Tajemnica Wyspy Spichrzów. Dlaczego modelowa inwestycja – chluba Gdańska – okazuje się tak nieludzkim miejscem?

Wyspa Spichrzów może uchodzić za modelowy przykład partnerstwa publiczno-prywatnego. Przez dziesięciolecia północny cypel wyspy pozostawał jedną z najbardziej dotkliwych ran w samym centrum Gdańska. Dziś Wyspa jawi się niczym miasto przyszłości pełnymi garściami czerpiące ze swojego nadbrzeżnego charakteru, bliskości Głównego Miasta i dużego ruchu. Czemu więc tak bardzo mnie ten projekt odpycha?

Rozmowa z prof. dr hab. inż. architekt Ewą Kuryłowicz I Marketing w Architekturze

Trzeba uczciwie przyznać, że ten projekt jest jednym z najbardziej świadomie skonstruowanych przedsięwzięć inwestycyjnych realizowanych w polskich miastach. Północny cypel Wyspy Spichrzów pozostawał ruiną praktycznie od zakończenia II wojny światowej. Przez kolejne dziesięciolecia pojawiały się koncepcje jego odbudowy, ale żadnej nie udało się doprowadzić do końca. Pierwsze duże plany inwestycyjne powstały już w latach 90. W 2007 roku miasto ogłosiło konkurs na zagospodarowanie tego terenu wspólnie z inwestorem prywatnym. Nigdy jednak nie udało się doprowadzić do jego realizacji. Ta próba zakończyła się porażką, gdy wycofał się Polnord – ówczesny główny partner projektu.

Władze Gdańska konsekwentnie wierzyły jednak w potencjał tego miejsca. Od 2012 roku miasto prowadziło przygotowania - porządkowano kwestie własnościowe, pozyskiwano grunty i modernizowano infrastrukturę. Skrupulatnie szykowano się do podjęcia kolejnej próby przywrócenia tego terenu do życia.

Wyspa Spichrzów w Gdańsku
Autor: Artur Celiński Widok z perspektywy ulicy Chmielnej.

Architektura partnerstwa publiczno-prywatnego

W 2014 roku miasto rozpoczęło postępowanie mające wyłonić przede wszystkim partnera inwestycyjnego w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Gdańsk wniósł do projektu nieruchomości i określił warunki zagospodarowania, natomiast partner prywatny miał zaprojektować, sfinansować i wybudować zarówno część komercyjną, jak i uzgodnioną infrastrukturę publiczną. Warto jednak pamiętać, że jednym z kryteriów oceny potencjalnego partnera była jakość koncepcji urbanistyczno-architektonicznej.

W 2015 roku wybrano konsorcjum Granaria, utworzone przez Multibud i Immobel. Do przygotowania zwycięskiej koncepcji zaproszono pracownię RKW Architektur+ z Düsseldorfu, kierowaną przez Wojciecha Grabianowskiego. Opracowany przez nią masterplan dzielił teren na sześć kwartałów o funkcjach mieszkaniowych, hotelowych i usługowych. Układ zabudowy podporządkowano historycznym podziałom parcelacyjnym, a całość miały spajać strome dachy, wąskie fasady oraz nawiązania do dawnych spichlerzy.

Przeczytaj więcej: Zabudowa Wyspy Spichrzów w Gdańsku

Wyspa Spichrzów w Gdańsku
Autor: Artur Celiński Widok z perspektywy ulicy Chmielnej.

Różne kwartały - różne pracownie architektoniczne

Masterplan nie rozstrzygał jeszcze o ostatecznym wyglądzie poszczególnych budynków. Inwestor organizował osobne konkursy dla kolejnych części założenia. Projekt pierwszego kwartału, położonego obok zachowanego spichlerza Deo, powierzono Studiu Architektonicznemu Kwadrat Jacka Droszcza i Bazylego Domsty. Architekci zamiast zamkniętego bloku zaproponowali układ grzebieniowy, zachowujący podłużny rytm dawnych magazynów. Następne kwartały zaprojektowała pracownia Mąka Sojka Architekci, hotel Holiday Inn – RKW Architektur+, a kładkę nad Motławą – Studio Bednarski. Wielość autorów miała dać efekt charakterystyczny dla miasta powstającego przez stulecia: spójnego, lecz zróżnicowanego. Swoboda projektantów była jednak ograniczona przez plan miejscowy i masterplan, które określały między innymi wysokość, gabaryty, formy dachów i sposób podziału elewacji. Można było zmieniać architekturę poszczególnych fasad, ale zasadnicza skala całego założenia była już przesądzona.

Dowiedz się więcej: Hotel Holiday Inn Gdańsk City Centre; Wyspa Spichrzów według projektu biura Mąka Sojka Architekci

Wyspa Spichrzów w Gdańsku
Autor: Artur Celiński Widok z perspektywy ulicy Chmielnej.

Dlaczego chcę stamtąd jak najszybciej uciec?

