Tanie, w zieleni, w małej skali. I nie dla was. Tego osiedla można pozazdrościć rządowi

Osiedle rządowe na Grzesiuka w Warszawie to osiedle, którego można zazdrościć, zwłaszcza gdy się doświadcza skutków kryzysu mieszkaniowego. Niski czynsz, w zieleni i spokoju, a nie na końcu miasta. Bez problemu z parkowaniem, bez ogrodzenia. W niskiej, spokojnej zabudowie. Patrząc na nie można się rozmarzyć o przyszłości polskich mieszkań - wygodnych, dostępnych i tanich. Na wynajem. I dobrze zaprojektowanych.

Zofia Piotrowska: Gdzie są prawdziwe spory o mieszkania i miasta? I Architektura-murator

Niepozorna enklawa rządowa

W latach 90. na Sadybie w Warszawie powstało osiedle rządowe mające służyć politykom wysokiej rangi. Niewielka skala, zieleń. Echo Osiedla Idzikowskiego po drugiej stronie ulicy. Bryły pełne uskoków, załamań; rytm balkonów. Estetyka: zupełnie socmodernistyczna, jedną nogą gdzieś na zielonym osiedlu Haliny Skibniewskiej, jedną ręką w wiedeńskich powojennych enklawach. Ale w połowie już jednak w wolnej Polsce lat 90.

Zobacz także: Jak po PRL-u budowano z wielkiej płyty? Osiedle Surowieckiego projektowała pracownia JEMS i architekci BUW-u

Jedno- i dwupiętrowe bloki ułożono wzdłuż ulicy Grzesiuka na przedłużeniu Bernardyńskiej. Bez ogrodzeń, bez bram, bez stróżówek. Od reszty świata oddziela je klasztor Bernardynów i wielkie tereny zielone rezerwatu przyrody. Od strony sąsiadującej z osiedlem ruchliwej ulicy Czerniakowskiej ulokowano parking, luzując nieco wewnętrzną drogę i zwalniając z samochodów chodniki. Zamiast płotów zastosowano sprawdzoną alternatywę - pasy zieleni pełne drzew i krzewów, urządzonej zieleni. Biały tynk ścian urozmaicono nadającymi głębię akcentami kolorystycznymi - gdzieś między brązem a różem. To, że bloki nie powstały dla zwykłych mieszkańców zdradzają plecionki krat wstawione w okna, bywa że na każdym piętrze.

Osiedle rządowe na ul. Grzesiuka w Warszawie
Autor: Szymon Starnawski / Grupa Murator

Oczywiście z czasem bloki obłożono styropianem i pomalowano na żółto i pomarańczowo (klasyka gatunku), na uliczce zaroiło się od samochodów, a pasy zieleni zaczęły zajmować nowe inwestycje, dziś odzyskują śnieżnobiałą elewację. Już bez akcentów.

Prominentni mieszkańcy, preferencyjne warunki

Osiedle postawiono z myślą o polskim rządzie - tu przydział dostawali ministrowie, posłowie, sekretarze stanu pochodzący spoza Warszawy. VIP-y. Na rok, czasem na dłużej, za niski czynsz. W 2020 roku, według "Rzeczpospolitej", wynosił między 1,7 a 2,5 tysiąca złotych; w cenie parking, sprzątanie i ochrona osiedla. Na wolnym rynku nie do zrobienia. Komu mógł przypaść ten przywilej, od dekad dokładnie reguluje ustawa.

Co wolno wojewodzie...

Z jednej strony dziś może zadziwiać takie podejście do projektowania dla ważnych osobistości. Sztuczna inteligencja wyszukiwarki Google halucynuje tu mieszkańców takich jak Lech Kaczyński czy Leszek Miller. Być może rzeczywiście mieszkali tu w czasach, gdy piastowali mniej eksponowane funkcje. Na pewno mieszkali tu ministrowie i politycy, od lewa do prawa. Trzeba jednak pamiętać, że na początku lat 90. niskie bloki na uboczu, tanie, w dobrej lokalizacji, wśród zieleni i zapewne z całkiem przyzwoitym metrażem nie mieściły się w standardowym budownictwie. I, niestety, nie mieszczą się nadal.

Chciałoby się może nawet, byśmy kiedyś w Polsce doszli kiedyś do takiego standardu powszechnie. Bez ogrodzeń, nisko i wśród zieleni, bez wykluczenia komunikacyjnego. Na wynajem, wygodnie. Godnie. I tak, by było nas wszystkich stać.

Zobacz także: Kraków otwiera się na budownictwo społeczne. W planach dwa duże konkursy i nowe inwestycje mieszkaniowe SIM-ów

Osiedle Surowieckiego w Warszawie. Wielka płyta z lat 90.:

Podcast Architektoniczny
Piotr Zbierajewski: Mieszkaniówka po duńsku