Spis treści
Pomysł wybitnego krajoznawcy Edwarda Moskały sprawdził się i przetrwał pół wieku. Większość obiektów nadal służy turystom, a trzy bieszczadzkie bacówki zostały połączone przez nowego operatora w niewielką sieć umożliwiającą wielodniowe wędrówki.
Schroniska dla wędrowców
W latach 70. turystyka górska stała się w Polsce masowym sposobem wypoczynku. Wyjazdy finansowały zakłady pracy, szkoły, organizacje młodzieżowe i fundusze socjalne. W góry przyjeżdżały duże, zorganizowane grupy, dla których łatwiej było zarezerwować noclegi i posiłki niż dla pojedynczego turysty przemierzającego szlak z plecakiem.
Schroniska zaczęły więc coraz częściej obsługiwać wycieczki zbiorowe. Było to dla gospodarzy wygodniejsze i bardziej opłacalne, ale oznaczało, że indywidualny wędrowiec nie zawsze mógł liczyć na miejsce pod dachem. Jednocześnie w wielu częściach Beskidów i Bieszczadów baza noclegowa była nadal bardzo skromna. Odpowiedzią PTTK miały być małe schroniska przeznaczone głównie dla turystów indywidualnych i uczestników obozów wędrownych.
Koncepcję opracowano w 1974 roku i zatwierdzono w ówczesnym Zrzeszeniu Gospodarki Turystycznej PTTK. Bacówkę określano jako najmniejsze w pełni zagospodarowane schronisko górskie, posiadające własny program funkcjonalny, regulamin i zakres usług. Nie miała być hotelem ani ośrodkiem wypoczynkowym, lecz przystankiem na wielodniowej trasie.
Edward Moskała otworzył góry dla turysty z plecakiem
Najważniejszą postacią w historii bacówek był Edward Moskała – działacz Komisji Turystyki Górskiej Zarządu Głównego PTTK, krajoznawca, fotograf i autor przewodników. Kto z pokolenia 50+ nie pamięta jego przepięknych panoram górskich wydawanych w formie plakatów, które były reklamą wędrowania po górach. Wspólnie z Władysławem Krygowskim uczestniczył w powojennym wytyczaniu Głównego Szlaku Beskidzkiego w Bieszczadach. Zajmował się także dokumentowaniem historii turystyki, tworzeniem muzealnych ośrodków kultury turystyki górskiej i organizacją Centralnego Ośrodka Turystyki Górskiej PTTK w Krakowie.
Moskała dobrze znał oba oblicza ówczesnego ruchu turystycznego. Sam wcześniej organizował zbiorowe wyjazdy pracowników, ale widział, że w szybko zapełniających się górach zaczyna brakować miejsca dla ludzi wędrujących samotnie lub w towarzystwie kilku przyjaciół. Zaproponował więc budowę niewielkich schronisk mieszczących około 20–30 osób, położonych w miejscach dostępnych przede wszystkim pieszo.
Bacówki nie miały być nastawione na maksymalizację zysku. Schronisko powinna prowadzić rodzina, tworząc atmosferę domu, a nie instytucji. Gospodarze mieli utrzymywać się z jego działalności, ale niewielka skala obiektu miała chronić go przed przekształceniem w masowy ośrodek wypoczynkowy.
Projekt narysowany na serwetkach
Według relacji przytaczanej przez Ryszarda M. Remiszewskiego, współpracownika i przyjaciela Edwarda Moskały koncepcja architektoniczna bacówki zrodziła się podczas spotkania w zakopiańskiej kawiarni Gazda. Przy stoliku mieli siedzieć Edward Moskała, dyrektor Zakładu Remontowo-Budowlanego PTTK Jerzy Klimiński oraz zakopiański architekt Stanisław Karpiel.
Moskała opowiadał o małym, rodzinnym schronisku przeznaczonym dla turysty indywidualnego wędrującego po górach z plecakiem. Karpiel zaczął szkicować jego bryłę na papierowych serwetkach. Na podstawie tych rysunków powstał podobno później właściwy projekt budowlany. Historia dobrze oddaje istotę przedsięwzięcia – najpierw określono sposób funkcjonowania i atmosferę schroniska, a dopiero później dopasowano do nich architekturę.
Typowa bacówka Karpiela otrzymała zwartą bryłę z wysokim, stromym dachem dwuspadowym, pierwotnie krytym gontem. W murowanym lub kamiennym przyziemiu znajdowały się pomieszczenia gospodarcze i sanitarne. Na parterze mieściły się jadalnia, bufet i kuchnia, natomiast drewniane piętro oraz poddasze przeznaczano na pokoje noclegowe. Charakterystyczna sylwetka nawiązywała do architektury górskiej, choć nie była kopią tradycyjnej bacówki pasterskiej.
Jeden projekt, ale nie z fabryki
Bacówki bywają określane jako obiekty seryjne lub typowe. Nie oznacza to jednak, że produkowano je jako kompletne moduły w fabryce, a następnie przewożono w góry. Powtarzalny był przede wszystkim projekt architektoniczny, układ funkcjonalny i ogólna forma budynku.