Mateusz Mastalski w tekście „Jak zbudować (nie)zwykłe osiedle mieszkaniowe?” przekonuje, że o jakości miejsca często nie decydują spektakularne gesty architektoniczne, lecz zwyczajne decyzje dotyczące skali, proporcji ulicy, aktywnych parterów, zieleni oraz relacji między budynkiem a człowiekiem. Tymczasem, patrząc na Wyspę Spichrzów, najłatwiej skupić się na poszczególnych budynkach i kwartałach zaprojektowanych przez różne pracownie. Znacznie rzadziej pytamy o rozwiązania, które bezpośrednio kształtują codzienne doświadczenie przestrzeni. I właśnie tędy, moim zdaniem, wiedzie droga do zrozumienia tego, czym stała się Wyspa Spichrzów.

Przeczytaj ten tekst: Jak zbudować (nie)zwykłe osiedle mieszkaniowe? Decyzje, które mają znaczenie dla człowieka, a nie dla marketingu

Szkoda, że nie wpadłem na to od razu. Zbliżając się do Wyspy Spichrzów można dać się zaintrygować. Nie brakuje tu budynków ciekawych. Jest tu zarówno tak wytęskniona w Polsce spójność, jak i mozaikowa różnorodność. Są nawiązania do lokalnej tradycji. Jest również powiew nowoczesności. Niektóre fasady wydają się naprawdę interesujące — widać w nich troskę o jakość, kunszt i architektoniczne ambicje. Co więc sprawia, że spacerując główną ulicą, mam ochotę natychmiast stamtąd uciec?

Przedsądy, partery, zaplecza?

Długo nad tym myślałem. Podświadomie czułem, że nie znajduję się w miejscu, w którym chciałbym żyć albo przebywać dłużej. Pierwszym podejrzeniem były moje własne uprzedzenia. Wyspa Spichrzów jest przecież znana jako „Wyspa Airbnb” — miejsce, w którym trudno o trwałą lokalną społeczność, oddane użytkownikom przychodzącym i odchodzącym. Ale nie. To byłoby zbyt proste wyjaśnienie.

Następnym tropem były mało aktywne partery. Od strony Motławy wszystko wygląda świetnie i żywo: działają restauracje, otwierają się witryny, pojawiają się ogródki i tłum spacerujących ludzi. Po wejściu w głąb założenia sytuacja zaczyna się jednak komplikować. W pewnym momencie partery zupełnie zamierają i sprawiają wrażenie zaplecza, a nie serca nowego fragmentu miasta. Ale to również nie wyjaśniało wszystkiego.

Wyspa Spichrzów w Gdańsku
Autor: Artur Celiński Widok z perspektywy ulicy Chmielnej.

Spacer kamiennym kanionem

W końcu dotarło do mnie, że podstawowym problemem jest wysokość zabudowy. Te budynki są po prostu o dwie kondygnacje za wysokie. Przy wąskiej ulicy, niemal całkowicie pozbawionej zieleni, ich fasady zaczynają przypominać ściany kanionu. Zamiast tworzyć przyjazne miejskie wnętrze, przytłaczają człowieka i odbierają przestrzeni oddech.

Ludzką skalę gubią również fasady pozbawione wyraźnych poziomych podziałów. Oczy nie mają na czym odpocząć, a wzrok wędruje bez zatrzymania od chodnika aż po dach. Pionowy rytm, który miał zapewne przywoływać smukłość dawnych spichlerzy, jeszcze bardziej wzmacnia wrażenie wysokości. To, co dobrze wygląda na wizualizacji albo w panoramie oglądanej z drugiego brzegu Motławy, z poziomu ulicy staje się monumentalne i nieprzyjazne.

Wyspa Spichrzów w Gdańsku
Autor: Artur Celiński Widok z perspektywy ulicy Chmielnej.

Co decyduje o jakości danego miejsca? 

Wtedy stało się dla mnie jasne, że Wyspa Spichrzów świetnie ilustruje tezę Mateusza Mastalskiego: o jakości miejsca nie decyduje jego wyjątkowy wygląd, lecz często zupełnie zwyczajne decyzje podejmowane z myślą o człowieku. Można zadbać o historyczne nawiązania, zróżnicować elewacje, zaprosić kilka dobrych pracowni i stworzyć efektowną panoramę, a jednocześnie przegrać na poziomie ulicy. Wystarczy, że zabudowa będzie odrobinę za wysoka, partery zbyt mało aktywne, a przestrzeń między budynkami pozbawiona zieleni i miejsc pozwalających się zatrzymać. To właśnie suma tych pozornie drobnych decyzji przesądza o tym, czy powstaje miejsce, w którym chcemy zostać, czy przestrzeń, z której podświadomie szukamy drogi ucieczki.

Wyspa Spichrzów pozostaje więc fascynującym paradoksem: jest modelowym przedsięwzięciem inwestycyjnym, ale niekoniecznie modelowym fragmentem miasta. Umowa precyzyjnie rozdzieliła ryzyko finansowe, budowlane i komercyjne, lecz najwyraźniej nie uwzględniła ryzyka najtrudniejszego do zmierzenia — że człowiek nie będzie się tu dobrze czuł. Tylko czy umiemy już uwzględniać tego typu kryteria w publicznych przetargach?

Wyspa Spichrzów w Gdańsku
Autor: Artur Celiński Widok z perspektywy ulicy Chmielnej.

----

Dziękujemy, że tu jesteś. Posłuchaj także naszego podcastu, aby zrozumieć więcej o architekturze:

Podcast Architektoniczny
Zygmunt Borawski. Ostatni, którzy pracowali po nocach