Spis treści
Podczas wieczornego spaceru po Kopenhadze wiosną 2024 roku zupełnie przypadkowo trafiliśmy z rodziną na Nordøstamager School. Nie szukałem jej. Nie zamierzałem oglądać architektury ani analizować detali. Przechodziliśmy obok i nagle poczuliśmy, że możemy wejść.
Z ulicy prowadziły na budynek szerokie schody. Każdy kolejny poziom zapowiadał coś nowego: miejsce do siedzenia, taras, urządzenia do zabawy, zjeżdżalnię. Weszliśmy coraz wyżej i spędziliśmy tam niemal godzinę. Nie widziałem ochroniarza, nie czułem też, że ktoś obserwuje nas i czeka, aż sobie pójdziemy. Przestrzeń nie stawiała pytania, czy mamy prawo w niej być. Po prostu nas przyjęła. To doświadczenie jest dla mnie ważniejsze niż efektowna bryła i architektoniczne detale. Dowodzi, że otwartość Nordøstamager School nie jest hasłem z opisu projektu. To realna możliwość, z której mogą prosto i intuicyjnie skorzystać nawet przypadkowi spacerowicze z innego kraju.
Przeczytaj także: Szkoła otwarta dla społeczności. Nordøstamager School z pracowni Christensen & Co Architects
Szkoła, na którą się wchodzi
Nordøstamager School, zaprojektowana przez Christensen & Co Architects, Kjaer & Richter oraz zespół współpracowników, została oddana do użytku w 2023 roku. Na stosunkowo niewielkiej miejskiej działce umieszczono program szkoły o powierzchni ponad 10 tysięcy metrów kwadratowych. Zamiast oddzielić ją od miasta, znaczną część przestrzeni rekreacyjnej przeniesiono na dachy i tarasy, a następnie połączono z ulicą systemem zewnętrznych schodów.
W rezultacie budynek nie ma jednej wyraźnej granicy, za którą zaczyna się instytucja. Chodnik przechodzi w plac, plac w schody, schody w tarasy, a tarasy w położone na kolejnych poziomach miejsca zabawy i odpoczynku. Szkoła staje się fragmentem miejskiego krajobrazu. Na parterze znajduje się sala sportowa. Nie została ukryta w głębi budynku ani za nieprzezroczystą ścianą. Przeszklona elewacja pozwala obserwować odbywające się wewnątrz zajęcia. Wieczorem światło sali wychodzi na zewnątrz, a ruch ćwiczących osób staje się częścią życia ulicy.
Nie chodzi wyłącznie o widok. Umieszczenie sali przy ulicy jest komunikatem: ten budynek żyje również wtedy, gdy skończyły się lekcje. Sport nie zostaje zamknięty w szkolnym zapleczu. Jest widoczny, dostępny i obecny w mieście.
Architektura podpowiada, ale nie rozkazuje
Kiedy później rozmawiałem z Mikkellem Sørensenem i Thomasem Nørgaardem z Christensen & Co, opowiedziałem im o tym przypadkowym spotkaniu ze szkołą. Sørensen odpowiedział, że właśnie o taki efekt chodziło. Budynek nie miał być przedmiotem do oglądania, lecz środowiskiem, w którym ludzie wchodzą w relacje ze sobą i z otoczeniem.
Projektanci przyznali, że architektura świadomie sugeruje określone zachowania. Nie można zaprogramować wszystkich zdarzeń ani przewidzieć, jak będziemy żyć za dwadzieścia lub trzydzieści lat. Można jednak stworzyć ramy, dzięki którym wydarzy się więcej: pozostawić miejsce na spotkanie, odpoczynek, ruch, zabawę i interpretacje, których autorzy projektu sami nie przewidzieli.
Jednym z najważniejszych elementów Nordøstamager School jest więc to, czego w niej nie ma: typowego szkolnego ogrodzenia. Dzięki temu można wejść na schody i tarasy bez przekraczania bramy oraz bez poczucia wtargnięcia na cudzy teren.
Oczywiście taka otwartość wyrasta z duńskiej kultury zaufania. Nie da się jej mechanicznie przenieść do każdego kraju i miejsca. Nie oznacza to jednak, że w Polsce jedyną odpowiedzią na potrzebę bezpieczeństwa musi być płot, kontrola i przestrzeń dostępna wyłącznie dla osób uprawnionych. Granice można projektować. Poszczególne części budynku mogą działać niezależnie, a bezpieczeństwo dzieci da się pogodzić z udostępnianiem mieszkańcom infrastruktury, za którą wszyscy zapłaciliśmy.
