Gdynię obudził szampan i oklaski. Miasto zamierza zatrzymać gości na dłużej niż jedną noc

Przeciętny turysta spędza w Gdyni zaledwie jeden dzień. Wpisanie Modernistycznego Centrum Gdyni na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO może to zmienić. Czy miasto czeka turystyczny boom? Jakie nowe obowiązki niesie ze sobą prestiżowy wpis i czy rzeczywiście utrudni on przyszłe inwestycje? O tym, co wpis na listę oznacza w praktyce dla Gdyni, zapytaliśmy pisarza i architekta Grzegorza Piątka, wiceprezydentkę Gdyni Oktawię Gorzeńską oraz Jacka Debisa z Agencji Rozwoju Gdyni.

Zamiast budzika buchnęło konfetti

Dzisiejszy dzień należy do Gdyni. 27 lipca, podczas 48. sesji Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO w południowokoreańskim Busan, podjęto decyzję o wpisie Modernistycznego Centrum Gdyni na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Wpis obejmuje obszar o powierzchni blisko 88 hektarów w śródmieściu miasta.

Wystrzałom szampana, fanfarom i okrzykom radości towarzyszy wysyp publikacji, które od rana pojawiają się w mediach. Dziennikarze pochylają się nad historią miasta i wartością jego architektury. Gdynia zyskała zasłużoną uwagę, dlatego i my chcemy poświęcić jej dziś więcej miejsca. Ale o architekturze, historii i pięknie już u nas było. Dlatego chcielibyśmy porozmawiać o przyszłości. Co wpis na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO może przynieść Gdyni?

Kraków, czyli doświadczony kuzyn

Zasięgnijmy wiedzy u miast z większym stażem.

48 lat temu podobne święto obchodził Kraków. W 1978 roku historyczne centrum miasta zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako jeden z pierwszych 12 obiektów na świecie. „Czy potrafimy przypomnieć sobie miasto, jakim był Kraków tuż przed wpisaniem na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO we wrześniu 1978 roku?” – pytają autorzy Notatnika myśli na 45-lecie wpisu na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. I odpowiadają:

Niektórzy pamiętają «wypłukane» przez kwaśne deszcze figury dwunastu apostołów sprzed kościoła Świętych Piotra i Pawła albo określenie neglected and polluted, którym opisywano miasto za granicą. Z takiego punktu Kraków startował: «zaniedbany i zatruty».

Co daje tytuł miasta światowego dziedzictwa? Według autorów notatnika „daje tyle, ile chcemy, żeby dał”. Ogólne korzyści z wpisu są dla miast stosunkowo miękkie. To międzynarodowy prestiż, wzrost rozpoznawalności turystycznej i lepszy dostęp do funduszy na ochronę oraz konserwację zabytków lub tradycji. Ich zdaniem od miasta zależy sposób, w jaki wykorzysta sytuację, w której społeczność międzynarodowa uznaje, że jego przestrzeń jest istotna dla całej ludzkości. Podkreślają, że światowe dziedzictwo ma także wymiar psychologiczny – motywuje do konkretnych działań. 

Czytaj także: Kładka Kazimierz – Ludwinów w Krakowie powstaje mimo wątpliwości UNESCO

Przykładowo, w Krakowie prędko ruszyła kampania konserwatorska. Jesienią po wpisie na Listę Światowego Dziedzictwa powstał Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa. W 1985 roku Sejm zdecydował o utworzeniu Narodowego Funduszu Rewaloryzacji Zabytków Krakowa, dzięki któremu z budżetu państwa co roku finansowane są prace konserwatorskie w mieście. W 2013 roku Kraków dołączył do Sieci Miast Kreatywnych UNESCO, tradycja szopkarstwa krakowskiego została wpisana na Reprezentatywną Listę Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, i tak dalej, i tak dalej. Koło ciągle się toczy. 

To najszczęśliwsze miasta na świecie. Polskie miasto w czołówce rankingu
Autor: Kgbo_Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0_commons.wikimedia.org/ CC0 4.0 Miejsce 5., Kraków

Mimo to codzienność miasta, które figuruje we wpisie UNESCO, nie zawsze jest różowa. W Krakowie, spod szeregu wartościowych działań, co rusz prześwitują negatywne skutki - na przykład masowy (często niekontrolowany) napływ turystów i depopulacja centrum. Charakter historycznego śródmieścia stopniowo przechyla się w stronę strefy nastawionej na zyski z turystyki – z drogim najmem, hotelami i restauracjami. Mieszkania na Starym Mieście i Kazimierzu znikają z rynku najmu długoterminowego, ustępując miejsca apartamentom i hotelom dla turystów.