Fundamenty, przyziemia oraz drewniane konstrukcje wykonywano na konkretnych działkach. Realizacją zajmowały się zakłady remontowo-budowlane PTTK oraz zatrudniane przez nie brygady. Przykładowo konstrukcję bacówki na Maciejowej wykonała na miejscu grupa cieśli z Dzianisza, a prace prowadził Zakład Remontowo-Budowlany PTTK z Zakopanego. Bacówkę w Jaworcu realizował natomiast zakład PTTK z Sanoka.
Ideą była budowa z surowców dostępnych w miejscu budowy, a więc drewno i kamień. Materiał do budowy pochodził z okolicznych lasów i był obrabiany przez lokalne tartaki a następnie przygotowywany do montażu wg gotowego projektu. Bacówki wznoszono tradycyjnymi metodami, ale z wykorzystaniem gotowego projekt, dlatego wszystkie są do siebie podobne, ale każda otrzymywała inne detale, których autorami byli lokalni rzemieślnicy.
Na Maciejowej pod Rabką wyposażenie wykonali pracownicy zakładu budowlanego będący absolwentami zakopiańskiego Liceum Sztuk Plastycznych im. Antoniego Kenara. Wyrzeźbili między innymi krzesła, osłony grzejników, tablicę ogłoszeniową i ażurową ściankę przy klatce schodowej.
Pierwsza była Rycerzowa
Pierwszą bacówkę według projektu inż. arch. Stanisława Karpiela zrealizowano na hali pod Wielką Rycerzową w Beskidzie Żywieckim. Zbudowano ją w rekordowo krótkim czasie jednego roku - pierwsze paliki wytyczające miejsce posadowienia budynku wbito na hali sierpnia 1974 r. a 2 sierpnia 1975 r. wykonawca ZRB PTTK w Bielsku-Białej oddał ją w użytkowanie inwestorowi. Uroczyste otwarcie gotowego do użytku obiektu odbyło się 14 września 1975 r.
Kiedy wykonywano fundamenty, jesienią ścinane w pobliskich lasach drzewa na budowę i obrabiano w tartaku. Materiał składowano w położonej w dolinie wsi Soblówka. Tutaj także zimą wykonano wszystkie elementy i złożono w całość drewnianą konstrukcję. Były nawet plany, aby złożoną ju bacówkę w całości przetransportować na halę śmigłowcem, ale ten pomysł nie został zrealizowany. Udało się w międzyczasie zbudować drogę dojazdową na miejsce budowy i budynek dostarczono w częściach transportem kołowym.
Realizacja cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem, co zaowocowało udzieleniem pomocy przez różne instytucje. Między innymi dwa wagony desek na wykończenie przekazał Zakład Produkcyjny PTTK Foto-Pam w Miastku a całą stolarkę wykonały ZRB PTTK w Kowarach.
Oprócz górskiej drogi dojazdowej schronisko otrzymało własne ujęcie wody, oświetlenie elektryczne oraz niezbędne zaplecze gospodarcze, min. wyposażenie bufetu.
W kolejnych latach oddawano do użytku między innymi bacówki w Jaworcu i na Krawcowym Wierchu, w Bartnem, na Maciejowej oraz pod Małą Rawką. Następne obiekty pojawiały się na Pogórzu Ciężkowickim i w Bieszczadach. W Sudetach podobne schroniska zbudowano na Przełęczy Okraj i pod Trójgarbem.
Miało ich być 100 zrealizowano tylko 14.
Bacówki przetrwały - idea się zmieniła
Znaczna część obiektów z lat 70. i 80. nadal pełni funkcję schronisk lub niewielkich obiektów turystycznych. Do najbardziej znanych należą bacówki na Rycerzowej, Krawcowym Wierchu i Maciejowej, w Bartnem, Jaworcu i pod Małą Rawką. W dalszym ciągu działa również bacówka w Jamnej, która przez wiele lat znajdowała się pod opieką Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Ich funkcja zmieniła się jednak wraz z turystyką. Schroniska przyjmują dziś rezerwacje, obsługują grupy, organizują zielone szkoły, zimowiska, spotkania kulturalne i imprezy. Mają instalacje sanitarne, część korzysta z energii odnawialnej i nowoczesnych systemów technicznych. Nadal jednak zachowują niewielką skalę, wspólną jadalnię, prosty standard noclegów i charakterystyczną atmosferę schroniska, w którym spotykają się ludzie przychodzący z różnych stron gór.
Nie wszystkie przetrwały bez zmian. Oprócz spalonej bacówki na Lubaniu rozebrany został w 2017 r. obiekt pod Trójgarbem. Inne były wielokrotnie remontowane, rozbudowywane i dostosowywane do współczesnych wymagań. W niektórych przypadkach pierwotna forma Karpiela pozostaje dobrze czytelna, w innych została częściowo zatarta przez dobudówki, wymianę pokrycia dachowego lub nowe instalacje.