Spis treści
Dwa lata temu był „kwintesencją Galicji”
W sierpniu 2024 roku, ekolog Łukasz Łuczaj publikuje kilkunastominutowy materiał poświęcony Brzostkowi – niewielkiemu miastu w województwie podkarpackim. W filmie przygląda się mu przede wszystkim z perspektywy zieleni, zaczynając spacer od rynku. „Nikt tego rynku nie wybrukował całkowicie. Są ławeczki, przychodzą ludzie, widziałem tutaj przed chwilą kilka starszych pań rozmawiających” – mówi. Zwraca uwagę na ogławiane klony i porosty porastające pnie drzew, nazywa Brzostek „kwintesencją Galicji” – miastem, „które do niczego nie pretenduje, które jeszcze nie wybrukowało rynku całkowicie”.
Zastanawia się też nad przyszłością, dodając, że warto byłoby „dosadzić płaczące wiązy Camperdownii” - skoro Brzost znaczy Wiąz Górski. Jego komentarz jest właściwie laurką dla zielonego rynku. Pod filmem pojawiają się podobne głosy: „Ten rynek w Brzostku jest wręcz magiczny, przepiękny z całą roślinnością!”, „Z przyjemnością można posiedzieć w ryneczku w Brzostku, a to za przyczyną istniejących drzew i kwiatów”, „Absolutnie cudowne”, „Polska jest piękna”, i tak dalej.
Czytaj także: Place(bez)making. Kiedy przestrzeń przestaje być procesem, a staje się wydarzeniem
Od publikacji pierwszego nagrania mijają dwa lata. 29 lipca Łukasz Łuczaj udostępnia kolejne wideo, tym razem pokazujące rynek po rewitalizacji. W jego narracji Brzostek staje się „kolejnym miastem, w którym rządzi głupota”.
Metamorfoza za 6,4 miliona
Umowę na rewitalizację rynku podpisano niedługo po tym, jak Łukasz Łuczaj opublikował swój pierwszy film o Brzostku. W listopadzie 2024 roku burmistrz miasta, Zbigniew Kowalski, przedstawił na Facebooku główne założenia inwestycji. Zapowiedział, że rynek zostanie podzielony na trzy strefy o różnych funkcjach. Pierwsza, skupiona wokół kapliczki, miała zachować rekreacyjny charakter – z alejkami, ławkami, nowymi nasadzeniami lip i iluminacją zabytku. W części centralnej planowano reprezentacyjny plac przeznaczony na wydarzenia plenerowe, kiermasze i sezonową gastronomię. To tam miały powstać fontanna, zaznaczony w posadzce zarys fundamentów dawnego ratusza z tablicą informacyjną oraz stylizowane latarnie nawiązujące do historycznych lamp gazowych. Trzecia strefa, zlokalizowana wokół pomnika, miała pełnić funkcję oficjalnej przestrzeni miejskich uroczystości. Wartość inwestycji oszacowano na ponad 6,4 mln zł.
Zniknął jarząb, pożółkł klon
Jak podkreślał wówczas burmistrz, przebudowa miała opierać się na wymianie nawierzchni przy „możliwie największym zachowaniu zieleni”. Według przedstawionych założeń na rynku miało pozostać 12 drzew – pięć klonów, cztery lipy drobnolistne, dwa platany i kasztanowiec.
Dziś, jak zauważa Łuczaj, zostało ich sześć. Zwraca też uwagę, że pod koniec lipca kasztanowiec ma już żółknące liście, co – jego zdaniem – może świadczyć o uszkodzeniu systemu korzeniowego podczas prac budowlanych. Podobny los miał spotkać także klon pospolity. Z rynku zniknął również zdrowy, 50-letni jarząb szwedzki, który ekolog uważa za najcenniejszy okaz rosnący na placu.
„Będzie kolejne klepisko” – podsumowuje Łuczaj. Pod jego nagraniami pojawiają się podobne komentarze. „A potem postawią natryski wodne, żeby dało się przejść w upał przez ten beton” – pisze jeden z internautów. Inny dodaje: „To jest właśnie polska rewitalizacja, gdzie zaprzyjaźnione firmy dostają ogromne pieniądze. Potem za kilka lat będzie kolejna kasa z Unii na rozbetonowanie i zrobi się to drugi raz”.
W podobnym tonie Łuczaj wypowiada się także w rozmowie z naszą redakcją:
Producenci dużych drzew są dobrze poukładani z miastami. Takie drzewa kosztują bardzo dużo i to bardzo wygodny sposób na przerabianie pieniędzy.
- mówi. Przebudowa rynku w Brzostku wpisuje się w trwającą od lat dyskusję o sensie podobnych rewitalizacji. Chodzi o wycinanie starych drzew, by posadzić nowe; zastępowanie trawników utwardzonymi placami pod koncerty i miejskie sylwestry. Przykładów można mnożyć, a argumenty obu stron pozostają od lat te same.
Zakończenie prac zaplanowano na najbliższą jesień.