Obusieczny miecz wpisu na listę UNESCO

To problem nie tylko Krakowa.

Vlkolínec, wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa w 1993 roku, to niewielka górska wieś w środkowej Słowacji, słynąca z doskonale zachowanej tradycyjnej zabudowy. Drewniane, kolorowe domy co roku przyciągają tam ponad 100 tys. turystów. Dla porównania: wieś liczy zaledwie 14 stałych mieszkańców. Turyści regularnie wchodzą na prywatne posesje, depczą ogródki i kukają mieszkańcom w okna, zachowując się, jakby ci byli obiektami w muzeum. Efekt? Mieszkańcy Vlkolínca na słowackim Liptowie domagają się cofnięcia wpisu na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Vlkolinec - Słowacja
Autor: Dariusz Jędrzejewski/ Archiwum prywatne Vlkolinec - Słowacja

I nie tylko oni. Podobne stanowisko zajmuje Maasai International Solidarity Alliance, czyli Międzynarodowy Sojusz Solidarności z Masajami. Organizacja apeluje o skreślenie Obszaru Chronionego Ngorongoro w północnej Tanzanii z Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO. Powodem ma być narastająca presja turystyczna. W latach 2024–2025 rezerwat otaczający słynny krater odwiedziło ponad milion osób, co przełożyło się na korki na wąskich drogach, degradację środowiska i zaburzenie naturalnych zachowań dzikich zwierząt.

Gdynia wyjdzie suchą stopą?

Na szczęście mieszkańców w Gdyni jest więcej niż 14, a jej infrastruktura jest przygotowana na gości.

Pisarz i architekt Grzegorz Piątek wychodzi z założenia, że nie należy spodziewać się gwałtownego wzrostu zainteresowania Gdynią – co, w kontekście Obszaru Chronionego Ngorongoro i Vlkolínec, może uspokajać. Na Liście Światowego Dziedzictwa znajduje się około 1400 obiektów, więc turyści z całego świata nie śledzą jej na bieżąco. Jego zdaniem będzie to raczej efekt długofalowy. Automatycznie miejscem zainteresuje się więcej dziennikarzy, blogerów podróżniczych, studentów architektury. Może zadziałać efekt kuli śnieżnej – coraz więcej ludzi na świecie będzie dowiadywać się o Gdyni. Raczej będzie to spokojny, wieloletni proces budowania rozpoznawalności. 

Czytaj także: Architektura czasu wolnego: 7 pomysłów na wypoczynek poza miastem

Piątek wychodzi z założenia, że wpis nie wpłynie znacząco na politykę miasta. Granica obszaru wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa praktycznie pokrywa się bowiem z granicami Pomnika Historii – polskiego statusu ochrony nadanego w 2015 roku.

– Do tego dochodzą dziesiątki budynków wpisanych indywidualnie do rejestru i ewidencji zabytków – mówi. – Nie ma więc powodów do obaw, że nagle niczego nie będzie można zrobić bez zgody UNESCO. Tak naprawdę ten obszar już dziś jest bardzo ściśle chroniony i wpis niewiele w tym zakresie zmienia.

Grzegorz Piątek w Gdyni
Autor: fot. Katarzyna Gapska/ Materiały prasowe Grzegorz Piątek w Gdyni

Jego zdaniem jedyna większa zmiana polega na tym, że odpowiedzialność za ochronę dziedzictwa będzie współdzielona przez państwo. Powstanie obowiązkowy plan zarządzania dziedzictwem. Prowadzony będzie monitoring i okresowa ewaluacja tego planu. Jednocześnie większość podobnych instrumentów już funkcjonuje, więc nie będą to bardziej restrykcyjne rozwiązania.

– Jeśli miałbym jednak wskazać jakiś problem, to powiedziałbym, że obszar wpisu jest zbyt mały – zauważa Piątek. – Nie obejmuje terenów znajdujących się tuż za jego granicą, które są obecnie przedmiotem bardzo dużego zainteresowania inwestorów. Mam na myśli między innymi Międzytorze – obszar na wschód od dworca, na styku portu i miasta – a także okolice Skweru Kościuszki, hotelu Mercure i bulwaru. To są miejsca pozbawione historycznej zabudowy, ale w najbliższych latach będą intensywnie zabudowywane. Szkoda, że granice wpisu nie zostały wyznaczone szerzej, bo wtedy także tam działałby – choćby symboliczny – mechanizm kontroli UNESCO - mówi.

„UNESCO to podsumowanie, nie obostrzenie”

Obawy, że „nagle niczego nie będzie można zrobić bez zgody UNESCO”, rozwiewa także wiceprezydentka Gdyni Oktawia Gorzeńska. Zwraca uwagę, że wpis na Listę Światowego Dziedzictwa nie oznacza wprowadzenia nowego systemu ochrony.

