Spis treści
Grójecka 184 w Warszawie. Tu zaczęły się walki o miasto
Po stukilometrowym marszu rozpoczęło się o godzinie 17.00 uderzenie na Warszawę wzdłuż dwu osi prowadzących do miasta przez południowo-zachodnie przedmieście: Wolę i Ochotę. (...) We wszystkich oczach panowała dumna radość przeżycia doniosłej chwili wkroczenia do stolicy nieprzyjaciela już w ósmym dniu wojny. (...) Wielu widziało się już w hotelach i najlepszych kwaterach panami miasta. Tymczasem wyszło inaczej. Zupełnie niespodziewanie straż przednia natrafiła na bardzo silny ogień karabinowy i karabinów maszynowych ze skrajów miasta (...). Silnie broniona barykada z bronią przeciwpancerną na ulicy Grójeckiej zamknęła drogę czołowym czołgom
– wspominał później gen. Georg-Hans Reinhardt, dowódca atakującej Warszawę 4. Dywizji Pancernej.
To było 8 września 1939 r. Właściwe walki rozegrały się nieco dalej na północ – przy skrzyżowaniu ul. Opaczewskiej i Grójeckiej, gdzie dziś znajduje się pomnik obrony stolicy (oraz nowy blok TBS projektu JEMS Architekci). To jednak mieszkańcy kamienicy przy dzisiejszej ul. Grójeckiej 184 – wówczas stojącej przy samej granicy Warszawy – jako pierwsi mogli być świadkami wjazdu Niemców do miasta.
Od nazwiska ówczesnych właścicieli budynek ten, wzniesiony najprawdopodobniej w latach 1930–1931, nazywa się niekiedy kamienicą Brunona i Leona Wilmanów. To ceglany, czterokondygnacyjny, podpiwniczony obiekt na planie litery L. Został sfinansowany za pomocą kredytu, jednak inwestorzy najwyraźniej mieli problem z jego spłatą, gdyż w 1935 r. kamienicę przejął bank BGK. W 1936 r. nowymi właścicielami zostali Tadeusz i Julia Kurowscy.
Budynek ucierpiał już w pierwszych dniach oblężenia. Trudno się temu dziwić, bo stał tuż przy szosie krakowskiej (dziś: Aleja Krakowska), którą nacierał nieprzyjaciel, a w dodatku był wówczas jedynym wyższym obiektem w okolicy. Artykuł na iochota.pl twierdzi nawet: „Niemcy rozpoczęli od ostrzału budynku przy ul. Grójeckiej 184-204, który sprawiał wrażenie ogniska oporu wroga”. Na zdjęciach z września 1939 r. wyraźnie widać zniszczenia wojenne.
Jak udało się ustalić autorowi bloga och-historia.pl, te pierwsze uszkodzenia mieszkańcom udało się załatać i budynek pozostał zamieszkały. Niestety, w 1944 r. ponownie ucierpiał w czasie powstania warszawskiego. Wyszedł z niego ze spalonymi mieszkaniami i bez dachu, jednak zasadnicza konstrukcja pozostała nienaruszona. Pozwoliło to, po mozolnym w remoncie w latach 1946–1949, na przywrócenie go do użytku. W 1955 r. kamienica została znacjonalizowana i przeznaczona na mieszkania komunalne. Podczas generalnego remontu w 1964 r. zyskał obecny wygląd, w tym nową elewację.
- Sprawdź także: Bezpieka obróciła tu Maryję tyłem do podwórka. Kamienica przy Węgierskiej 6 w Warszawie wreszcie przejdzie remont
Od 1975 r. został dostosowany na siedzibę hotelu robotniczego, następnie po 1980 r. na biurowiec. Mieściły się tam siedziby m.in. Warszawskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Komunalnego WARSBUD, Przedsiębiorstwo Robót Drogowo-Kanalizacyjnych, Gminna Gospodarka Komunalna Ochota.
– podaje Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków.
Reprywatyzacja, wpis do rejestru i... tyle
Kamienica Wilmanów, choć po wojnie stale była użytkowana, podzieliła los większości budynków komunalnych z czasów PRL-u: zaczęła się rozpadać ze starości. Całe dekady bez porządnego remontu odbiły się na kondycji obiektu. Nie pomógł fakt, że jakąkolwiek ochroną objęto go dopiero w lipcu 2012 r. Był to jednak tylko słabiej chroniący wpis do ewidencji zabytków, za którym nie poszły żadne dalsze kroki. Przedwojenny budynek, choć w rękach miasta, niszczał nadal.
W tle toczyła się tymczasem reprywatyzacja. W wyniku roszczeń sąd w 2017 r. przyznał kamienicę przy Grójeckiej 184 potomkom dawnych właścicieli. Nie pociągnęło to jednak za sobą żadnych zmian w budynku czy jego otoczeniu. W 2023 Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków wpisał kamienicę do rejestru zabytków.
- Czytaj również: Jedna dzielnica dostanie dwie linie metra, choć ma już tramwaje i kolej. Ale na budowę sporo poczeka
Wartości historyczne skupiają się na reprezentatywności budynku jako typowego przykładu architektury mieszkalnej na początku lat 30 XX w. — obiekt jest zachowanym przykładem zabudowy w tej części Ochoty. Stanowi dokument rozwoju przestrzennego i urbanistycznego dzielnicy. Ponadto posiada wartości historyczne jako niemy świadek historii. (...) Kamienica posiada wartości artystyczne, które wyrażają się w skromnej, minimalistycznej estetyce
– pisał wówczas konserwator.
Jeśli ktoś liczył, że ta decyzja doprowadzi w dalszej perspektywie do remontu zabytku, rozczarował się. Od tamtego czasu budynek stoi pusty i nadal niszczeje. Jego stan nie jest tragiczny, ale w sposób nieunikniony się pogarsza. Na murach pojawia się coraz więcej pseudograffiti, od strony podwórza z elewacji odpada tynk. Kartka na drzwiach informuje o zakazie wstępu z powodu zagrożenia życia.
Co dalej? Wszystko wskazuje na to, że nic. Na ten moment dla działki nie złożono żadnych wniosków o pozwolenie na budowę. To sugeruje, że właściciel nie przymierza się obecnie do remontu kamienicy. Być może spadkobierców jest wielu i nie mogą się porozumieć co do planów na przyszłość. Być może właściciel jest jeden, ale zwyczajnie się swoją własnością nie interesuje. A może chciałby kamienicę ocalić, ale nie ma na to pieniędzy? Pozostają nam domysły. I patrzenie, jak „niemy świadek historii”, wciąż bez słowa, powoli niszczeje.
- Przejdź do galerii: Kamienica Lejba Osnosa na Woli w Warszawie