Spis treści
Architektura wernakularna w środku Żoliborza
Wojciech Zabłocki, świetny polski architekt i szermierz, autor szeregu obiektów sportowych kraju i zagranicą, olimpijczyk, mistrz świata. Redaktor "Architektury". Na początku lat 70. opublikował w miesięczniku projekt domu, który stworzył dla swojej rodziny: "dwurodzinnego domku atrialnego". Podłużna, niestandardowa działka na warszawskim Żoliborzu zabudowana dwoma domami złączonymi podwójnym atrium. Razem, ale i osobno, bo Zabłocki odwrócił domy względem siebie o 90 stopni.
Zobacz także: Dom architekta Roberta Koniecznego kończy 10 lat. Relacja z weekendu w najlepszym domu na świecie
Z określeniem domów stylem zakopiańskim raczej by się nie zgodził, a robią to niemal wszystkie popularne publikacje. Podają też, że nawiązują do projektów hal sportowych Zabłockiego. Naciągane - jego hale były lekkie, nowoczesne, o obłych, dynamicznych formach. Dom dwurodzinny na Kaniowskiej 21 czerpie z kunsztu cieśli zakopiańskich, ale nie w najprostszym znaczeniu imitacji chat, drewnianych willi Witkiewicza czy schronisk górskich. Wojciech Zabłocki w latach 70. i zapewne jeszcze wcześniej interesował się drewnianą architekturą Podhala i jej współczesną reinterpretacją. Interesował się tym zresztą cały krąg architektów w Małopolsce. Zabłocki skończył studia w Krakowie.
Chałupa góralska jest przykładem szczytowego osiągnięcia w dziedzinie konstrukcji wieńcowej, prosta i jednocześnie ozdobna, logiczna i fantazyjna, monumentalna i doskonale funkcjonalna. Tradycja budownictwa podhalańskiego jest tym cenniejsza, że jeszcze żywa
— pisał w 1971 roku na łamach "Architektury". Przedruk artykułu łącznie z rysunkami opublikowaliśmy kilka lat temu w cyklu Z archiwum "Architektury".
i
W artykule opisywał projekt innego architekta i sportowca, z którym zresztą w przyszłości będzie współpracować w Syrii, projektując tamtejsze obiekty sportowe: niewielki domek autorstwa Stanisława Karpiela. — Witkiewicz próbował stworzyć nowy styl architektoniczny na bazie ludowych form podhalańskich. Ale Witkiewicz był estetą i zbyt ważna była dla niego formalna, „dekoracyjna” strona budownictwa — pisał Zabłocki. A Karpiel? Przy wszystkich jego niezaprzeczalnych umiejętnościach i zaletach... nie jest estetą, puentował architekt.
Karpiel i domek nad Zalewem Zegrzyńskim
Stanisław Karpiel projektował i współprojektował m.in. Centralny Ośrodek Sportu w Zakopanem i parę innych ważnych obiektów sportowych Podhala czy Małopolski (np. nawiązujące do motywów podhalańskich strzeliste Centrum Sztuki w Mościcach), ale też zupełnie niepozorny domek nad Zalewem Zegrzyńskim. Można odnieść wrażenie, że Zabłocki pisał swój tekst z myślą o obu domach jednocześnie - również o swoim, który prezentował zaledwie numer wcześniej.
Jestem zupełnie pewien, choć nie podjąłbym się nikogo o tym przekonać, że zastosowanie supernowoczesnych materiałów nie jest koniecznym warunkiem do powstania dobrej nowoczesnej architektury. Nieporównanie ważniejszy jest współczesny sposób „podejścia do tematu” lub, jak kto woli, „zaatakowania problemu”. Na pewno łatwiej jest uzyskać „efekt nowoczesności” posługując się takimi materiałami, jak nierdzewna stal i aluminium liny stalowe, lekkie klejone ściany itp. Możliwości konstrukcyjne i technologia tych materiałów określają nam w pewnych granicach formę architektoniczną, która, lepsza, czy gorsza, wydaje się nam „nowoczesna”, ponieważ nie ma odpowiednika w konstrukcjach przeszłości, które nas otaczają.
Natomiast stworzenie dobrej nowoczesnej architektury przy użyciu tradycyjnych materiałów, jak kamień, drewno czy cegła, jest sztuką nie lada. Czy to w ogóle jest możliwe? Mimo wielu chybionych prób, nieliczne udane przykłady odpowiadają twierdząco na to pytanie. Jest to możliwe bądź przez zastosowanie nowej technologii do tradycyjnego tworzywa (np. klejone drewno), która zmienia całkowicie lub częściowo jego fizyczno-konstrukcyjne właściwości, bądź przez zmianę układów funkcjonalnych, zmieniających jednocześnie formę budynku, bądź przez zmianę systemów konstrukcyjnych w obrębie tradycyjnego tworzywa, co jest najtrudniejsze.