(...) pod względem prawnym i administracyjnym wszelkie podejmowane działania, w tym np. remonty kamienic, już od 20 lat wymagają pozwolenia konserwatorskiego. Zatem wpis na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jest możliwy właśnie dlatego, że ochrona centrum jest dobra i stabilna. UNESCO to podsumowanie a nie wprowadzanie ochrony – mówi.

Jak dodaje, dodatkowe procedury będą dotyczyć wyłącznie oceny nowych inwestycji pod kątem ich wpływu na obszar objęty wpisem.

– Wbrew obawom nie oznacza to hamulca dla inwestycji. Ich możliwy kształt już dziś wynika z obowiązujących miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego – podkreśla.

Gorzeńska przyznaje, że miasto liczy na rozwój turystyki kulturowej. Jej zdaniem wpis może sprawić, że więcej osób dowie się o Gdyni, zwłaszcza że modernistyczne dziedzictwo nie jest tak oczywistym magnesem turystycznym jak zabytkowe starówki.

Modernistyczne Gdynia kandydatem do światowej listy UNESCO. Co jest wartością tego miejsca?
Autor: Monika Czekańska

– Z naszych danych wynika, że przeciętny turysta spędza w Gdyni zaledwie jeden dzień. Chcemy stworzyć ofertę, która zachęci go do dłuższego pobytu. Planujemy rozwijać miejskie trasy modernistyczne i szlaki poświęcone ważnym postaciom związanym z miastem. Będziemy też realizować działania edukacyjne i popularyzatorskie – od warsztatów dla najmłodszych po programy dla seniorów – zapowiada.

Zapytana o ryzyko nadmiernego napływu turystów, wiceprezydentka odpowiada, że nie ma takich obaw.

– Rozmawialiśmy z przedstawicielami Kowna, które we wrześniu 2023 roku zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako „Modernistyczne Kowno: architektura optymizmu, 1919–1939”. Z ich doświadczeń wynika, że ruch turystyczny wzrósł o 5–10 proc., więc mówimy o skali, nad którą można spokojnie zapanować – mówi.

Nie spodziewamy się lawiny zainteresowania

Czy wyróżnienie przyciągnie do Gdyni zagranicznego turystę? Jacek Debis z Agencji Rozwoju Gdyni odpowiada:

Trudno powiedzieć, to będzie dla nas pewnego rodzaju eksperyment. Nie spodziewam się może od razu lawiny zainteresowania, co zresztą mogłoby przynieść niekorzystne skutki w krótkim czasie. Raczej prognozowałbym spokojny, stabilnie rosnący strumień nowych osób odwiedzających z innych krajów. Na przykład turyści weekendowi odwiedzający Gdańsk czy przypływający promem ze Skandynawii mogą chcieć już teraz poznać modernizm Gdyni i zostać w mieście przynajmniej przez kilka godzin lub nawet kilka dni.

Debis zauważa, że potwierdzenie unikalności Gdyni przez międzynarodowych ekspertów sprawi, że mieszkańcy Gdyni i całego Trójmiasta zaczną inaczej, z większym uznaniem, patrzeć na jej dorobek. "Nasze miasto, w przeciwieństwie do Gdańska, jest raczej mniej kojarzone z turystyką miejską i kulturową, a bardziej z wydarzeniami takimi jak Open'er Festival czy Festiwal Polskich Filmów Fabularnych" - zauważa. Oczywiście gdyński modernizm od lat ma swoich „wyznawców” - przyciąga dziesiątki tysięcy fanów architektury i jest miejscem cennym dla studentów oraz architektów, oferującym możliwość nauki i obserwacji unikalnych rozwiązań.

"Liczę na to, że to wyróżnienie zwiększy zainteresowanie miastem także środowisk naukowo-edukacyjnych, w tym uczelni artystycznych i architektonicznych. Myślę, że wpisanie dziedzictwa modernizmu Gdyni na listę UNESCO może także pomóc we wzbogaceniu programu szkół, większe zainteresowanie młodzieży architekturą oraz placówek oświatowych organizacją specjalnych lekcji plenerowych. Choć, podkreślmy, że ta współpraca jest już także dzisiaj aktywna zauważalna. Przypuszczam, że w przyszłości pewna skala działań turystycznych i edukacyjnych, nawet kilkanaście procent ruchu, mogłaby być obsługiwana bezpośrednio przez mieszkańców" - dodaje.

Architektura Murator Google News
Otwarte Studio Magdaleny Szefernaker
100-lecie Gdyni - H. Wenda-Uszyńska