Spis treści
Ulice i mosty w cieniu wojny. A raczej demagogii
Za przyspieszeniem budowy metra przemawia również aspekt bezpieczeństwa mieszkanek i mieszkańców. Infrastruktura podziemna może pełnić funkcję schronienia w sytuacjach zagrożeń militarnych. Mosty, w tym z trasami tramwajowymi, stanowią element infrastruktury krytycznej sektora transportowego i są w pierwszej kolejności narażone na ataki z powietrza
– tak w styczniu 2026 r. radni warszawskiego Żoliborza argumentowali przeciwko budowie planowanego od lat mostu Krasińskiego, który miałby połączyć ich dzielnicę z Targówkiem.
Nie są w tej strategii osamotnieni. Warszawscy politycy coraz chętniej sięgają po argumenty militarne, żeby zniechęcać mieszkańców do rozmaitych inwestycji. Szczególnie upodobali sobie temat zwężania dróg. Kiedy po śmiertelnym wypadku przy Pl. Szembeka (w styczniu 2026 r. zginęło tu dziecko) pojawiły się głosy nawołujące do zwężenia ul. Grochowskiej, wiceburmistrz dzielnicy Łukasz Polinceusz ogłosił, że Grochowska musi mieć po trzy pasy „na wypadek wojny i na potrzeby wojska”. Skąd mu się takie przekonanie wzięło, nie wyjaśnił. Kilka miesięcy później wolski radny Jarosław Lewandowski grzmiał obrad, że planowane zwężenia na Al. Jana Pawła II są niedopuszczalne „w czasach teoretycznie przedwojennych”, bo grożą paraliżem miasta i „groźnym drogowym armageddonem” – zapewne w razie ewakuacji ludności.
Ich słowa zdają się padać nieraz na podatny grunt. Na komentarze w tym samym tonie można trafić w mediach społecznościowych pod praktycznie każdym postem na temat planowanego zwężenia i zazielenienia jakiejś ulicy. „W sytuacji zagrożenia ze strony Rosji trzeba ulice poszerzać, a nie zwężać”, „wojsko musi być w stanie przejechać przez miasto” – piszą komentujący. Niektórzy snują wręcz teorie spiskowe, iż trend zwężania to celowe działanie, które ma utrudnić mieszkańcom ewakuację w sytuacji zagrożenia.
Przykład, można powiedzieć, przyszedł z góry. Krótko przed wyborami parlamentarnymi w 2023 r. ówczesny wicepremier Piotr Gliński mówił o planowanym budżecie Warszawy: „Nie może być tak, że pieniądze są wydawane na rzeczy na pewno nie pierwszoplanowe, czy kwestie takie jak zwężanie ulic. To zupełnie jakaś obsesja i jakieś zaczadzenie ideologiczne”. Nie wspomniał o wojnie wprost, ale trudno zaprzeczyć, że w drugim roku konfliktu zbrojnego w Ukrainie i zaledwie kilka miesięcy po rozpoczęciu ukraińskiej kontrofensywy jego słowa musiały mieć dla słuchaczy określony wydźwięk.
- Sprawdź także: Widziała pierwszy szturm Niemców na Warszawę, dziś niszczeje. Kamienica przy Grójeckiej 184
Eksperci: „W sytuacjach kryzysowych ogranicz korzystanie z samochodu”
Przyjmijmy na chwilę, że politycy używają takich argumentów z autentycznej troski o nasze bezpieczeństwo, a nie jako demagogicznego, cynicznego chwytu. Czy rzeczywiście w razie zagrożenia wojennego szerokie, wielopasmowe ulice ułatwią ewakuację? Przytoczmy relację z prawdziwej wojny – a konkretnie z 24 lutego 2022 r., z pierwszego dnia inwazji Rosji na Ukrainę:
Już wczesnym rankiem czasu lokalnego korki utworzyły się od centrum Kijowa do oddalonego o 140 kilometrów Żytomierza. Zakorkowana jest również droga do Białej Cerkwi w kierunku południowo-zachodnim na odcinku ok. 40 kilometrów oraz droga w kierunku północno-zachodnim na odcinku ok. 25 kilometrów
– podawał wówczas PAP. Jak widać, szerokość ulic i dróg nie miała żadnego znaczenia: zakorkowały się w ciągu kilku godzin, na długości dziesiątek kilometrów. Wystarczy zastanowić się nad tym przez chwilę, żeby zrozumieć, że to oczywiste – żaden układ drogowy nie jest w stanie obsłużyć takiej liczby samochodów.
