Spis treści
Każdy plac zabaw ma swoje granice
Słysząc określenie „przestrzeń dla najmłodszych”, najczęściej wyobrażamy sobie plac zabaw – oddzielony od reszty miasta niskim płotkiem lub stalowym ogrodzeniem, z nawierzchnią w postaci gumowych mat, piasku albo sztucznej trawy. Przestrzeń wypełniają urządzenia zaprojektowane dla konkretnych grup wiekowych: piaskownice dla najmłodszych, huśtawki dla nieco starszych dzieci, bujane koniki, drabinki, ścianki wspinaczkowe.
Czytaj także: Bajeczny wodny plac zabaw w Tychach. Raj dla dzieci schowany za skarpę
Taki sposób projektowania ma swoje uzasadnienie. Ogrodzony i odpowiednio wyposażony plac zabaw ułatwia opiekunom obserwowanie bawiących się dzieci, a zastosowane zabezpieczenia zwiększają poczucie bezpieczeństwa zarówno najmłodszych użytkowników, jak i ich opiekunów. Nie oznacza to jednak, że każda przestrzeń tworzona z myślą o dzieciach powinna być odseparowana od reszty tkanki miejskiej.
Christopher Alexander, teoretyk architektury, w książce A Pattern Language podkreśla, że:
„...jeżeli dzieci będą pozbawione możliwości eksploracji całego otaczającego je świata dorosłych, nie będą mogły osiągnąć dojrzałości. (...)”
Miasto, które staje się miejscem zabawy
Architekci coraz częściej zwracają uwagę na potrzebę integrowania przestrzeni dziecięcych z szerszym kontekstem miasta. Dla najmłodszych szczególnie atrakcyjna okazuje się możliwość „przekształcania” istniejącej architektury w miejsce zabawy. Nawet, jeśli miałoby to poskutkować zdartymi kolanami czy lekkim zmęczeniem. Jak zauważa Natalia Przesmycka w pracy Dzieci w mieście – wyzwania i potrzeby dziecka jako użytkownika przestrzeni publicznej:
„To nie przestrzeń placu zabaw wspominana jest przez większość osób jako miejsce najlepszych zabaw z dzieciństwa. Nieograniczona wyobraźnia dzieci powoduje, iż każda przestrzeń publiczna może stać się miejscem zabawy. Nakłada to na projektanta obowiązek szerszego spojrzenia na możliwości wykorzystania przestrzeni publicznej przez najmłodszych jej użytkowników”
Wspinanie się na drzewa, turlanie ze wzgórza, przeskakiwanie ogrodzeń czy chodzenie po dachach – to te aktywności (w przeciwieństwie do wyreżyserowanej zabawy) najsilniej zapisują się w pamięci z dzieciństwa. Jak projektować przestrzeń miejską, aby dzieci mogły w sposób naturalny i bezpieczny uczestniczyć w życiu miasta?
Kilka twarzy jednego miasta?
Architekci podkreślają znaczenie odpowiedniego strefowania i hierarchizacji przestrzeni miejskiej. Takie podejście nie tylko porządkuje i uczytelnia strukturę miasta, ale też zapewnia użytkownikom dostęp do bardziej przyjaznej, ludzkiej skali. Istotną rolę odgrywają tu ławki, murki, trawniki, pochylnie czy ciągi komunikacyjne pozbawione ruchu samochodowego. Równie ważne jest umożliwienie kontaktu wzrokowego pomiędzy przestrzenią prywatną a publiczną.
Dobrym przykładem realizacji tych założeń jest osiedle M+ w Łowiczu. Kameralna skala zabudowy przynosi tam wiele korzyści. Dzięki niej rodzice mogą zawołać dzieci na obiad bez konieczności opuszczania mieszkania. Niewielka odległość między balkonami a osobami przechodzącymi przez dziedziniec sprzyja spontanicznym interakcjom – pomachaniu sobie czy wymianie kilku słów. Dzieci zyskują poczucie bezpieczeństwa, nie doświadczając jednocześnie nieustannej kontroli ze strony dorosłych.
Start with Children: podpowiedzi z konferencji
Podczas zeszłorocznej konferencji „Start with Children” w Bratysławie wielokrotnie podkreślano potrzebę otwierania przestrzeni miejskiej na najmłodszych mieszkańców. Wśród prezentowanych rekomendacji szczególnie często pojawiały się postulaty przekształcania ulic i korytarzy komunikacyjnych w bezpieczne, przyjazne pieszym przestrzenie. Zwracano również uwagę na rolę szkół, które powinny stać się centrami lokalnych społeczności - swoistymi stolicami dzielnic i sąsiedztw. Otaczająca je zieleń miałaby natomiast pełnić funkcję zrównoważonych, ogólnodostępnych miejsc służących zarówno dzieciom, jak i pozostałym mieszkańcom.
Czytaj także: Architektura zabawy. Jak projektować lepsze miasta dla dzieci?
Obecna na konferencji Magdalena Mojduszka relacjonowała, że:
Podczas konferencji pokazano kilka udanych modeli mieszkalnictwa społecznego na świecie świata. Jonny Anstead z pracowni TOWN opowiedział o pierwszym w Wielkiej Brytanii osiedlu typu cohousing – Marmalade Lane w Cambridge. Zamiast ogrodzonych, anonimowych dzielnic – ulice z niskimi płotami bezpośrednio połączone ze wspólnym dziedzińcem, wolnym od samochodów. Zamiast stałego nadzoru dorosłych – wolność doświadczania i swobodnego budowania obrazu świata przez dzieci. Architekt zwrócił uwagę, że w ostatnich latach w krajach rozwiniętych ilość czasu, jaką rodzice spędzają ze swoimi pociechami, gwałtownie wzrosła.
Jedną z najważniejszych myśli wybrzmiewających podczas konferencji było przekonanie, że patrzenie na miasto oczami dziecka ma znaczenie nie tylko ze względu na potrzeby najmłodszych. Standardy projektowe wypracowywane z myślą o dzieciach bardzo często odpowiadają również na potrzeby innych grup społecznych, w szczególności seniorów oraz osób z niepełnosprawnościami.