „strumyk” płynie przez Seul, 10-milionową metropolię.
---
A na deser - posłuchaj Podcastu Architektonicznego