Spis treści
Z Kasprowego Wierchu do Warszawy
Zaledwie trzy lata przed wojną, w 1936 roku, powstał projekt nowej luksusowej willi w Warszawie. Architekci? Znani. Inwestorzy? Bogaci i świetnie ustawieni. Działkę przy Czarnieckiego 53 kupili podobno od wdowy po Piłsudskim, Aleksandrze (choć dowodów na tę teorię brak). Przedsiębiorca, dyrektor, działacz, Zygmunt Rakowicz z żoną Heleną i córką Litką.
Dopiero co zakończyli budowę pensjonatu na Wysokim Wierchu w Bukowinie Tatrzańskiej, gdzie Raczyński gościł swoich znajomych z kręgu Marszałka. Drewnianą willę z podmurówką nazwali na cześć córki. Zarówno ten projekt, jak i willi prywatnej Raczyńscy zlecili innemu małżeństwu - Annie i Aleksandrowi Kodelskim, którzy w tym samym czasie, bo w 1936 i 37 roku nadzorowali budowy swoich najbardziej znanych projektów - kolei linowej na Kasprowy Wierch i obserwatorium meteorologicznego, też na Kasprowym.
i
Pancerna rezydencja
Rakowicz, syn urbanisty, inżyniera budownictwa Jana Rakowicza, blisko władzy, dobrze wiedział, jakiego domu potrzebuje i jakie normy bezpieczeństwa powinien spełniać w coraz bardziej komplikujących się czasach. Choć odgórne wymogi zabezpieczania budynków przed bombami i budowy schronów wprowadzono w Polsce dopiero parę lat później, tu, na Czarnieckiego 53 Kodelscy dostali za zadanie zaprojektować dom żelbetowy i z bunkrem w piwnicy, zgodnie z nowoczesnymi niemieckimi normami przeciwlotniczymi.
Przez ostatnich 10 lat Rakowicz pracował jako jeden z dyrektorów Państwowej Wytwórni Prochu i Materiałów Kruszących w Pionkach (wówczas Zagożdżon). Razem z rodziną zajmował jedną z dyrektorskich willi na terenie opuszczonego dziś zakładu. Z zagranicznych wojaży przywoził egzotyczne rośliny, którymi obsadzał ogród.
Zobacz także: "Nowoczesny jak nadchodząca chwila". Warszawski salon samochodowy przypominał przed wojną funkcjonalistyczną willę
W 1937 r. wraz z rodziną miał się sprowadzić do Warszawy i zacząć nowy rozdział - nowy dom był jego ważną częścią. Dostał pracę w Ministerstwie Przemysłu i Handlu, pracował też w Państwowych Zakładach Inżynierii, zainwestował w biznes automobilowy, m.in. w firmę Auto-Servis. Nawiasem mówiąc, inny współwłaściciel Auto-Servisu, Józef Łepkowski, również postawił sobie reprezentacyjną i dobrze znaną w Warszawie willę, na Saskiej Kępie; projekt wykonali Lucjan Korngold i Piotr Lubiński (1934).
i
Dyrektorski luksus
Wielka willa Rakowiczów, mimo że pancerna i przygotowana na wojnę, była jednak przede wszystkim luksusową rezydencją. Architekci zadbali o modne detale, przestronne tarasy i balkony, efektowne kręte schody do ogrodu, świetliki. Wielu w willi dostrzega echa jednej ze stacji kolei linowej za sprawą charakterystycznych kolumn podpierających zadaszenie zawieszone wysoko ponad wejściem. To interpretacja zupełnie słuszna - architekci nad budynkami pracowali w niemal tym samym czasie.
Ogród, równie ważny co dom, również powierzono do zagospodarowania architektowi - A. Snarskiemu (1938). W bryle domu wygospodarowano oczywiście garaż. Dolną część wyłożono modnym brązowym klinkierem.
Mimo dużego metrażu (prawie 300 metrów kwadratowych) wewnątrz willę zaprojektowano dość klasycznie: na wysokim parterze przestrzeń wspólna, na półpiętrze, po subtelnie wygiętych schodach, pokój gościnny, a powyżej część sypialniana z sypialniami córki i właścicieli z prywatną łazienką, prysznicem i balkonem.
i
Naloty, podziały, dramaty wojny
Willa ucierpiała w czasie wojny, choć nie na tyle, by nie dało się jej ponownie zasiedlić po szybkich poprawkach. Uderzyła w nią bomba i pociski, ostrzeliwano ją w czasie starć. Załamał się jeden ze słupów, dom pękł. Losy Rakowiczów z czasów okupacji nie są dobrze opisane, pojawiają się informacje o oskarżeniach o współpracę z Niemcami ale bez poparcia w faktach. Po wojnie Rakowicz wrócił na dyrektorskie stanowisko, kontynuując pracę w branży.
Architektka domu i żołnierka AK, Anna Kodelska, zginęła rozstrzelana w 1944 roku. Aleksander Kodelski wraz z córką Teresą (oboje powstańcy) przeżyli.
Po wojnie dom podzielono na dwa mieszkania, a mieszkańcy remontowali dom na tyle, na ile pozwalały środki. Choć pęknięty dach przeciekał, a klinkier odpadał, być może dzięki mały budżetom zachowały się we wnętrzach oryginalne detale - klamki, płytki, poręcze schodów. Dom został zabytkiem już w 1987 roku. Dziś, choć gęsto porasta go pnącze, pomiędzy liśćmi wciąż można zobaczyć ślady kul.
Źródła: zabytek.pl, willa Litka