Do ucieczki prywatnym autem zniechęcają także – w Polsce – oficjalne, przygotowane przez ekspertów poradniki dotyczące ewakuacji. W publikacji Ministerstwa Obrony Narodowej, którą przekazano za darmo wszystkim obywatelom, pada jasny komunikat:
W sytuacjach kryzysowych ogranicz korzystanie z samochodu. Drogi powinny być przejezdne dla służb ratowniczych i transportów wojskowych.
Podobnie radzi warszawiakom przygotowana przez władze stolicy instrukcja postępowanie w sytuacjach zagrożeń, gdzie czytamy m.in.: „Nie kieruj się do garaży podziemnych”. Oczywiście nie znaczy to, że o samochodach należy w ogóle zapomnieć. W cytowanym już poradniku MON czytamy w końcu także: „Jeżeli korzystasz z samochodu, pamiętaj, żeby był sprawny technicznie i zatankowany”. Warto jednak mieć na uwadze przytoczoną relację z ewakuacji Kijowa: prywatne auta wcale nie dają gwarancji ucieczki przed zagrożeniem.
Wojna wpływa na kształt miast, ale nie tak
Wytykając absurd wypowiedzi polityków, trzeba oczywiście pamiętać, że argumenty militarne rzeczywiście mogą czasem wpływać na urbanistykę i funkcjonowanie miast. Nie szukając przykładów daleko, w ostatnich latach kilka polskich miast zakupiło autobusy spalinowe zamiast tak dziś popularnych elektrycznych, ponieważ lepiej sprawdzają się one w razie ewakuacji. Postąpiły tak m.in. Warszawa i Wrocław, wprost wskazując, że w razie awarii sieci energetycznej autobusy elektryczne stają się bezużyteczne.
Doświadczenia ostatnich lat pokazały, że napęd konwencjonalny najlepiej sprawdza się w sytuacjach kryzysowych, w których możliwe są ograniczenia w dostępie do surowców energetycznych
– zauważa Tomasz Kunert, rzecznik prasowy warszawskiego ZTM-u.
Bezpośredni wpływ zagrożenia wojną na kształt miast widać także w kwestii schronów. Wprowadzone w związku z sytuacją w Ukrainie nowe przepisy dotyczące obronności sprawiły m.in., że projektowany nowy tunel kolejowy pod centrum Warszawy będzie przystosowany do pełnienia funkcji ochronnych. To samo dotyczyć będzie planowanych dziś dopiero linii metra. W całym kraju te zmiany prawne spowodują w najbliższych latach adaptację części budynków na schrony i miejsca ukrycia oraz wpłyną na kształt nowych inwestycji deweloperskich, pod którymi projektanci będą musieli przewidzieć schrony.
Te zagadnienia trzeba jednak wyraźnie oddzielić od powoływania się na argumenty z dziedziny wojskowości przez (głównie konserwatywnych) polityków, którzy za pomocą gry na emocjach próbują zrealizować inne cele. Przeciwko zwężaniu ulic czy budowie mostów z przyczyn militarnych nie wypowiedział się jak dotąd żaden autorytet w kwestii obronności – zapewne dlatego, że to czysty absurd. Nie dajmy sobą manipulować.
Co ciekawe, póki co argumenty militarne zdają się przemawiać raczej za strategią „zwęzić i zazielenić”. W lipcu 2026 r. Ministerstwo Obrony Narodowej wprost wskazało, że drzewa przy drogach ograniczają zagrożenia militarne. Jak zaznaczono, utrudniają one wrogowi obserwację z powietrza oraz zwiększają odporność infrastruktury. Jak podaje interia.pl, w związku z tym stanowiskiem Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska już zaczęły odrzucać wnioski o wycinkę drzew, zaś Ministerstwo Klimatu i Środowiska zamierza rekomendować, żeby nowym standardem przy takich wycinkach stało się oszczędzanie jak największej liczby drzew. Ciekawe, co na to konserwatywni politycy?
- Przejdź do galerii: Park nad POW w Warszawie