— Wojciech Zabłocki ("Architektura", 4-5/1971)
i
O tym, czy jego własna próba będzie chybiona, czy udana, dopiero miał się przekonać. Swoją realizację, jak zwykle, skonfrontuje z krytyką.
Zobacz także: W poszukiwaniu harmonii. O domach i projektowaniu Sebastiana Karpiela-Bułecki
Podhale w Japonii
Zabłocki widział w projektach Karpiela lekkie echa japońskich projektów architektki Masako Hayashi tworzącej w latach 60. drewniane, podobnie rozwiązane domy. Szczególną uwagę architekta zwrócił Kusazaki Club w znajomym kształcie kultowej polskiej Brdy, różniący się jednak skalą. Oba projekty były silnie osadzone w tradycji, siłą rzeczy bazowały na podobnych rozwiązaniach konstrukcyjnych.
W kontekście domu Zabłockiego uwagę zwraca z kolei dom letniskowy projektu Hayashi:
Rozwiązanie okna-szczeliny, które Karpiel zastosował w domku można do dziś spotkać na drewnianych powojennych domach letniskowych nad Zalewem Zegrzyńskim. Zobaczymy je też na Kaniowskiej 21 na Żoliborzu - podobnie jak Karpiel, Zabłocki skontrastował je z dużymi oknami otwierającymi domowników na naturę.
Chata na wysokiej podmurówce
Tyle, jeżeli chodzi o wpływy. Inspiracja dla domu Zabłockiego była jednak jasna, bo zaprezentował ją w "Architekturze" sześć lat później, kiedy dom już stał. Była nią podhalańska chata z trzema podstawowymi cechami: posadowiona była na wysokiej podmurówce, wybudowana z drewnianych bali, z dachem krytym gontem.
Warszawski dom wzniesiono już nowocześnie, na fundamentach żelbetowych. Wyżej więcej tradycji: parter z cegły, piętro z drewna. — Dachy mają konstrukcję szczytów wieńcową (płazy оk. 30 cm omszone), krokwie podparte są bezpośrednio stropem nad częścią sypialną i zastrzałami co 3 m. Usztywnienie poprzeczne stanowią wewnętrzne ścianki między sypialniami (brusy szer. 10 cm) — opisywał architekt. Na dach jeszcze izolacja, a na izolację eternit. Jak w górach. Czy do budowy ściągał cieśli z Podhala? Czy tworzył dla nich specjalny model domu zamiast projektu, wzorem Karpiela? Tego już nie opisuje.
W piwnicach, poza pomieszczeniami technicznymi, zaprojektował Zabłocki barek i garaże dla trzech samochodów. Na dole, w obu domach, pokoje dzienne z kuchniami. Wyżej - sypialnie i pracownie. Segmenty różnią się między sobą.
i
Rzeźbiarskie ścianki, aneksy telewizyjne
Wschodni segment projektowany był nieco bardziej fantazyjnie, bo z myślą o domu własnym architekta i jego żony, legendarnej aktorki Aliny Janowskiej-Zabłockiej. Segment zachodni o tradycyjnym układzie pomieszczeń powstał być może z myślą o przyszłym lokum dla którejś z ich latorośli.
Trzeba też dodać, że budowanie podwójnych domów nie było w czasach PRL-u praktyką rzadką. Czasem rzeczywiście służyły dwóm rodzinom, ale bywało też, że - wtórnie połączone - służyły jednej, mieszkającej w efekcie na podwójnym metrażu. Oczywiście nic nie sugeruję... dodam jedynie, że Zabłoccy mieli czwórkę dzieci.
Segmenty różnią się metrażem: mają kolejno 110 i 130 m². Wielkość domu dyktował normatyw. Dla domów jednorodzinnych ustalono główną granicę na 110 metrach. Dodatkowe metry można było dodać, jeżeli prowadziło się przy domu działalność, np. warsztat, gabinet lekarski. Dodatkowa przestrzeń przysługiwała też na pracownie artystyczne, stąd dodatkowe 20 m². W pierwotnej koncepcji było to 30 m². Była też jeszcze jedna znacząca różnica - klinkier na elewacji najpierw miał być zielony. Stanęło na ceglanym (brunatno-ugrowym). Być może zmieniła się koncepcja, a może po prostu tylko taki był dostępny.
