Spis treści
Transformacja koszyckiego domu robotniczego
U. S. Steel Košice to obecnie największa słowacka huta stali. Znajduje się w Koszycach. W przeszłości ten gigant hutniczy funkcjonował jako Východoslovenské železiarne - Wschodnio Słowackie Zakłady Metalurgiczne.
KOSMALT był największym domem robotniczy należącym do koszyckiej huty. Budynek został wzniesiony w latach 60. XX wieku według projektu Ladislava Greča i Róberta Kandríka. Jego nazwa wywodzi się od rodzaju emaliowanej stali, której produkcja była charakterystyczna dla lokalnej huty. Obiekt znajduje się na osiedlu Terasa w Koszycach i - dzięki wyrazistej sylwetce - stanowi dominantę urbanistyczną tej części miasta.
W 2025 roku architekci z pracowni Atrium Architekti podjęli się kompleksowej renowacji - zarówno elewacji, jak i wnętrza budynku - której celem było dostosowanie obiektu do współczesnych potrzeb mieszkaniowych. Mimo, że budynek domu robotniczego nie był pierwotnie projektowany jako budynek adaptowalny, to jego renowacja pozwoliła wprowadzić tę cechę do konstrukcji.
Wrócił trawertyn, lastryko i marmurowe okładziny
Zanim rozpoczęto dyskusje o tym, co należałoby do budynku dodać, architekci dogłębnie przestudiowali pierwotne założenia projektowe i to na nich oparli dalsze decyzje. Oczyścili budynek z warstw, które przez ostatnie dekady zdążyły obrosnąć jego oryginalną strukturę. Na korytarze i klatki schodowe wróciło oryginalne lastryko, a przedsionek znów pokryły marmurowe okładziny. Wrócił trawertynowy cokół elewacji, oryginalne stalowe belki w częściach wspólnych, a także stalowa galeria w holu wejściowym.
Czytaj także: 214 studentów zamieszkało w powojennym biurowcu. Zachowano stropy z „gomułkowskich czasów”, odtworzono balustrady
Siatka konstrukcyjna stała się punktem wyjściowym dla aranżacji przestrzeni, a geometryczny podział elewacji wschodniej i zachodniej, składający się z siatki 22 × 13 identycznych pól, zadziałał jako główny motyw renowacji. Zdecydowano się pozostawić monochromatyczną szarość fasady, która - w opinii architektów - podkreśla monumentalność obiektu i czystość kompozycji.
Drugie życie przepłacone skromnym metrażem
Niestety nie wszystkie uwarunkowania wynikające z oryginalnej struktury budynku okazały się korzystne dla nowej funkcji. 507 identycznych komórek mieszkalnych przekształcono w prywatne jednostki o powierzchni 21 m². Jak czytamy w materiałach prasowych, „analizy przeprowadzone na etapie projektowym potwierdziły, że kompaktowe układy XS o powierzchni 21 m² sprawdzają się zarówno w przypadku singli, jak i par”.
Polskie normy określają minimalną powierzchnię mieszkania (w nowym budownictwie) na 25 m². Ustalenie tej dolnej granicy ma na celu zapewnienie godnych warunków życia oraz ograniczenie powstawania niefunkcjonalnych „klitek”. Jednak w Słowacji - podobnie jak w Czechach czy na Litwie - mieszkanie musi mieć co najmniej 16 m². Choć więc w świetle słowackiego prawa 21 m² nie jest niczym niedopuszczalnym (a tym bardziej, jeśli mówimy o renowacji), trudno o życie w komforcie na takim metrażu. Zwłaszcza, że budynek nie oferuje alternatywnych wariantów powierzchniowych.
Materiały prasowe przekonują, że poczucie przestronności zapewniają duże przeszklenia, loggie i widoki na miasto. „W przeciwieństwie do skali samych apartamentów, przestrzenie wejściowe, korytarze i komunikacja pionowa wydają się przestronne i reprezentacyjne” - czytamy. Choć przestronność części wspólnych nie jest w stanie zrekompensować dyskomfortu wewnątrz mieszkań, warto docenić nadanie korytarzom nowej funkcji. Dzięki dużej ilości naturalnego światła i hojnym proporcjom zaczynają one pełnić rolę nie tylko komunikacyjną, lecz także społeczną, integrującą mieszkańców.
Nie wszystko złoto, co się świeci?
Przykład słowackiego KOSMALT-u pokazuje, że „nie wszystko złoto, co się świeci” - a dokładniej: nie każde drugie życie budynku oznacza prosty happy end. Decyzja o adaptacji, renowacji czy wykorzystaniu materiałów z rozbiórki nie jest drogą na skróty, ale wiąże się z całym szeregiem kompromisów i prób pogodzenia często sprzecznych uwarunkowań. Z tej perspektywy każda próba przywrócenia budynkowi życia stanowi ważny głos w dyskusji, która w świecie architektury wybrzmiewa coraz donośniej i coraz mocniej wchodzi do głównego nurtu. Widać to zarówno w najnowszych werdyktach nagród architektonicznych (chociażby w tegorocznych nominacjach do Nagrody im. Miesa van der Rohe) jak i w portfolio dużych pracowni, które coraz częściej - niezależnie od tego, czy z poczucia misji, czy obowiązku - sięgają po tego typu rozwiązania.