Przeczytaj całą rozmowę z Mikkellem Sørensenem i Thomasem Nørgaardem: Christensen & Co: Byłoby aroganckim myśleć, że wiemy, jak świat będzie wyglądał za 20-30 lat. Wszystko zmienia się bardzo szybko
Niewykorzystana szansa na Służewcu?
To szczególnie istotne w kontekście nowej Szkoły Podstawowej nr 119 przy ulicy Konstruktorskiej w Warszawie, zaprojektowanej przez pracownię WWAA. Powstała ona w niezwykłych okolicznościach: wybudował ją prywatny deweloper w związku z realizacją osiedla liczącego ponad 1500 mieszkań, a następnie przekazał miastu.
To dobra, potrzebna i pod wieloma względami pionierska szkoła. Przeznaczona dla około 450 uczniów, ma kameralną skalę, elastyczną konstrukcję oraz interesujący model organizacji klas w niewielkie zespoły. Korytarze zastąpiono przestrzeniami wspólnej pracy i rekreacji. Biblioteka oraz sale terapeutyczne otrzymały niezależne wejścia, dzięki czemu mogą być używane również poza godzinami lekcyjnymi.
Nie chodzi więc o krytykę jakości architektury WWAA ani o twierdzenie, że budynek po południu musi być całkowicie martwy. Problem leży głębiej — w ambicji programu, jaki postawiono przed projektantami.
Przeczytaj więcej: Szkoła na Służewcu w Warszawie. Mnogość rozwiązań, które można tu znaleźć, umożliwia wyjście poza domowy nastrój przestrzeni mieszkalnych
W okowach monofunkcyjności
Warszawski Mordor przez lata był symbolem monofunkcyjności. Po biurowcach pojawiły się mieszkania, ale rozwój przestrzeni publicznych nie nadążył za zmianą dzielnicy. Ogólnodostępna rekreacja nadal zbyt często oznacza tu trawnik, chodnik, ławkę i kilka nasadzeń. Brakuje miejsc, które oferowałyby różne aktywności, zachęcały do pozostania i pozwalały mieszkańcom być widocznymi dla siebie nawzajem.
Przeczytaj więcej: Organizm, który żywi się własnym ogonem. Między falą wyburzeń a klątwą monofunkcyjności na warszawskim Mordorze
Właśnie dlatego szkoła przy Konstruktorskiej mogła stać się czymś więcej niż bardzo dobrze zaprojektowanym miejscem edukacji. Mogła być nowym fragmentem dzielnicy: placem zabaw, boiskiem, przestrzenią spotkań i bezpiecznym miejscem dla nastolatków, którzy nie chcą ani siedzieć w domu, ani spędzać czasu w centrum handlowym.
Jej społeczne funkcje zostały wydzielone i mogą być udostępniane poza lekcjami. W Kopenhadze zrobiono krok dalej: publiczny charakter nadano całej zewnętrznej strukturze budynku. Tam dostępność nie jest wyłącznie kwestią otwarcia odpowiednich drzwi o wyznaczonej godzinie. Jest podstawową właściwością architektury.
Szkoła jest częścią miasta
Nie każda szkoła musi wyglądać jak Nordøstamager. Nie wszędzie potrzebna jest zjeżdżalnia wijąca się między piętrami. Nie chodzi o kopiowanie efektownych rozwiązań ani o kolejny import „skandynawskiego modelu”.
Chodzi o zmianę pytania zadawanego przed rozpoczęciem projektowania. Zamiast zastanawiać się wyłącznie, ilu uczniów pomieści budynek, jak rozmieścić klasy i zabezpieczyć teren, powinniśmy pytać, co szkoła może dać całej dzielnicy. Jak będzie funkcjonować wieczorem, w weekend i podczas wakacji? Które jej części mogą żyć niezależnie? Czy osoby niemające w niej dzieci znajdą powód, by przyjść? Czy nastolatek będzie mógł usiąść na jej schodach z bliską osobą, nie tłumacząc nikomu, dlaczego się tam znalazł?
Pierwszego września szkoły wypełniają się dziećmi, a my oceniamy, czy są gotowe na nowy rok. O ich prawdziwej wartości warto jednak pomyśleć także kilka godzin później. Dobra szkoła nie powinna znikać z życia miasta wraz z ostatnim dzwonkiem. Zwłaszcza w takim kontekście, jakim jest Mordor. Tutaj szkoła mogłaby zarówno nas uczyć, jak i bawić.
---
Dziękujemy, że tu jesteś. Posłuchaj naszego Podcastu Architektonicznego