i
Duże wnętrze części mieszkalnej na parterze podzielone jest murowaną ścianą (o charakterze rzeźbiarskim) na aneksy o odmiennej funkcji: aneks z kominkiem i wydzielonym kątem na oglądanie telewizji, aneks jadalny z częścią biblioteki i urządzeniami muzyki mechanicznej, aneks lektury i wypoczynku. Falująca ściana, o formach nawiązujących do rozczłonkowanych trzonów kuchennych w starych chałupach, pokryta została białym tynkiem kontrastującym z ciemnym klinkierem podłogi. Podwórko jest pomyślane jako część aneksu z kominkiem, przy czym jako pomoc w wiązaniu wnętrz wykorzystane jest tutaj duże lustro ustawione pod kątem do przeszklonej ściany (widok odbicia). Piętro sypialne (pokoje, łazienka i szafy ubraniowe) umieszczone jest w części drewnianej, a więc, jak mówi tradycja, w najlepszych zdrowotnie warunkach. Pracownia - długa i wąska, ma oświetlenie dzienne dwoma szparami okien. Jeden prześwit, tuż nad stołami, otwiera panoramę na wysokości oczu pracującego, drugi prześwit pod samym okapem oświetla pomieszczenie miękkim, odbitym światłem
— opisywał wnętrza Wojciech Zabłocki w "Architekturze" w 1977 r.
Muszę przyznać...
Do dziś, 50 lat później, dom wywołuje w odbiorcach mieszane odczucia, jako średnio wpisujący się w otoczenie Żoliborza. To kontrowersja lekka, bo Zabłoccy jako para w Warszawie znana i szanowana, budzili przede wszystkim sympatię. On udekorowany sportowiec (dorobek architektoniczny schodził powszechnie na dalszy plan), ona uwielbiana aktorka walcząca w powstaniu, więziona na Pawiaku. Przechodnie zwracali uwagę na zgromadzone w małym trójkątnym okienku z boku domu puchary.
Dom sprawdzał się świetnie, a tradycyjnie postawiony dach nie przeciekał. Minusy? Na najwyższych piętrach problemem okazała się akustyka, Wojciech Zabłocki nie był też zadowolony z rozwiązania aneksu telewizyjnego. Widział, że dom odstawał wizualnie, o czym mówił otwarcie:
Jego forma nawiązuje do budownictwa w dawnych polskich miastach, gdzie stosowano konstrukcje wieńcowe na murowanym parterze. [...] W mieście współczesnym jednak, gdzie budynki są stypizowane według zupełnie innych zasad, próba powrotu do tradycji wybija się z otoczenia. Muszę przyznać, że zaprojektowany przeze mnie zespół dwu domków wybija się bardzo silnie.
Nie było to dla niego jako architekta łatwe.
i
Prezentację swojego domu zakończył w 1977 r. akapitem pod nagłówkiem "Uwagi osób postronnych", oddając swoje dzieło pod krytykę odbiorców. Oto on, w całości:
Architekci: interesujący zespół, ale źle usytuowany; istniejąca zabudowa nie pozwala na pełne odczytanie koncepcji. Urbaniści i „ochraniacze” środowiska:ekstrawagancka forma budynku wybija się z otoczenia w sposób agresywny, naruszając charakter dzielnicy. Dorośli przechodnie: stodoła w mieście; zakopiańska willa; bardzo ładny domek; chciałbym mieszkać w drzewie. Dzieci: podoba się bez zastrzeżeń.
Co teraz jako projektant myślę o tej realizacji? Połączenie klinkieru z drzewem okazało się bardzo dobre. Gdy drzewa nie mają liści i można oglądać jednocześnie oba domki, efekt percepcji zgodny jest z zamierzeniem, choć elewacja od strony ulicy jest za mało dynamiczna, powinienem był zastosować lekki skos, nadwieszając płazy. Prawdopodobnie błędem kompozycyjnym jest to, że budynek o odmiennej od otoczenia, indywidualnej formie znajduje się w miejscu, które nie jest formalnie (wg Żurawskiego) ważne na ulicy. Cóż jednak robić, w jaki sposób budować wśród nieładnych budynków, aby pozostać w zgodzie kompozycyjnej z otoczeniem? Co zrobić, aby każdy spadzisty dach i każda ściana wieńcowa nie były powszechnie okrzykiwane jako zakopiańszczyzna? Z tymi pytaniami nie mogę sobie poradzić do dziś.
— Wojciech Zabłocki ("Architektura", 7-8/1977)
Zobacz także: Najpiękniejszy dom świata. Oto nowoczesna wersja lanckorońskich chat od BXB Studio